— Rany boskie — usłyszałam głos z drugiej strony telefonu w gabinecie dyrektora Huty Szkła w Wołominie — Jerzego Kaszuwary. Głos należał do inż. Lecha Suskiego, dyrektora d/s technicznych jednocześnie rzecznika patentowego Huty, który zjawił się niebawem wraz czarnowłosą sekretarką i stertą teczek zawierających “love story” szczególnego rodzaju.

— Jeżeli mamy to odgrzebywać, możemy. Na wszystko są dokumenty. On miał dobry system. Przychodzi, pokazuje zaświadczenia, racjonalizatorskie papiery, odznaczenia; rzuca na stół medale – mówi dyr. Kaszuwara — już jakieś zaufanie zdobywa. Z panią też tak pewnie zrobił.

Istotnie. Piotr Haberko zjawił się z teczką wypchaną dokumentami i z miejsca zaznaczył: „To tylko niewielka część. Na moją krzywdę racjonalizatora… Ja całe swoje życie hutom poświęciłem, jestem jednym z najlepszych specjalistów w Polsce dobudowania wanien szklarskich. Nieraz tak było, cały zespół inżynierów myślał, kombinował, a jak piec zbudowali, to się okazało — niedobry. Temperatury nie trzyma, to i cała robota na nic. Zresztą, niech pani sama patrzy, ja już pamięci nie mam, mogę wszystko pomylić. A tu wszystko mam papiery.”

Piotr Haberko zaczął pracować, mając lat 13. Swój zawód poznawał od zera, najpierw jako pomocnik murarza pieców szklarskich. Z czasem poznał tajniki tej trudnej dziedziny. Stał się specjalistą wędrujący po kraju wszędzie, gdzie huty szkła piece budowały. Po wojnie „wyreklamowany” z wojska przez PKWN był członkiem Śląskiej Grupy Operacyjnej, uruchamiającej przemysł. Po kilku latach zaczął pracować w swym rodzinnym mieście Wołominie, oczywiście w Hucie Szkła.

Są ludzie, którzy w tym co robią są niezastąpieni. Doświadczenie, a może nawet intuicja, wyrównuje brak wykształcenia. Haberko chyba do takich ludzi należał. Wiele z jego prac zawiera rzeczy nowe, uznane za wnioski racjonalizatorskie.W ciągu 25 lat Haberko dorobił się ich niemal 40.Jeden wniosek został opatentowany. Wołomińska Huta Szkła im. Paplińskiego miała wątpliwą korzyść, jak to wynikało z wypowiedzi dyr. Kaszuwary, z tych wynalazków.

— Gdyby jeszcze popracował 3 lata, znów by coś wymyślił i znów byłyby kłopoty — podsumowuje jego zasługi. Z pewnością. Haberko jest od 5 lat na emeryturze,ale nie zakończył swej pracy. Nowy projekt czeka obecnie na opatentowanie.

Właściwie żaden wniosek Haberki nie przeszedł normalnej drogi. Jaka to była droga — niech świadczy sposób załatwiania (a może metoda) niektórych z nich.

W 1957 r. Huta w Wołominie potrzebowała nowej wanny na wysokogatunkowe szkło „Termisil”.

— Dostałem szkice tę wannę — opowiada Haberko — ale widzę, że nic z tego nie wyjdzie, bo nawet 1200 st. nie będzie. Zrobiłem więc cały projekt wanny i wybudowałem. Zdała egzamin na 100 procent.

Huta nie chciała tego faktu uznać. Aż dziw bierze, iż w 10 lat później zmieniła zdanie i zezwoliła na złożenie wniosku (dowód wybitnej zacności dyrekcji, a nie efekt uporczywego kołatania Haberki do wszystkich możliwych instancji). Tyle, że w swej wspaniałomyślności była niekonsekwentna. Musiał ją zastąpić Urząd Patentowy, który uznał za sprawę bezsporną, że projekt jest wykonany i stosowany od 1957 r. Mimo to Huta nie zamierzał zapłacić odsetek za 8 lat zwłoki.

