Moja Pani od polskiego

Na rok przed śmiercią praca pani Wiesławy Cicheckiej – emerytowanej nauczycielki Szkoły Podstawowej nr 1 w Wołominie – została oceniona jako szczególnie wyróżniająca się. Podstawą tej oceny były bardzo dobre efekty w nauczaniu języka polskiego, a po przejściu na emeryturę aktywna praca w świetlicy szkolnej.

Byłam jej uczennicą w klasach Vb, VI b i VII a w latach 1959–1962. Pamiętam, że największą miłością „naszej Pani od polskiego” były książki, szacunek dla ich autorów i zawartych w nich treści, które przybliżała nam m.in. poprzez prowadzenie konkursów czytelniczych. Na koniec każdego roku szkolnego pomagaliśmy liczyć czytelników biblioteki i ilość książek przeczytanych przez uczniów oraz nauczycieli.Czytaj dalej

Krótka znajomość…

W 1952 roku Stanisława Bobkowska poznała na kuracji w Krynicy Zofię Nałkowską. 11 sierpnia 1952 roku Nałkowska zanotowała w „Dzienniku”: „Wczoraj była pani Bobkowska z Wołomina. Po wypiciu «Zubera z Janem» długie spacerowanie po zakątkach tutejszych, wypełnione ogromną jej biografią (zaczętą już przy pierwszym spotkaniu). Urodzona na Kaukazie (?), ojciec i dziad powstańcy, babka Szwedka, Syberia. Sprawa męża – zasługi, miłość, praca, śmierć. Jest to ta sama pani, która kończyła szkołę im. Nałkowskiego, którą prowadził Władysław Spasowski. Ostatnio przeszła operację odjęcia piersi, ale nic o tym nie mówi. Są to jakieś niewątpliwe wartości. I zarazem mówiona gotowa literatura”.Czytaj dalej

Był dyrektorem Państwowego Technikum Ekonomicznego w Wołominie1 od 1 września 1950 do 21 marca 1966 roku. Można powiedzieć, że urzędował długo – aż szesnaście lat i jednocześnie krótko – tylko szesnaście lat.

Ostatni szkolny dzwonek usłyszał 21 marca 1966 roku. Zachłanna na ludzkie istnienie śmierć przyszła po niego do szkoły podczas pełnienia obowiązków służbowych. Miał 57 lat…Czytaj dalej

Była osobą wysoką, szczupłą, o gładko uczesanych włosach przyprószonych siwizną, a także zasadniczą, odważną w wypowiadaniu sądów, pryncypialną w swoich poglądach, kontrowersyjną, mimo to lubianą i cenioną w gronie nauczycielskim. W jej mieszkaniu nad biurkiem, zamiast krzyża, wisiał portret Marszałka Józefa Piłsudskiego.

Pewnego razu, w okresie prześladowań religijnych, weszła na zebranie Rady Pedagogicznej z pozdrowieniem: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”. Wśród zebranych zapanowała konsternacja, nikt nie odpowiedział. Wówczas Janina Knapikówna siarczyście zaklęła i powiedziała: „Kultura nakazuje odpowiadać na pozdrowienia”. Zebrani chórem odpowiedzieli: „Na wieki wieków amen”.Czytaj dalej

Janina Żelezik (1911 – 2001)

„Próżnując, chleba nie jadłam” – mówiła często. Dziś jest wspomnienie. Jest nowe miejsce za bramą wiecznego spokoju, przez które wprost do nieba idą smutek, ból i łzy najbliższych; miejsce, gdzie zatrzymuje się każdy, kto znał osobiście lub tylko ze słyszenia śp. Janinę Żelezikową – wieloletnią nauczycielkę matematyki, człowieka światłego, prawego, kochającego harmonię, uczciwość, rodzinę i Boga.Czytaj dalej

Jego osoba jest rozpoznawana na każdym pożółkłym zdjęciu z lat trzydziestych, od początku pracy w wołomińskiej oświacie. „Wzrost średni, oczy niebieskie, usta i nos mierne, włosy ciemnoblond, twarz okrągła, narodowość polska. Znający w słowie i piśmie język polski oraz język niemiecki i rosyjski”.

