Przystanek kolejowy w Urlach w czasie II wojny światowej. Rekonstrukcja cyfrowa fotografii ze zbiorów Miejsko-Gminnej Biblioteki Publicznej w Wyszkowie.
„Jeszcze wiele lat po wojnie, gdy ktoś w okolicy Tłuszcza, Jadowa, Klembowa chciał obrazić drugą osobę, używał najgorszego przekleństwa, mówił do niej „Ty Steinie”. Tak w roku 2020 rozpoczynał swój dokument zatytułowany „Polowanie na Hauptwachtmeistera Steina” o tej postaci pan Marcin Ołdak. Dokument ten należy obejrzeć, by zrozumieć kontekst wydarzeń, poznać mroczną postać sadysty, mordercy. Sam dokument przedstawiony przez pana Marcina jest w sam w sobie już historyczny. Gdy pada opowieść o pomyśle wykonania wyroku, prezentowany jest przejazd kolejowy w Mokrej Wsi. W czasie tworzenia tego odcinka przez pana Marcina, wyglądał on tak samo, jak za czasów okupacji. Aktualnie nad tym miejscem przebiega wiadukt.
Do opowieści o bezwzględności Steina, muszę dołączyć opowieść człowieka, który żył w okresie okupacji i gdy usłyszał, że chcę się dowiedzieć czegoś o tej postaci opowiedział o następującym wydarzeniu w Jadowie. Stein przyjechał do Jadowa i rozkazał strzelanie do Żydów. Żandarmi nie byli tym pomysłem zachwyceni. Kilku Żydów straciło życie. Rozkazali kilku Polakom ładowanie ciał na wozy, by je wywieźć, a następnie pogrzebać. Ludzie zaczęli tę czynność realizować przy pomocy rąk. Wówczas Stein zagroził, że Polaków także rozstrzela, jeśli widłami nie będą ładować ciał, gdyż to jest nawóz, a ten przecież ładuje się za pomocą wideł.
Jeden z zamachów miał odbyć się w Jadowie. Ze względu na ewentualne konsekwencje, ale też na brak samego Steina w Jadowie, zaniechano tej czynności. Egzekutorzy zamierzali udać się pociągiem z Urli do Wołomina i jego okolic. Znajdowali się na peronie w Urlach, który wyglądał jak na zdjęciu w nagłówku. Proszę zwrócić uwagę na płot, który ograniczał peron. Taki sam płot był po drugiej stronie, na przeciwległym peronie.

Przystanek Urle z lat 20 XX w. – brak ogrodzenia. Za obniżeniem peronu można zaobserwować wozy końskie, tzw. podwody wówczas, dziś moglibyśmy powiedzieć taksówki. Za siedzącym na ławce mężczyzną i kobietą w białej bluzce widzimy bramę. Czy to tam był właśnie bar do którego udali się AK-owcy?

Peron w kierunku Łochowa rok 1935, już widoczne ogrodzenie.

