Przyjęcie zrzutu i próba zamachu na bestialskiego Steina

W marcu 1944 r. zostaliśmy powiadomieni, że na terenie naszego Ośrodka zostanie dokonany lotniczy zrzut broni i amunicji. Część obszaru państwa włoskiego była już pod kontrolą aliantów i stamtąd samoloty przylatywały nocami nad wcześniej ustalone tereny i dokonywały zrzutów. Miejsce zrzutu na terenie naszego ośrodka ustalałem osobiście wcześniej w 1942 roku gdy przez krótki okres pełniłem obowiązki zastępcy komendanta Ośrodka. Z chwilą otrzymania informacji o zamierzonym zrzucie na naszym terenie został zarządzony tzw. okres oczekiwania. Polegało to na tym, że wyznaczony do odbioru i osłony zrzutu oddział przebywał w stałym pogotowiu, a równocześnie prowadzony był w określonych godzinach nasłuch radiowy audycji z Londynu.

Pomoc z nieba

Dla nas było ustalone, że sygnałem do zajęcia stanowisk na wyznaczonym miejscu zrzutu będzie rozpoczęcie audycji w języku polskim – melodia piosenki „O mój rozmarynie rozwijaj się”. Wówczas należało czekać nocami na miejscu zrzutu aż do odwołania. Ale również było ustalone, ze na zrzut oczekiwać będzie w tym samym czasie kilka placówek. Chodziło o to, by w przypadku zagrożenia zrzutu na jednej placówce lotnik mógł wykonać zrzut na placówce innej, o której był uprzedzony. My swój zrzut odebraliśmy po dwóch, trzech nocach wyczekiwania. Byliśmy zaskoczeni precyzją lotnika. Nadleciał i zasygnalizował umówionymi światłami nad naszą placówką z dokładnością stu metrów. Odpowiedzieliśmy mu umówionym sygnałem świetlnym. Wówczas w kilku nawrotach zrzucił w stalowych pojemnikach na spadochronach broń, amunicję i środki opatrunkowe. Do załadowania tego niebiańskiego prezentu potrzebowaliśmy kilku dwukonnych furmanek chłopskich.

W czasie zrzutu był dość silny wiatr i rozpędził spadochrony na sporej przestrzeni. Brzask już powstawał, gdy zdołaliśmy uprzątnąć wszystko i marszem ubezpieczonym ruszyliśmy do miejsca ukrycia zrzutu. Zakonspirowany, wcześniej wybetonowany magazyn znajdował się w majątku Jagodne, którego właścicielem był zawodowy oficer z 1939 r. por. Kostro „Fin”. Ten zrzut broni, później w lipcu 1944 r. przetransportowaliśmy nocą do Kamieńczyka koło Wyszkowa i tam po przeprawie przez rzekę Bug, oddaliśmy (zgodnie z rozkazem Komendy Odwodu) w ręce oddziałów AK Obwodu Ostrów Mazowiecka. Całą tę akcję z przemarszem około trzydziestu kilometrów przeprowadziliśmy w ciągu jednej nocy. Obydwoma akcjami t.j. odbiorem zrzutu i przetransportowaniem go do Kamieńczyka dowodził por. Wacław Wierzba „Odrowąż”. Obecny był również por. Jan Estkowski „Szczapa ”.

Śmierć Świecowej

Latem 1943 r., przypuszczalnie w czerwcu, nastąpiła próba aresztowania przez żandarmerię niemiecką kobiety nazwiskiem Świeca. Była członkiem AK, osobą samotną w wieku 50 lat. Zamieszkiwała w niewielkim majątku ziemskim we wsi Borucza. Do pomocy w gospodarstwie utrzymywała dwoje młodych ludzi z pobliskiej wioski. Dom i całe obejście gospodarskie było usytuowane w otoczeniu małego lasku tuż przy drodze i doskonale nadawało się do spotkań konspiracyjnych, co istotnie często miało miejsce.

Pewnego ranka zjechali do Świecowej żandarmi, przeprowadzili rewizję (nic nie znaleźli) i oświadczyli jej, że jest aresztowana. Ona w czasie rewizji niemieckiej siedziała spokojnie na kozetce a na wiadomość o aresztowaniu zgryzła fiolkę z trucizną i zmarła na oczach żandarmów. Znałem tę panią osobiście, bywałem w jej domu wielokrotnie. Widoczne było, że jest osobą inteligentną i wykształconą. Później okazało się że była Żydówka i padła ofiarą podłego donosu. Prowadziłem wówczas na terenie Ośrodka Tłuszcz wywiad i kontrwywiad. Mimo mozolnych wysiłków nie udało mi się wykryć donosiciela. I znowu dopiero w kilka lat po wojnie zaistniało bardzo prawdopodobne przypuszczenie, że zdrajcą Świecowej był jeden z urzędników miejscowej gminy. Już dawno nie żyje. Zabrał do grobu tajemnicę swego nikczemnego postępku i uszedł sprawiedliwości. W dwa dni po śmierci Świecowej żandarmi aresztowali młodego człowieka który pracował u niej w gospodarstwie. Został zamordowany w pobliskim lasku. Na terenie obejścia ukryty był ręczny karabin maszynowy. Znałem miejsce ukrycia. Nocą wydobyłem ten karabin i przeniosłem do siebie na Krawcowiznę.