— Dlaczego? — pytam dyr. Kaszuwarę.

— Proszę pani, przecież i tak poszliśmy mu na rękę. Sąd Powiatowy w Wołominie nie uznał tej dobroczynności huty za wystarczający argument i przyznał autorowi odpowiednią sumę.

Rok 1959. Haberko wybudował wannę na szkło „Termisil”, wprowadzając do dokumentacji istotną zmianę. Ponieważ import pływaków kwarcowych do tej wanny stał się niemożliwy, Haberko dostosował jej konstrukcję do pływaków krajowych. Wystąpił więc do huty, by uznała jego pracę za wniosek racjonalizatorski. Oczywiście huta odmówiła. Zjednoczenie Przemysłu Szklarskiego w Sosnowcu poparło jej stanowisko („ob. Piotr Haberko dokonał tylko małych zmian w dokumentacji dyrektora J. Kaszuwary”). Odkryło również, że obniżenie sklepienia wanny spowodowało skrócenie jej żywotności, przez przypadek chyba nie wiedząc, że jest to wina niewłaściwego rozgrzania i rozruchu wanny. Haberko wyciągnął zresztą z tego wniosek i od tej pory wszystkie wanny, które budował w hucie wołomińskiej, sam rozgrzewał i oddawał do użytku z gotową masą szklaną. Po długiej wymianie korespondencji sprawa trafiła do Urzędu Patentowego, który w postępowaniu spornym przyznał Haberce autorstwo wniosku. Wynagrodzenie zostało wypłacone jednak dopiero po dłuższych tarapatach. A był to już rok 1966.

Wniosek nadawał się nie tylko do wołomińskich wanien. Ale o tym przekonał się jego autor nieco przypadkowo. Podczas remontu wanny w hucie „Nieborów” odkrył z niemałą satysfakcją swoje dzieło. Zapytał tylko, skąd się to tam wzięło.

„Komisja Wynalazczości stwierdza (pismo Zjednoczenia Przemysłu Szklarskiego, listopad 1967):

1) Projekt wynalazczy dokonany przez ob. Haberko nie może byćw 1961 r. rozpowszechniony przez HS Wołomin, ze względu na to, że Huta odmówiła racjonalizatorowi autorstwa patentu.

2) Autorstwo projektu przyznane zostało ob. Haberko przez Urząd Patentowy decyzją z dn. 14.IlI.1964 r., natomiast wanna HS Nieborów wybudowana została w 1962 r.

Wniosek: projekt został rozpowszechniony przez HS Nieborów mimo niedopełnienia przez HS Wołomin formalności jego rozpowszechnienia”.

„Nie negujemy roszczeń finansowych autora — odpowiada Huta „Feniks”, której częścią jest HS „Nieborów” — ale nie znajdujemy podstaw prawnych do wypłacenia (…). W 1962 r. Dyrekcja HS „Nieborów” zleciła opracowanie dokumentacji technicznej na budowę wanny szklarskiej prywatnym projektantom. Grupę projektantów reprezentowali inż. J. Kaszuwara i inż. I. Śmietanko. Dyrekcja nie była powiadomiona przez projektantów o tym, że w opracowanej przez nich dokumentacji zastosowano usprawnienie zgłoszone w HS Wołomin przez Piotra Haberko. Uważamy, że należne z tytułu rozpowszechnienia projektu wynagrodzenie winni wypłacić autorzy opracowanego projektu. W tej sytuacji HS „Feniks” może wyliczyć jedynie efekty ekonomiczne i przesłać je do wiadomości ZPS dla ustalenia wysokości wynagrodzenia Piotra Haberki, które należy wyegzekwować od inż. J. Kaszuwary i I. Śmietanko.”

Z pewnym zażenowaniem zapytałam dyr. Kaszuwarę o tę sprawę. Inż. Suski prychnął na to z oburzeniem: „sam widziałem, jak dyrektor nad tą wanną pracował. W Nieborowie jest zresztą cała dokumentacja”. I właściwie nie wiem, kto za to Harberce zapłacił.

