Z Radzymina.

Przez „Zaranie” słychać głosy z całego kraju, z zagranicy, nawet z Ameryki; chciałbym i ja kilka słów napisać o naszem mieście, Radzyminie.

Wszyscy tu ubolewają nad brakiem szkół, nad wielką ciemnotą ludu — ogółu polskiego, Było i w naszem mieście ciemno, ale, jak w roku 1911-ym magistrat sprowadził kilka lamp naftowo-żarowych „Lux”, to odrazu zrobiło się widno… niestety, jedynie na ulicach; w głowach po dawnemu ciemno, strasznie ciemno!

Błoto na ulicach i wogóle utrudnioną komunikację mamy tu tylko… przez 9 miesięcy w roku; reszta roku, jak długi i szeroki — sucho, sucho czasem aż do uprzykrzenia.

Nasze miasto Radzymin posiada ludności około 6-ciu tysięcy, w tem 3/5 żydow, zatem daleko więcej, niż połowę mieszkańców. Między różnemi „instytucjami społecznemi” posiadamy tu aż 24 karczmy — w połowie polskie, w połowie żydowskie. Uczyńmy przy tych instytucjach przystanek myślowy: jeżeli się odejmie więcej niż połowę miasta — żydów, którzy się nie poczuwają do obowiązku popierania razem z nami wyżej wymienionych instytucji kieliszkowo-monopolowo-piwnych, to łatwo zrozumiemy, jak to nasz brat musi ciężko pracować, żeby tę całą gromadę nakarmić, napoić, ubrać i jeszcze w majątek opatrzyć…

A teraz kilka słów o sobie. Jestem zwolennikiem równouprawnienia wszystkich narodowości; nie popieram też hasła „huzia na żyda”, albo „w łeb go, bo to Niemiec!” i t.d. Postępuję w myśl Chrystusowego nakazu „kochaj bliźniego jak siebie samego”. Żydów uważam za bliźnich, więc żeby nie być w rozterce z nakazem Chrystusa, kocham ich. Jenobym też chciał, żeby żydzi nas kochali, żeby kupowali u naszych kupców, dawali roboty naszym rzemieślnikom… i żeby pili w naszych karczmach…

Jakby to ślicznie było, naprzykład, gdyby Wojciech z Abramem razem poszli na kieliszek wódki, razem się potem w rynsztoku przespali, razem przez strażnika do kozy byli wzięci, razem i jednako przez niego, co się zowie, obici byli… Kto wie tylko, czy żydzi w tej dziedzinie życia będą się z nami chcieli zrównać?

Wolę się tedy i ja od żydów odseparować i choćby mieli po dwa gramofony w jednej karczmie, nie pójdę do nich… Obecnie mają tylko po jednym gramofonie i jak tylko ludzie wyjdą z kościoła, nastawiają je i grają kawałki bardzo wesołe: naprz. „pij głupi, to będziesz jeszcze głupszy” i t.p.

Z małymi wyjątkami wszyscy utrzymujący tu kieliszkowe instytucje z gramofonami lub bez są zażartymi przeciwnikami „Zarania”.

Oto fakt, który mi się zdarzył przed niedawnem w jednej z pierwszorzędnych tutejszych restauracji. Przychodzę z kolegą do onego przybytku i proszę o szklankę herbaty. Chciałem właśnie koledze przeczytać list Franciszka Bromy, zamieszczony w N-rze 14-ym „Zarania” o bezprawiach, jakie panują w radzymińskiej Kasie gminnej. Postrzegła to właścicielka restauracji i… stanowczo zabroniła mi czytać „Zarania” pod swoim dachem, że to jest wielkim grzechem, i tłumaczy mi, żem się powinien wstydzić czytać „Zaranie”.

Ale w restauracji tej samej pani co niedziela i święto podczas nabożeństwa w kościele w najlepsze odbywa się handel i gra w bilard (naturalnie przy drzwiach zamkniętych) i tej pani nikt nie zwróci uwagi na to, że wszak ci w 4-tem przykazaniu czytamy: „pamiętaj, abyś dzień święty święcił” i że, przestępując to przykazanie, dopuszcza się grzechu większego i brzydszego, niż czytanie „Zarania’”.

Dalej spotyka mnie człowiek, mieszkaniec Radzymina, który większą połowę przykazań Boskich i kościelnych nałogowo przestępuje, i ten mi zwraca uwagę, że ja, czytając „Zaranie”, dopuszczam się grzechu…

— Panie — odrzeknę mu — pan kradniesz, a ja nie mam do pana pretensji…

— Tych, co kradną — on mi odpowiada — księża nie wyklinają…

Na tem kończę swoje pisanie; proszę o postawienie, gdzie należy, znaków pisarskich, bo się na tem nie znam, o wydrukowanie.

Antoni Małachowski,
przedpłatnik “Zarania”

Zaranie – pismo tygodniowe ogólno-kształcące, społeczne, rolnicze i przemysłowe
1913.05.08, nr 19

 100 odsłon,  1 odsłon dzisiaj

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.