Zdzisław Michalik, uczeń „Jedynki” wspominał:

Nauczyciel, pan Jan Malik, wspaniały matematyk, fizyk i oficer Wojska Polskiego, chcąc dowiedzieć się, którzy uczniowie “ściągają” klasówkę od kolegów, po podaniu tekstu zadania na tablicy, zasłaniał się gazetą i studiował jej treść. Po wielu latach, na neutralnym gruncie, w rozmowie towarzyskiej z panem Malikiem, przyznałem ze skruchą, że kiedyś w uczniowskich czasach, korzystając z zaczytania pana nauczyciela podczas ważnej klasówki, wyłudziłem wysoką ocenę mojej pracy, ściągniętej od siedzącego przede mną Stefana Kamińskiego. Odpowiedź pana nauczyciela ubawiła nas obydwu. W gazecie był maleńki otwór, przez który mój dobroczyńca widział moją samoobronę przed grożącą mi katastrofą.

Czytaj dalej

Według pamięci najstarszych mieszkańców szkoła w Postoliskach powstała przed 1900 rokiem, za rządów caratu, toteż nauka odbywała się w języku rosyjskim. Drewniany budynek składał się z mieszkania dla nauczyciela i jednej, dużej izby lekcyjnej, która wyposażona była w stolik, krzesło i długie, dwunastoosobowe ławki. Kierownikiem szkoły w latach 1903-1937 był Stanisław Kaska. Po odzyskaniu niepodległości w 1918 r. w szkole było siedem oddziałów i pięciu nauczycieli. Do szkoły przychodzili także uczniowie z Mokrej Wsi i Wymysłów, aby kontynuować naukę w klasach starszych. W związku z tym kierownik zmuszony był do wynajęcia dodatkowych pomieszczeń u Władysława Łojka w Postoliskach i na tzw. „Batogówce”. W 1937 r. rozpoczęto budowę nowej szkoły pod nadzorem nowego kierownika Wacława Rusieckiego. Protekcja i wstawiennictwo Stanisława Kielaka – dawnego ucznia szkoły początkowej w Postoliskach, posła na Sejm Ustawodawczy oraz II i IV kadencji w II RP, wicemarszałka Sejmu IV kadencji i wytężona praca rolników, przyczyniły się do realizacji zamierzeń. Mimo że wojna przerwała dalsze prace, Niemcy zniszczyli pomieszczenia, a kierownika wywieziono na roboty do Niemiec, to już w pierwszych dniach września 1944 r. rozległ się dzwonek szkolny. Powoli szykowano nowe izby lekcyjne, porządkowano teren szkolny i cieszono się z powrotu kierownika Wacława Rusieckiego. Niestety, nie wrócił Stanisław Kielak, zginął 30 listopada 1940 r. w Auschwitz-Birkenau.Czytaj dalej

Najważniejsze jest, by gdzieś istniało to, czym się żyło…
Antoine de Saint Exupery

13 stycznia 2011r. nad Jej trumną powiewał sztandar Szkoły Podstawowej i Gimnazjum w Duczkach z wizerunkiem patrona Jana Pawła II. To Jego dobrotliwe, mądre oczy oraz tematy z wielu lekcji dawanych Polakom i całemu światu uczą rozumienia i pokory wobec nieuniknionego odejścia człowieka. Jan Paweł nauczał, iż: „Śmierć jest przechodzeniem z życia do Życia” i już „(…) nie jest takim złem, skoro przychodzi po niej zmartwychwstanie”.(…) Tylko czy wobec odejścia siostry, mamy, babci, „Babci”, koleżanki i przyjaciółki jesteśmy aż tak wyrozumiali?Czytaj dalej

Bronisław Zawadzki ps. Stanisław Badowski, Kot1 (7.12.1900 – 27.10.1943) w pamięci ówcześnie pracujących nauczycieli pozostał jako bardzo dobry, szczery i uczynny kolega, gorący patriota, wierzący, że trud i walka, poniewierka i tułaczka Polaków zostaną kiedyś uwieńczone wolnością Ojczyzny. Sam tego nie doczekał, choć bardzo pragnął i do końca nie wyzbył się nadziei.

