Tragedja kolejowo-pasażerska, ukazująca się codziennie w tegorocznym sezonie letnim na przystanku kolei petersburskiej w Tłuszczu.

OSOBY:

  • Pan Hoerschelman, prezes teatrów warszawskich.
  • Pan Kasperowicz, dygnitarz kolejowy.
  • Ciotki, babki, protegowani powyższych osób, nieszczęśliwi pasażerowie, letnicy z Tłuszcza i z okolic.

OBRAZ I

(Pociąg z furją wjeżdża na stację. Przystanek 2 minuty. Po upływie danego czasu, maszynista daje sygnał z kotła do odjazdu).

Dygnitarz kolejowy, p. Kasperowicz (grozi pięścią w kierunku parowozu).

Hej, tam — maszynisto! Czyli masz pan bzika?!
W strzym ać mi w net pociąg! Niech zbytnio nie bryka!
Pędzisz pan jak warjat, który czmychnął z Tworek,
A tu jeszcze pan prezes nie przyjechał z Borek!…

W tej chwili umyślny przywozi sztafetę i podaje ją p. Kasperowiczowi; dygnitarz kolejowy czyta:

„Lubjeznyj prijatel, my was pozdrawlajem,
No na pojezd dzisiaj troszkę opozdajem,
A to u nas gosti nagle się zebrali,
Tańcowali, grali, w okalno śpiewali….
No my już gatowy i za cietwiert’ czasu
Przyjedziem do Tłuszczu, tolko wyjdziem z lasu…
Tak miłyj batiuszka, daruj naszą winę
I z pół godzinki jeszcze zatrzymaj maszynę”.

(Do maszynisty).

Nie ruszać się z miejsca! Słyszał pan do biesa?!
Musimy zaczekać na pana prezesa.

Pasażer pierwszy.

Panie konduktorze! Czemuż nie ruszamy?!

Pasażer drugi.

Przecież o tym czasie w Warszawie być mamy!…

Pasażer trzeci.

Zamiast dwóch, stoimy tu minut trzydzieści!

Pasażer czwarty.

Czyżby strajk lub groźne jakie z miasta wieści?!

Dygnitarz kolejowy p. Kasperowicz.

Cicho tam, hołota, z tyłu i na przedzie!

(Do siebie).

Jakby nie wiedziała, że sam prezes jedzie!

(Po upływie jeszcze dwudziestu minut, zjawia się na stacyi ekwipaż pana prezesa Hoerschelmana z letniska Borki).

OBRAZ II

Pan Hoerschelman (całuje się z dygnitarzem kolejowym).

Zdrastwujtie, moj miły. Wiżu, niema wiatru,
Tak może pozwolicie z nami do teatru?…

Dygnitarz kolejowy.

Gdy pan prezes łaskaw… U m nie czasu mnogo,
Przecież ja kieruję petersburską drogą…

Pan Hoerschelman.

Kanieczno, czto łaskaw. Pójdziem do „Nowości,”
Potem do Kaweckiej i Jurkowskiej w gości.
Szampańskie pić będziem, ostrygów pojemy…

Dygnitarz kolejowy.

Na słodkie ja stawiam lody, koniak, kremy…

Pasażer piąty.

Do djabła, czy stać tu będziemy trzy lata?!

Pasażer szósty.

Gdzie książka zażaleń?! Dać mi ją do kata!

Pan Hoerschelman (do dygnitarza kolejowego, spoglądając na zegarek).

Oczeń rano jeszcze! Pójdziem do bufetu,
Jadłem dziś na obiad dwie porcje kotletu,
I oL mam w żołądku jakieś’ głupie glotki…
Może z wami, miły, napijem się wodki?…

Dygnitarz kolejowy.

Z wielkiem udowolstwiem…

Pasażer siódmy.

Niech was piorun spali!

Pasażer ósmy.

Być w drodze z prezesem djabli mi nadali!

Wszyscy pasażerowie {konającym głosem).

Ratunku! Ratunku! Chcemy do Warszawy!

Pan Hoerschelman (usłyszawszy przedśmiertne rzężenie pasażerów).

Czto to, rewolucja?! Jakiż hałas, wrzawy?!

(uderzając się nagle z domyślnością w czoło).

Ach, oni ztąd jechać choczut już koniecznie!
Czort znajet, czto takoje! Przepraszam serdecznie,
Ja całkiem zabyłem — mając zmartwień furę,
Że ten pojezd tu czeka na moją figurę!

Dygnitarz kolejowy.

Tak toczno…

Pan Hoerschelman.

Więc jedziem. Pojezd wam spóźniłem,
Bo i przy bufecie pół godzinki piłem…

Dygnitarz kolejowy.

Bagatel, czepucha! O późnienie — kpiny!
Całkiem tej różnicy głupie dwie godziny!

Pan Hoerschelman.

Dwie godzinki – marność! Lecz już jechać można!

Dygnitarz kolejowy (w stronę maszynisty.)

Do „Nowości” jechać — żeleznodorożna!!!…

(Pociąg szczęśliwie rusza.)

ZASŁONA SPADA.

Dodatek Nadzwyczajny “Gromu”
1906, nr 21 (19 sierpnia)

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.