Akcje na urzędy i zamach na Steina

W lecie 1943 roku dokonaliśmy w naszym Ośrodku likwidacji kart zbożowych i rekwizycji ksiąg ludności w kilku gminach: na początku czerwca w gminie Klembów przez miejscowy oddział AK, również w czerwcu w gminie Strachówka przez oddział AK z terenu Postolisk i Chrzęsnego którym dowodziłem osobiście oraz w gminie Międzyleś przez ten sam oddział dowodzony jednak przez por. Estkowskiego „Szczapę”. Podczas akcji na gminę Jadów w lipcu jedna grupa dowodzona przez „Odrowąża” dokonywała likwidacji dokumentów, a druga z Moli koło Jadowa pod moim dowództwem ubezpieczała akcję. Doszło wówczas do wymiany strzałów z próbującą interweniować policją granatową.

A tymczasem Stein, morderca wielu Żydów i Polaków, ciągle deptał mazowiecką ziemię. W czerwcu 1943 r. Komenda Obwodu podjęła decyzję zabicia Steina przez oddział AK z Wołomina. Żandarmi często przyjeżdżali z Tłuszcza do Jadowa dla kontrolowania targów wiejskich, jakie odbywały się w każdą środę w tym miasteczku. Przyjeżdżali tam samochodami a rzadziej pociągiem do stacji Urle i później furmankami do Jadowa. Jadów był najdogodniejszym miejscem do dokonania zamachu na Steina w dzień targowy, ale z uwagi na ewentualne represje ze strony Niemców było to niemożliwe.

Hauptwachtmeister Stein

Należy dodać, ze Komenda Obwodu w tym czasie już nie stawiała warunku zniknięcia Steina w sposób niewidoczny. Pewnej środy grupa bojowa AK z Wołomina znalazła się na stacji kolejowej Urle. Nie znam szczegółów starcia z Niemcami, ale w jego wyniku zginął jeden z akowców a żandarmi nie ponieśli żadnych strat. W tej sytuacji postanowiliśmy z porucznikiem „Odrowążem” dokonać zamachu na Steina w zasadzce zorganizowanej na drodze w lasach k. Szewnicy. Zasadzkę organizowaliśmy w sierpniu 1943 r. W przeddzień akcji zgromadziliśmy potrzebną broń i amunicję w skrytce leśnej w pobliżu zasadzki. Należało liczyć się z poważnym starciem, ponieważ od pewnego czasu żandarmi nie ruszali w drogę bez licznej obstawy własowców (żołnierze ruscy, którzy wzięci do niewoli przeszli na stronę niemiecką). Członkowie naszego oddziału, grupa z Urli mieli stawić się w lesie ok 12 dochodząc pojedynczo i bez broni na wyznaczone miejsce. Do walki z żandarmami nie doszło. Grupujący się w lesie nasi ludzie, jeszcze bez broni natknęli się na oddział Wehrmachtu patrolujący ten właśnie las. Nasi uskoczyli w gęstwinę. Niemcy oddali kilka strzałów do uciekających, wśród których był również „Odrowąż”. Ja, idąc na zbiórkę byłem w odległości jednego kilometra gdy usłyszałem strzały w lesie. Wiedziałem, że stało się coś nieprzewidzianego.

Ostrożnie doszedłem do miejsca zmagazynowania broni i stwierdziłem, ze nasze uzbrojenie znajduje się w schowku. Po chwili napotkałem jednego z naszej grupy. Dowiedziałem się o zajściu i odwołaniu przez „Odrowąża” naszej akcji. Miejsce zamierzonego przez nas zamachu na Steina zostało na pewien czas spalone. Steina już nigdy nie zdołaliśmy dostać w swoje ręce.Przeniesiono go z Tłuszcza do Radomia. Tam rzekomo został zabity przez tamtejsze AK.

18 sierpnia 2017
goniec tłuszczański

 132 odsłon,  1 odsłon dzisiaj

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.