Zamach, choć w znacznej mierze przypadkowy odbył się w 19.05.1943 r. Udało się uzyskać opisy tego wydarzenia, zarówno ze strony AK-owców, jak też niemiecki raport. Zacznijmy od niego.
Raport uzyskany ze strony yadvashem.org – jego zgrubne tłumaczenie jest następujące:
„19.5.43, przed południem, 4-osobowy patrol z posterunku Żandarmerii Tłuszcz przebywał samochodem w Jadowie, Strachówce i Urli w celu zwalczania bandytów. Między godziną 12 a 13 patrol chciał skontrolować 10 do 15 elegancko ubranych mężczyzn na stacji kolejowej w Urli, pow. Warszawa (50,5 km na północny wschód od Warszawy), których zachowanie wzbudziło podejrzenia patrolu. Gdy patrol zbliżył się do mężczyzn, ci ostrzelali go z odległości ok. 5 m z około 10 pistoletów. Żandarmi natychmiast otworzyli ogień, a dzięki umiejętnemu i odważnemu zachowaniu dowódcy patrolu, sierż. żand. Steina, udało się złamać opór. Po tym, jak 1 bandyta padł w walce ogniowej, pozostali wycofali się, zabierając ze sobą 2 ciężko rannych. Po 50 do 60 m 2 ciężko ranni bandyci pozostali leżąc. Osoby postronne zaobserwowały, że 2 innych bandytów również padło w walce ogniowej, ale potem zdołali się podnieść i uciec do lasu. Na podstawie znalezionych plam krwi należy przypuszczać, że oni również zostali ciężko ranni i ewentualnie zmarli z powodu odniesionych obrażeń.
2 ciężko rannych zostało przewiezionych 19.5.43 do szpitala w Jadowie. Ustalenia, czy są to bandyci, czy osoby postronne, są w toku.
Przy pierwszym poległym bandycie zabezpieczono polski pistolet wojskowy z 16 sztukami amunicji. Broń pozostałych dwóch poległych bandytów została prawdopodobnie zabrana przez nie rannych członków bandy.
Banda to przypuszczalnie członkowie ruchu oporu.
Własne straty nie wystąpiły.
Dalsze dochodzenia prowadzi posterunek Żandarmerii Tłuszcz.”
To samo wydarzenie opisywane od strony AK. Pochodziło zapewne od osoby, która znajdowała się po tej samej stronie co bufet:
Przyjęta zostaje wersja wykonania tego wyroku na rynku w Jadowie. Kilkuosobowa grupa szturmowa, w składzie której znajdują się między innymi: ppor. Roman Gębicki, „Leszek”, Bogdan Studziński „Lotnik”, Wacław Pieszko, „Kowal”, Jan Zimny, „Cichy”, Marian Gębicki, „Bomba”, Zbigniew Radziszewski, „Słoń”, pod dowództwem ppor. Alfonsa Małkowskiego, „Amona”, jedzie najpierw pociągiem do Jarzębiej Łąki, gdyż w tym czasie nie ma bezpośredniego połączenia z Urlami. Pociąg, który normalnie tam staje, tym razem nie zatrzymuje się. Jeden z chłopców wypuszcza powietrze z przewodów hamulcowych. Pociąg zwalnia i cała grupa wyskakuje, udając się pieszo, zgodnie z planem, do Jadowa. Dostrzegają tam sporo wojska niemieckiego. Jan Zimny, „Cichy”, zostaje wysłany na targ, aby dać znać, gdy zjawi się tam Stein. Nie przekazuje jednak żadnej wiadomości. Dwóch akowców idzie więc bez broni i dokumentów na rozpoznanie. Wracają szczęśliwie meldując, że ulice wylotowe są obstawione. Dowódca odwołuje akcję. Grupa wycofuje się spod Jadowa i dociera na stację w Urlach, aby koleją wrócić do Wołomina.

Do przyjazdu pociągu jest jeszcze nieco czasu. Chłopcy są głodni i spragnieni. Wstępują więc do budki bufetowej, znajdującej się po drugiej stronie toru, i posiliwszy się, wychodzą. Zostają w niej tylko osiemnastoletni Zbyszek Radziszewski, „Słoń”, i Marian Gębicki, „Bomba”. (Bar, kasa biletowa były przy torze prowadzącym z Warszawy do Małkini. Tor bardziej odległy od baru prowadził z Małkini do Warszawy.) Pozostali rozstawiają się na peronie w pewnych odstępach, tak jakby się nawzajem j nie znali. Po chwili słyszą zatrzymujący się po przeciwnej stronie toru samochód. Wysiada z niego dwóch uzbrojonych Niemców. Przekraczają szyny, kierując się w stronę drzew na tyłach budki. Po paru minutach opuszcza wóz trzeci, w którym ze zdumieniem rozpoznają Steina. Za nim wydostaje się jeszcze dwóch, Stein wolno idzie w kierunku bufetu. (perony wówczas odmiennie niż dziś znajdowały się na przeciwko siebie) Gdy znajduje się na wprost peronu, na którym oprócz grupy „Amona” stoją również szmuglerzy, odwraca się do nich, krzycząc łamaną polszczyzną: – Wszystko ręce do góry. – Wtedy któryś z chłopców strzela z pistoletu do Steina, a po nim inni. Żandarm pada na ziemię, a potem z tej pozycji ostrzeliwuje się. Równocześnie dwóch Niemców, którzy wcześniej dotarli do drzew, otwiera ogień. Słychać, jak kule rozbijają butelki w bufecie. W tym momencie wjeżdża na stację pociąg od Małkini. Wyskakują z niego żołnierze Wehrmachtu i nie mogąc od razu zorientować się w sytuacji, strzelają na postrach. Chłopcy z peronu wraz z przerażonymi handlarzami uciekają w kierunku lasu.
Stein nie draśnięty, jakby miał na sobie kuloodporną koszulkę, zrywa się i wpada do bufetu. Tam leży martwy Zbyszek Radziszewski, „Słoń”. Prawdopodobnie zginął od pocisków tych dwóch Niemców z lasu. Marianowi Gębickiemu, „Bombie”, udało się jeszcze przedtem opuścić budkę. Dołączył on później, jak i Wacław Pieszko, „Kowal”, do rozproszonego w ucieczce oddziału. „Bomba”, aresztowany w Wołominie kilka miesięcy później wraz z 40 innymi, zostaje rozstrzelany w Warszawie.
Losy Steina nie są do końca znane, tak jak w swoim materiale video opowiada pan Marcin Ołdak.