Przedpole Warszawy wśród ugorów, jałowcem gdzieniegdzie pokrytych, w pobliżu wojskowego poligonu Rembertowa, chrztem krwi bohaterskiej obficie w pamiętną niedzielę, d. 15 sierpnia zbroczone, staje przed nami w chlubnym wieńcu wawrzynu męstwa duszy polskiej w długich, nieskończonych walkach o wolność. Ossów… jakby Termopile polskie, gdzie garść inteligentów przeważnie, zasłuchana w rozkaz woli narodu, który krzykiem rozpaczy wolał z głębi duszy, że oto ginie znów Polska, pod naporem hord dzikich, chwyciła w słabe dłonie karabiny i szablice i tuż prawie u granic miasta stanęła, aby piersią swą wraże zastępy powstrzymać.

Wróg szedł. Padł już Radzymin. Widniały dymy pożarów i łuny krwawe, pędziły ku stolicy strachem gnane tłumy, z obłąkanymi z przerażenia wzrokiem, niosąc trwogę i wołając o ratunek. Moment rozpaczny, grozy przedziwnej pełen, stworzył bohaterów. Wykrzesał z tajni dusz ludzkich płomień świętej, ofiary.

Szedł wróg dziki, okrutny. A przed nim stanął mur piersi ochotniczych, młodzieży i dzieci prawie, nieobytych z bojem ni z bronią, którą im w dłonie dano. Tu, na polach ossowskich, spełnił się jeden z najpotężniejszych fragmentów cudu nad Wisłą. Tu poległ ks. Skorupka, kapłan rycerz, co w jednej chwili genjuszem ducha ocenił, iż, jeśli za sobą i przykładem swoim młodzieńczych hufców nie porwie i da im się zachwiać — runie wróg pod same mury stolicy. „Serdecznej Matce” duszę, swą i młodzi, co stała za nim z ufną wiarą, polecił i z pieśnią na ustach poległ jeden z pierwszych. A tuż za nim cały łan kwiatu młodzieży legł na polach ossowskich, skoszony morderczym ogniem karabinów maszynowych wojsk czerwonych. Lecz widział duch kapłana-rycerza gdy się do tronu Przedwiecznego wznosił, iż wejrzała „Serdeczna Matka” na prośby rycerskie. Mocny duch młodzieży polskiej zwyciężył. Poprzez wał poległych rycerzy nie przeszła czerń dzika.

* * * *

Przez długi szereg dni zwożono ciała poległych i grzebano na cmentarzach stolicy. Nie wszystkich jednak zdołano rozpoznać. Pozostało na polach pod Ossowem wielu bohaterów bezimiennych, o których nie wiedziano, czy w dalszy bój poszli, odrzucając precz wroga z ziemi polskiej, czy też może polegli. Pozostały więc setki bohaterów nie rozpoznanych. Pochowano ich we wspólnych mogiłach, kładąc szeregiem obok siebie, pod Ossowem, w Kobyłce, w Rembertowie, w Ząbkach… Powoli o tym czy innym z bohaterów dowiadywano się, iż spoczął już w jednej z tych bratnich mogił. Wzniesiono na nich tymczasowe proste krzyże drewniane z napisem: OBROŃCOM STOLICY, POLEGŁYM DNIA 15 SIERPNIA 1920. Nadejdzie czas, a powinien nadejść niedługo, gdy na tych szacownych, świętych mogiłach pomniki, z kamienia ciosane, wieścić będą po wsze czasy potomnym o 15 sierpnia 1920 roku i o tych setkach bohaterów, co grobami swemi bronią granic Warszawy

* * * *

W ostatnią niedzielę wrześniową postanowiono skromnym obchodem uczcić pamięć obrońców Warszawy i groby bezimienne poświęcać. Zajął się tem serdecznie dowódca poligonu w Rembertowie, pułkownik Hulanicki, ten sam, co po bitwie pamiętnej zakrzątnął się, aby ciała bohaterów na miejscu śmierci zaszczytnej godnie pogrzebać. Uroczystość była prosta i skromna. Ks. kapelan Herget poświęcił krzyż drewniany. Chór żołnierski śpiewem żałobnymi pożegnał towarzyszów, co już w obronionej polskiej ziemi sen wieczny znaleźli. Przybyło na ten obchód kilka setek osób, przeważnie z pośród rodzin, towarzyszów broni i szkolnej młodzieży. Spora grupa dzieci ze szkół i ochron zasypała całą mogiłę smutnemi kwiatami jesieni.

Cmentarz poległych pod Ossowem. Pocztówka z cyklu "Obrona Warszawy", rok 1920
Cmentarz poległych pod Ossowem. Pocztówka z cyklu “Obrona Warszawy”, rok 1920

Na zakończenie poseł, ks. dr. Marceli Nowakowski, mówił w słowach podniosłych, gorących o chwale, jaką się okryli ci, co życie za ojczyznę dali. Pamięć o nich wieki przetrwa. Na mogiłach poległych całe pokolenia potomnych przez długie lata wznosić będą modły do Pana Zastępów. Zwrócił się w zakończeniu poseł kaznodzieja do obecnych włościan okolicznych, iż ci w chwilach krytycznych nie spełnili nakazu obowiązku, aby ojczyznę od zguby ratować. Napomnienia kapłana, rzucone na świeżych mogiłach poległych bohaterów, do łez poruszyły obecnych. Niektórzy włościanie w głos szlochali. Oby słowa kaznodziei zdołały w nich obudzić pogrążoną w sobkostwie i chciwości zdrową, czystą polską duszę.

* * * *

Uroczystość na grobach poległych obrońców stolicy miała swe szczególne piętno przedziwnego smutku. Modlono się na grobach bohaterów, w dużej części bezimiennych. Ileż tragizmu tkwiło w kornych modłach matek, sióstr, żon czy narzeczonych, które nie wiedzą dotychczas, czy owi, najdrożsi ich sercu, lwy i orlęta polskie, którym tak niedawno skaplerz poświęcany lub krzyżyk zawieszały na piersiach, są jeszcze wśród żywych na coraz dalszych frontach polskich, czy może ranni w szpitalach, nieprzytomni ustami w gorączce wymawiają imiona matek, żon lub narzeczonych, czy może spoczęli już na wieki w jednej z tych mogił bratnich, których tak wiele kryje ziemia polska. Tem gorętsze łzy zrosiły bezimienne mogiły. Łzy tych, co nie wiedzą, czy padły one na piersi istot najdroższych. Czy może te łzy wiecznej, nieopuszczającej nigdy człowieka nadziei, dopóki w piersiach kołacze się serce.

I wiele z tych osób, które przybyły na bezimienne mogiły w Ossowie, odeszło z niezaspokojoną tęsknotą i nadzieją, iż może Stwórca najdroższych ich sercom ocalił. A tem silniej modlili się za tych bezimiennych, co już bezpowrotnie odeszli.

Jan Cz.

Kurjer Warszawski
wydanie poranne
[R. 100], 1920, nr 268

 78 odsłon,  1 odsłon dzisiaj

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.