Koronną pozycją w historii Haberko-huta jest następny jego pomysł: „konstrukcja stalowa eliminująca filary murowane”. Rzeczywiście, stał się on filarem, wspierającym całą sieć korespondencji, postanowień i orzeczeń wszystkich możliwych szczebli od Zjednoczenia do Urzędu Rady Ministrów.

Otóż pewnego razu, a był to rok 1961, do wołomińskiej huty przyjechał inspektor bhp i za głowę się złapał, ujrzawszy warunki, w jakich przebiegała praca przy wannie „Silvit”. Cała przestrzeń dzieląca piec od ściany zamykała się w granicach 4 metrów, co oznaczało, że hutnik miał 1 metr z malutkim kawałeczkiem do operacji ze szkłem. W piecu — 1500°. Nic dziwnego, że stłuczek było co niemiara. Toteż przy okazji remontu zdecydowano zlikwidować owe filary i w ten sposób poszerzyć halę o 6 metrów. Projekt konstrukcji podtrzymującej dach wykonał Haberko, a potem kierował realizacją tego przedsięwzięcia. Dyrekcja huty nie zgodziła się, by zasługę za tę pracę przypisać Haberce. Orzekła, że nie był to jego pomysł. Sam inspektor bhp wydał się tym zaskoczony, bo doprawdy racjonalizatorem się nie czuł. Co polecenie, to nie rozwiązanie. Wtedy przyznano racjonalizatorowi autorstwo konstrukcji, ale bez żadnego wynagrodzenia, bo jak stwierdzono żadnych widocznych korzyści to nie przyniosło.To stanowisko poparła opinia eksperta z ministerstwa, p. A. Lenczewskiej, która zaproponowała, by mu dać jedynie nagrodę za poprawę warunków pracy.

Wtedy Haberko wziął się za pisanie odwołań. Czynność tę już zdążył nieźle opanować. Pierwsze — do Zjednoczenia, które korzyści także nie dostrzegło. Drugie — do Związku Zawodowego w wyniku czego powiększono nagrodę za bhp do 10 tys. zł. Ale Haberko bezustannie domagał się ustalenia efektów ekonomicznych, powołując się na protokół sporządzony w hucie przez specjalną komisję powołaną przez naczelnego dyrektora. Stwierdziła ona, że dzięki nowym warunkom pracy produkcja z wanny „Silvit” wzrosłao 214 tys. zł miesięcznie. Tyle, że ten protokół „gdzieś” zaginął. A pech chciał, że i Haberko nie umiał odnaleźć swojej kopii. Na posiedzeniu ministerialnej Komisji d/s Wynalazczości dyr. Kaszuwara zgodził się wreszcie, że praca Haberki przyniosła jakieś małe oszczędności, ale o protokóle i takich astronomicznych sumach — to w ogóle nie słyszał.

Wojewódzki Klub Wynalazców i Racjonalizatorów przy WKZZ, broniąc praw pracownika, oświadczył: „jesteśmy zaskoczeni ponownym wystąpieniem Pana. W związku z tym przypominamy, że wynagrodzenie w wys. 10 tys. zł, które zostało przyznane Obywatelowi jest wynagrodzeniem całkowitym. (…) Jednakże ostatni list z dn. 25.1964 r. dowodzi, że ob. traktuje sprawę jako odskocznię od uzyskania z zakładu jak największych pieniędzy. Informujemy równocześnie, że sprawę traktujemy jako całkowicie wyczerpaną. Sekretarz Zarządu Klubu inż. H. Godlewski”.

Dyr. Kaszuwara z satysfakcją pokazywał mi to pismo. Jaki ten Haberko pazerny! Szkoda, że archiwum huty nie posiada swego rodzaju „odszczekania”:

„1. żądanie Obywatela z dnia (…) dotyczące (…) — było jak najbardziej słuszne i uzasadnione, co znalazło swoje odzwierciedlenie w protokóle Centralnej Komisji Wynalazczości przy ZPS i decyzji tego Zjednoczenia.

