
Byłem przed kilku laty w Radzyminie. Państwo nie znacie Radzymina? Bardzo ładne miasto. Więc przedewszystkiem, jak przystało na każde ładne miasto, Radzymin ma rynek, na rynku naturalnie, magistrat, dalej ma piękny park i hotel… Bristol. Nie żartuję Bristol! I nie dość na tem, w hotelu tym są dzwonki elektryczne, przed hotelem, na olbrzymim słupie zwiesza się lampa łukowa elektryczna… Wprawdzie dzwonki elektryczne zupełnie nie funkcjonują, a lampa, jak Radzymin Radzyminem, nie paliła się nigdy, ale to wszystko jedno. Mieszkańcy Radzymina dumni są ze swego Bristolu, a w każdą niedzielę i święto, przed sumą i po sumie, przeciągają tłumnie przed hotelem i wskazując na wielką szklaną banię lampy łukowej, powtarzają z zadowoleniem: Elekstryka!
Drugą osobliwością Radzymina jest park, do niedawna jeszcze własność smutnej pamięci Władysława Rawicza, bankiera, który okradłszy setki rodzin, uciekł pono aż do Ameryki. Park piękny, rozległy, z którego kilka naście takich miast, jak Radzymin, korzystać by mogło. Ale pan Rawicz, był… antysemitą, nie lubił… swoich, więc żydom nie wolno było wchodzić do parku. Pan Rawicz, był starym kawalerem, utrzymywał w Warszawie drogie kokoty, a dzieci nie znosił. Więc dzieciom nie wolno było wchodzić do parku. Pan Rawicz widocznie z natury już, czuł pewną tremę wobec policji i wojskowych, a że nie mógł zabronić uczęszczania do parku policji, więc tylko żołnierzom nie wolno było wchodzić do parku. Oprócz policji, pan Rawicz (widocznie z natury już) bał się także psów, więc i psom nie wolno było wchodzić do parku. To też nad bramą parku w Radzyminie wisiała wielka tablica z napisem tej treści: „Żydom, dzieciom, żołnierzom i psom wejście do parku wzbronione!”.
Nie wiem, czy ten sławetny napis utrzymał się dotąd, bo od ucieczki Rawicza upłynęło już cztery lata, wówczas jednak widniał nad bramami parku, a Radzymin, ten kulturalny, postępowy Radzymin, mający już i hotel Bristol i dzwonki elektryczne i lampę łukowa, nie rumienił się nawet ze wstydu.
Radzymin, park, sławetny napis, Rawicz – wszystko to razem stanęło mi żywo w pamięci, wobec poruszonej świeżo sprawy zakazu wpuszczania do ogrodów publicznych w Warszawie żydów, młodzieży szkolnej, osób ubogo odzianych, no i psów także.
Zupełnie, jak w Radzyminie.
No aleć Warszawa - to nie Radzymin, a szanowny zarząd miejski nie jest chyba antysemitą, jak Rawicz, który nie lubił żydów; nie utrzymuje chyba drogich kokot i nie czuje wstrętu do dzieci, jak Rawicz; nie drży czysty na sumieniu zarząd miejski przed policją, jak złodziej Rawicz, no i chyba nie boi się psów…
Więc po co ten zakaz barbarzyński, wobec którego nawet Radzymin powinien się rumienić?
Dzień – bezpartyjna gazeta popołudniowa
1909, nr 165