Szkolnictwo na terenie gminy Dąbrówka po 1945 r.

Po zakończeniu okupacji życie na terenie Dąbrówki powoli zaczęło wracać do normy. Nauczycielami w 1948 r. w poszczególnych szkołach na terenie gminy byli: Adela Goszczyńska – Głuchy, Helena Sieradzka – Dąbrówka, Zofia Schottówna – Dąbrówka, Józefa Kozłowska – Kołaków, Roman Kozłowski – Kołaków, Maria Biesiadecka – Józefów, Leokadia Werelyńska – Marianów, Matylda Damchlewska – Kuligów, Władysław Kowalski – Józefów, Jadwiga Niegowska – Słopsk, Henryk Markowski – Marianów, Maria Urbaniak – Słopsk23. Z powodu braku materiałów źródłowych, dotyczących funkcjonowania wszystkich wyżej wymienionych szkół, poniżej przedstawiono jedynie rys historyczny placówek w Dąbrówce, Marianowie (Dręszewie), Guzowatce,  Józefowie, Ślężanach i Wszeborach.Czytaj dalej

Zawiłości technologiczne

Przez ten czas zmienił się pogląd na stosowanie pieców tunelowych w zakładach ceramiki czerwonej, potem budowlanej, a dzisiaj architektonicznej. Pierwszy piec tunelowy wybudowany w Krubinie nie zdał w ogóle egzaminu, został nieprawidłowo zaprojektowany. Następne próby dawały coraz lepsze efekty, aż zaczęto je budować w każdej większej cegielni, by zastąpić nieekonomiczne, jak na ówczesne wymagania, piece kręgowe. Na dobrze wypaloną cegłę czekało się 2 dni, natomiast z pieca kręgowego Hoffmanna 7 do 14 dni w zależności od wielkości pieca. Przy piecach tunelowych zastosowano odciąg spalin sztuczny, wentylatorowy, mogąc jednocześnie regulować ciąg w piecu. Tymczasem w piecu kręgowym ciąg był zależny od wysokości komina i temperatury spalin w stosunku do otaczającego powietrza. Tak więc szybkość wypalania produktów w piecu kręgowym nie zależała od palacza, ale często od pogody. Czytaj dalej

Etapy i kierunki działań Bohdana Wodiczki

Przedstawienie zarysu drogi zawodowej Bogdana Wodiczki ujawnia wielokierunkowość jego działań, bogactwo talentów i siłę osobowości. W różnych okresach życia ujawniały się różne talenty, stąd należy przyjrzeć się uważnie kierunkom jego działań. Wobec dokonań Wodiczki nie można być obojętnym; trzeba się określić dokonując wyboru na „tak” lub „nie”, bo niestety taki jest los ludzi o bezkompromisowych poglądach, do których Wodiczko należał. Jego osoba zawsze wnosiła ferment w środowisku muzycznym, prowokowała do dyskusji i sporów.[79] Wiadomo, że jak każdy miał swoich zwolenników i przeciwników. Czytaj dalej

Zina

Mirosław na tańcach poznał miejscową dziewczynę. Dziewiętnastoletnia Zina, córka rosyjskiego Niemca i Rosjanki wyróżniała się wśród nielicznych dziewczyn urodą i wdziękiem. Jednak dla niektórych solą w oku był związek więźnia politycznego z komsomołką. Pojawił się nawet pomysł, aby Zinę wypędzić z Workuty. Z tego zamiaru zrezygnowano, pod warunkiem, że dziewczyna zerwie z łagiernikiem.Czytaj dalej

Losy parafii w okresie PRL

Wdrażanie i utrwalanie władzy ludowej na terenie gminy Klembów.

Pierwsze powojenne lata to przede wszystkim walka ze zniszczeniami i próba powrotu do normalnego życia mieszkańców parafii. Jednocześnie to okres utrwalania Władzy Ludowej i wdrażania jej komórek w życie społeczne. W okresie Polski Ludowej życie mieszkańców przekształciło się w sposób zasadniczy. PRL nie przyniósł w Klembowie masowych prześladowań, zastraszenia, terroru miejscowej ludności czy księży. Nie oznacza to jednak, że system państwowy nie angażował się w sprawy dotyczące chłopów czy parafii. Warto przyjrzeć się problemom polskiej wsi na przykładzie Gminy Klembów w czasach PRL.Czytaj dalej

Ze wspomnień długoletniego pracownika Tadeusza Bońskiego:

50 lat temu, w 1949 r., położono pierwsze fundamenty zakładu pod nazwą Kombinat Drzewny Stolarki Budowlanej Wołomin. Teren przyszłego zakładu stanowiły krzewy, bagna i trzy ładne stawy pełne ryb: szczupaków, linów, karasi i innych. Najpierw przywieziono dwa samochody desek, których pilnował mój ojciec, Jan Boński, pierwszy pracownik zakładu. Ja przywoziłem ojcu obiady i jako 12-letni chłopiec obserwowałem budowę. Na jesieni 1949 r. zostały zalane pierwsze fundamenty pod halę produkcyjną i biurowiec. Równocześnie stawiano prowizoryczne stolarnie, w których produkowano stolarkę na budowę hali produkcyjnej. Jako chłopiec widziałem wielki zapał ludzi do pracy, chociaż podstawowymi ich narzędziami były tylko łopata, siekiera i ręczna piła. Równocześnie zbudowano bocznicę kolejową, którą dowożono materiały niezbędne do budowy zakładu.Czytaj dalej

Henryk Drzewiński jest warszawiakiem urodzonym w Wołominie w styczniu 1925 r. Późniejsze losy dzielił między stolicę i Wołomin, z przewagą drugiego miasta. Ukończył Akademię Sztuk Pięknych i pracował jako nauczyciel plastyki w liceum. W połowie lat 60. do Henryka Drzewińskiego zwrócił się ówczesny naczelnik Bogdan Kowalski z propozycją opracowania herbu miasta. Artysta wyraził zgodę i rozpoczął, trwającą półtora roku pracę.Czytaj dalej

Pamiętam pana Michała, mojego sąsiada. Mieszkaliśmy w bloku nr 3 na Osiedlu Słoneczna w Wołominie, on pod czwórką, ja pod piątką. Nieraz dyskretnie spoglądał na rozkrzyczaną gromadkę dzieci grającą w „palanta”, „berka”, czy „zośkę” pod oknami jego mieszkania. Wspólnie z mieszkańcami bloku brał udział w czynach społecznych przy porządkowaniu terenu przed balkonami oraz sadzeniu topoli i jarzębin. W jego pięknym, trzypokojowym mieszkaniu bywało wiele osób; żona Janina i dwie córki, panie Wanda i Ewa, skupiały wokół siebie znajomych i przyjaciół. I jak to po sąsiedzku, komuś zabrakło soli, czy szklanki cukru, więc jedni ratowali drugich w potrzebie, wszak czasy końca lat pięćdziesiątych i na początku sześćdziesiątych nie były łatwe. Jedyny sklep spożywczy mieścił się wtedy w „Stolarce”.Czytaj dalej

Rok szk. 1971/72. Pożegnanie wieloletniego kierownika szkoły Jana Olszewskiego.

Wakacje 1960 roku długo pozostaną w pamięci absolwentów naszej szkoły. Dla 25 dziewcząt i chłopców zorganizowano dwutygodniowy obóz wędrowny na pięknym szlaku: Pieniny- Tatry. Ponad sto kilometrów marszu górską trasą umożliwiło znacznej grupie młodzieży zapoznanie się z najbardziej urozmaiconymi regionami naszego kraju. Opiekunami młodzieży byli: K. Kwapiszewska i Franciszek Misiewicz.

W roku szkolnym 1961-62 nasza szkoła rozrosła się do imponujących rozmiarów – w 12 izbach lekcyjnych uczyło się 1116 dzieci. Nauka odbywała się z tego powodu na trzy zmiany, a zarówno dzieci, jak i nauczyciele wzdychali do upragnionej chwili by chociaż część uczniów mogła przejść do nowego budynku, którego budowa znajdowała się tylko w sferze nieosiągalnych marzeń.Czytaj dalej

Obiektów, jakie posiada Wojewódzki Ośrodek Szkolenia Sportowego w Wołominie, może zazdrościć Mazowszu wiele województw w kraju. Jest piękna hala sportowa, boisko z urządzeniami lekkoatletycznymi, pomieszczenia treningowe dla ciężarowców i zapaśników, jest wreszcie, może nie za duże, ale zawsze mogące “przygarnąć” 40 osób – zaplecze hotelowe z pomocniczym wyposażeniem, jak stołówka, świetlica, szatnie, prysznice itp.Czytaj dalej