2. Niewłaściwy stosunek Huty Szkła do działalności racjonalizatorskiej Obywatela potwierdza pismo huty (…). Z pisma tego wynika jasno, że definitywne załatwienie sprawy przez Hutę Szkła trwało po kilka lat i w większości przypadków było zakończone dopiero w postępowaniu spornym. W świetle wyż. wym. faktów jesteśmy radzi, że możemy zmienić swoje stanowisko. Sekretarz Zarządu — H. Godlewski”.

Trzeba na to było 7 lat. Tym razem Zjednoczenie, które cenią sobie sprawiedliwość (w 1962 r. pisało: „Roszczenie ob. o prawo autorskie wniosku uważa za słuszne”) po czterech latach wystąpiło do Instytutu, który wycenił racjonalizatora o ponad 16 tys. zł więcej, niż to szczodrobliwie obliczyli (po wielu interwencjach) w hucie. W 5 lat po zgłoszeniu wniosku.

Przypadkowo, po kilku latach Haberko znalazł w kieszeni starej marynarki dawny protokół. Zaczął więc od początku udowadniać właściwe efekty. Ale za późno. Zjednoczenie odpowie działo: nie możemy wznowić tej sprawy, bo nie jest to żaden nowy dokument — my go od dawna posiadamy! (przypomnijmy: „brak materiałów źródłowych”). Ministerstwo nie mogło w takim wypadku postąpić inaczej, a Urząd Patentowy i Urząd Rady Ministrów, do którego sprawa trafiła jako skarga, uznały tego powodu sprawę za przedawnioną.

Zastanawiałam się, siedząc w gabinecie dyr. Kaszuwary, dlaczego tak opornie i konfliktowo przebiegało załatwienie większości spraw Haberki. Myślę głośno, więc otrzymuję odpowiedź:

— Ależ proszę pani, myśmy Haberce dali zieloną drogę, wszystko z miejsca mu załatwiali, dostawał zawsze najwyższą stawkę. Ale są przepisy, które mówią co można, a co nie… Dla obiektywnego stwierdzenia faktu, dobrze by było, żeby pani niektóre papierki poczytała.

Owszem, czytam. Znam te i jeszcze wiele innych, bo rzeczywiście archiwum Haberki jest imponująco kompletne.

— On taki był: dziękuję za już, ale proszę o jeszcze.

— Według mnie — odzywa się inż. Suski — Haberko nie jest autorem konstrukcji stalowej, chociaż sprawę wygrał. Ale on umiał chodzić za swymi sprawami. Mimo że słuszności wtym nie widzieliśmy, daliśmy mu dalsze 7 tys. Całą rzecz w tym duchu załatwialiśmy.

— We wszystkich latach były problemy — ciężko wzdycha dyr. Kaszuwara. Trzeba przyznać, że w pierwszych latach po wojnie nawet się przydawał. W pewnym czasie, do jakiegoś 58 r. to byłem z niego zadowolony. A potem z każdym rokiem gorzej. Haberko miał taki system: odgrzebywać sprawę po paru latach i niczego już mu nie można było udowodnić.

— Dlaczego więc Urząd Patentowy uznawał rację Haberki — pytam.

— To są dobre chęci, a my dobrych chęci nie jesteśmy w stanie wytłumaczyć. Haberko to człowiek, który wie, czego chce. Niczego za darmo życiu nie dostał. „Nie pił, nie palił, kobiet nie lubił, potrafił pracować i 30 godzin” — jak określił go jeden z mieszkańców Wołomina. Tak samo i swoich spraw racjonalizatorskich w ostatecznym rachunku nie przepuścił. Pisanie odwołań wyrobiło mu pióro. Dziś kończy pamiętnik zatwierdzony do druku przez Ossolineum.

Ale, gdy list Haberki o perypetiach w hucie znalazł się w „Głosie Pracy”, dostał stertę listów, które można by krótko streścić: panie Haberko, ja mam taką samą historię…

Joanna Kwiek

Życie i Nowoczesność
6 stycznia 1972
nr 86

 42 odsłon,  1 odsłon dzisiaj

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.