I oto znowu przerzedził szeregi prawdziwych bojowników za sprawę Chrystusową wielce gorliwy kapłan i pasterz, proboszcz z Cygowa, ziemi warszawskiej, ś. p. ksiądz Teofil Chylicki. Może niejeden z Sz. Czytelników po raz pierwszy Jego nazwisko przeczyta, był to bowiem cichy pracownik na niwie Chrystusowej, lecz zarazem był to jeden z tych opiekuńczych aniołów, co goili rany ludzkości strapionej, a których na ziemi tak mało! — bo jeśli jest człowiek godzien pochwały potomnych i prawdziwie podobający się Bogu, to zapewne będzie ów kapłan, który na wzór Boskiego Zbawcy poświecą się bliźnich zbawieniu i szczęściu, uczy ich, jak żyć mają tutaj na świecie, aby sobie żywot wieczny zapewnić. Jak wielkie przeznaczenie!

Jakże je chwalebnie spełnił ś. p. ksiądz Teofil Chylicki! Oświecony wiarą, ożywiony nadzieją, zagrzany miłością Boga i bliźnich, postępował ś. p. ksiądz Teofil po ostrych kamieniach i kolących cierniach, jakiemi dla Niego droga żywota była usłana. Jedno spojrzenie na krzyż Zbawiciela w takich chwilach osładzało Mu wszystkie przykrości i trudy. Pracował ś. p. ksiądz Teofil Chylicki początkowo jako prefekt gimnazjum w Łodzi, następnie zdegradowany przez Moskali za „nieprawomyślność” długie lata przebywał na Woli, wreszcie od sześciu z górą lat było duszpasterzem w Cygowie.

Pracując ze ś. p. księdzem Chylickim na Woli, a obecnie jako Jego bliski sąsiad obcując z Nim często, miałem sposobność dobrze poznać Jego wysoce prawy i szlachetny charakter. Tam gdzie szło o Wiarę Kościół i Ojczyznę, ś. p. ks. Teofil nie cofnął się przed żadną ofiarą. Może społeczeństwo nasze nie wie, że za odmowę czytania przysięgi w języku rosyjskim ś. p. ks. Teofil został pozbawiony przez Moskali prefektury i przez lat kilkanaście zmuszony byt tułać się, nie mogąc zajmować żadnego stanowiska. Przez cały ten przeciąg czasu cichego męczeństwa dla sprawy kościoła i Ojczyzny zawsze pogodny i wesoły, choć cierpiał tak wiele.

Jeśli weźmiemy Jego pracę duszpasterską, to będziemy mieli obraz gorliwego pasterza. Jakaż gorliwość o dom Boży (prawie własną ręką odnowił przepięknie Świątynię w Cygowie), na ambonie, w konfesjonale, przy łożu chorego! ileż dusz Niebu przysporzył, ile serc zwątlałych natchnął odwagą, ile ukrzepił nadzieją, ile pocieszył i zasilił modlitwą! Iluż biedaków wspierał kosztem nie już własnej wygody, ale nieraz kosztem koniecznych potrzeb do życia! Wymowną odpowiedzią na powyższe pytania były łkania i jęki licznej rzeszy na Jego pogrzebie.

Przekonany, że „mało nauki oddala od Boga, a wiele do Niego prowadzi”, ś. p. ks. Teofil, choć pracował nad „maluczkimi tego świata, posiadając jednak znajomość obcych języków, piękną bibliotekę, czerpał obficie z czystych źródeł filozoficzno-chrześciańskich pożyteczne wiadomości, przetrawiał je w pracowni swojej duszy — i wzbogacone odrodzone w innej postaci, albo zupełnie nowozrodzone myśli wzamian światu oddał. Bracia kapłani mogą stwierdzić, ile praktycznych rad i wskazówek od Niego otrzymali. Miałem szczęście w r. b. odprawiać rekolekcję wspólnie ze ś. p. ks. Teofilem. Nie przeczuwał Nieboszczyk, że to już ostatnie Jego rekolekcje, ale jakżeż gorliwie i pobożnie je odprawiał! Wszystkie z Nim rozmowy podczas tych rekolekcji świadczyły o głębokiej wierze, umiłowaniu Kościoła i Ojczyzny. Była to jedna wspaniała konferencja wypowiedziana z życzliwości młodszemu bratu kapłanowi.

Jak żywą była wiara ś. p. ks. Teofila Chylickiego, niechaj będzie dowodem moje świadectwo: ilekroć razy wybrałem się do Niego z wizytą sąsiedzką, tyle razy po gościnnem i uprzejmem przyjęciu prosił mię do kościoła, by się tam wyspowiadać. Jakiż to rozrzewniający zaiste widok kapłana okrytego siwizną, klęczącego przed młodszym kapłanem spowiednikiem!

Dał Bóg łaskę ś. p. ks. Teofilowi pracowania bez wytchnienia, aż do ostatniej chwili. Jeszcze w niedzielę 9. 11. p. ks. Teofil odprawił Sumę, wygłosił kazanie, po południu odprawił nieszpory, a w poniedziałek nad ranem już nie żył. Nagłą śmierć niespodziewaną słusznie uważamy za nieszczęśliwą, lecz śmierć ś. p. ks. Chylickiego taką nie była, przeciwnie była ona dla Niego szczęśliwą, bo gotował się On do tej śmierci przez całe życie, bo duszę miał piękną i czysta zawsze.

Kościół w księdzu Chylickim stracił niepospolitego szermierza za sprawę wiary Świętej, Ojczyzna — niepospolitego obywatela, bracia kapłani prawdziwego przyjaciela i doradcę, a parafianie najlepszego ojca i przewodnika. Dzisiejsza obłuda światowa, dzisiejszy materjalizm wymaga, abyśmy mieli jak najwięcej tęgich i dzielnych charakterów, które nie liczą się z żadnym względem, gdy idzie o sprawę Bożą, sprawę Kościoła i Ojczyzny, sprawę sumienia. Oby więc pamięć cnót ś. p. księdza Teofila Chylickiego, który niewątpliwie podobał się Bogu i zasłużył ludziom, przeszła w pokolenia odległe i podobnych Jemu wydawała ludzi!

Roniąc łzy wdzięczności i szacunku, wznieśmy do Pana gorące za duszę ś. p. ks. Chylickiego „Requiescat in pace”!

Ks. Wł. Skrzeszewski
proboszcz z Pustelnika

Polak – Katolik
codzienne pismo poranne
R. 16, 1924, no 19

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.