Młodzież lat 50-tych i 60-tych, to ludzie urodzeni w latach 1935 – 1950, czyli moi rówieśnicy i koledzy trochę starsi i trochę młodsi ode mnie. Nasi Rodzice i Dziadkowie pamiętali czasy zaborów, wojnę polsko – bolszewicką i życie w Polsce niepodległej. Ja urodziłem się w 1941 roku w Wołominie. Wojna pozostawiła w mojej pamięci mgliste wspomnienie z przejścia frontu 1944 roku, gdy Mama ukryła mnie razem z siostrą w rowie pod Zagościńcem, także widok radzieckich czołgów, który do dziś mam przed oczami. Czołgi, które zapamiętałem, jechały dzisiejszą Aleją Niepodległości, tą samą, którą 24 lata wcześniej szły na Warszawę oddziały bolszewików. Bolszewicy nie zdobywszy Wołomina (1920 r.) musieli wybrać drogę przez Majdan i w ten sposób znaleźli się pod Ossowem, gdzie zatrzymał ich polski kontratak. Żona moja urodziła się w Berlinie, w kwietniu 1945 roku, gdyż jej rodzice zostali wywiezieni na roboty po kapitulacji Powstania Warszawskiego. To były urodziny pod bombami, bo w tym czasie Berlin był intensywnie bombardowany. Już w pierwszych dniach po wybuchu Powstania Warszawskiego aresztowano mojego Tatę i wywieziono w okolice Hanoweru. Wrócił po wyzwoleniu przez Amerykanów jesienią 1945 roku. Ciężko przeżywaliśmy brak kontaktu i wiarygodnych wiadomości o Tacie, więc radość z jego powrotu była ogromna. Jako dobry pracownik hut wołomińskich od razu znalazł pracę i w Święta Bożego Narodzenia mieliśmy prawdziwą choinkę. Mieszkaliśmy kątem u dziadków – jedna izba i nas czworo – dlatego jeszcze w 1939 roku Tata rozpoczął budowę własnego domu. Po zakończeniu wojny ze zgromadzonych materiałów budowlanych niewiele zostało i Tata pracował bez odpoczynku „w świątek i piątek”, abyśmy jak najprędzej mogli zamieszkać we własnym domu. Wprowadziliśmy się do niego w 1948 roku, choć był jeszcze nie wykończony.Czytaj dalej

Ulicą Długą nazywano obecną ulicę Legionów w Wołominie. Później zaczęto tej nazwy używać w stosunku do ulicy, która tę nazwę nosi do dziś. Ulica Długa to była w latach mojego dzieciństwa droga przez wieś Lipiny. Długa zaczynała się przy obecnej ulicy Sikorskiego, która kiedyś nosiła nazwę Ręczajskiej i ciągnęła się aż do obecnej ulicy Niepodległości, która wtedy chyba żadnej nazwy nie nosiła. Przynajmniej nie pamiętam.Czytaj dalej

Wspomnienia związane z zamieszkaniem w Wołominie zacznę od 1950 r. W tym czasie mój ojciec Edward Żelezik – wizytator Centralnego Urzędu Szkolenia Zawodowego zakończył wędrówkę po Polsce (Lublin, Jelenia Góra, Kołuda Mała k/Inowrocławia), gdzie uruchamiał – jako dyrektor – kolejne szkoły o profilu kształcenia zawodowego. To był czas, kiedy zwykłe życie podnosiło się z zapaści po niedawno zakończonej zawierusze wojennej. Po tym szukaniu swojego miejsca – ojciec wraz z rodziną postanowił osiąść na stale w miejscowości położonej w pobliżu Warszawy, aby w przyszłości ułatwić kształcenie swym (w tym czasie czworgu) dzieciom na uczelniach stolicy. Los sprawił, że wybrał Wołomin, by dyrektorować w szkole tzw. „Handlówce” przy ul. Miłej. To był czas, kiedy ja – (dziewięcioletni chłopiec) razem z rodzicami, dziadkami i trojgiem rodzeństwa zamieszkałem w małym mieszkaniu przy ul. Radzymińskiej (dziś Broniewskiego). Mama w czasie wojny prowadziła tajne nauczanie młodych spółdzielców z „Tęczy”, a tuż po zakończeniu wojny, w trzyosobowym nauczycielskim składzie, pracując po kilkanaście godzin dziennie – uruchamiała dla nich naukę w Liceum w podlubelskiej rodzimej Bychowie. Po przyjeździe do Wołomina podjęła pracę w „Handlówce”, gdzie jako – nauczycielka matematyki – przybliżała swoim uczniom tą trudną dziedzinę wiedzy. Ja razem z moją siostrą Marią, jako uczniowie klasy V rozpoczęliśmy naukę w szkole nr 1 przy ul. Wileńskiej. Naszą wychowawczynią była niezapomniana Pani Natalia Kwapiszewska. W tym samym 1950 roku probostwo w jedynej w Wołominie parafii objął ksiądz Mieczysław Grabowski (co będzie miało znaczący wpływ na opisywane zdarzenia).Czytaj dalej

Wołomin lat pięćdziesiątych XX wieku – około 19 tysięcy mieszkańców, dwa zakłady przemysłowe: Zakłady Stolarki Budowlanej i Huta Szkła. Dużo starej zabudowy, często drewnianej. Nie było osiedli mieszkaniowych ani sklepów wielkopowierzchniowych. Ulice przeważnie brukowane, marnie oświetlone. W sumie spokojne, choć już wtedy różnie mówiono o Wołominie, miasto podwarszawskie.Czytaj dalej