Urodził się 7 grudnia 1900 r. w Kociszewie koło Grójca jako syn Antoniny i Michała Zawadzkich.m Dzieciństwo spędził w Bolewicach, gdzie jego rodzice prowadzili gospodarstwo rolne. Od najmłodszych lat brał udział niemal we wszystkich czynnościach gospodarskich. Jak mówił, czasem odpoczynku był dla niego pobyt w szkole, ponieważ lubił się uczyć a szczególnie pasjonował się historią Polski. Seminarium Nauczycielskie ukończył w Warszawie. Służbę wojskową odbywał w podchorążówce w Modlinie i ukończył ją w stopniu porucznika. Po wyjściu z wojska pracował przez trzy lata w wieczorowej szkole powszechnej w Nieporęcie. Stąd przeniósł się do Wołomina i w roku szkolnym 1937/1938 rozpoczął pracę w 7-klasowej żydowskiej Publicznej Szkole Powszechnej Nr 3, z polskim językiem nauczania w Wołominie, przy ulicy Warszawskiej. Pracował także w wołomińskich powszechnych szkołach publicznych nr 1, 2 i 4. Jednocześnie studiował zaocznie fizykę i historię.Czytaj dalej

Znalazłam dobrze zachowaną, pożółkłą fotografię z dawnych lat. Właściciel podpisał się swoim nazwiskiem, ktoś ołówkiem dopisał: “Kol. Świerczyński Józef – SENIOR – SENIORÓW”.

11 października 1978 r., Józef Świerczyński w wieku 90 lat, jeszcze w pełni sił, odbierał życzenia i gratulacje od ówczesnego Prezesa Rady Zakładowej Związku Nauczycielstwa Polskiego w Wołominie, Feliksa Szturo. Była to uroczystość z okazji Międzynarodowego Dnia Nauczyciela. Zebrani usłyszeli, że na uznanie i szacunek zapracował przez 90 lat intensywnego życia, w tym 57 lat pracy nauczycielskiej w kraju i na obczyźnie.Czytaj dalej

Edmund T. Erdman (ur. 1 VII 1877 w Godlewie w ziemi suwalskiej − zm. 2 XII 1936 w Wołominie)

Filozof, s. Karola Edwarda i Melidy Karoliny z d. Jarneckiej (zm. 26 VIII 1926), mąż Melidy Emilii (18 X 1883 – 30 IX 1957) – członka Towarzystwa Przyjaciół Osiedli Wołominka, Sławka i Okolic w Wołominie, ojciec trzech córek. Absolwent III Rosyjskiego Gimnazjum − III Filologicznego Gimnazjum Rządowego w Warszawie (1896). Uzyskał stopień kandydata Wydziału Filologicznego Uniwersytetu w Warszawie (1901), gdzie pod opieką Edwarda Struvego studiował językoznawstwo i teorię poznania. Dzięki zapomodze udzielonej przez Kasę Pomocy dla Osób Pracujących na Polu Naukowym im. dra Józefa Mianowskiego studiował w Lipsku i we Wrocławiu, pogłębiał wiedzę z zakresu językoznawstwa, psychologii i nauki o mózgu. Po powrocie do Warszawy lektor języka niemieckiego na Uniwersytecie (1903−1915) i nauczyciel w polskich szkołach prywatnych. Po przeniesieniu rosyjskiego Uniwersytetu z Warszawy − wykładowca na Carskim Uniwersytecie w Rostowie nad Donem (1915−1922). W tym czasie uzyskał stopień doktora (1917) oraz profesora nadzwyczajnego językoznawstwa ogólnego (1920). W 1922 powrócił do Polski, doktoryzował się z „filozofii w znaczeniu ściślejszym” u profesorów Jana Michała Rozwadowskiego i Władysława Heinricha na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie (1924). Czytaj dalej

Miejskie Przedszkole nr 1 w Wołominie powstało w 1923 roku. Mieściło się w budynku Icka Tajbluma przy ul. Ogrodowej, róg Wileńskiej. 14 lipca 1932 r. Magistrat m. Wołomina wypowiedział lokal zajmowany przez przedszkole z dniem 1 listopada 1932 r. Przez wiele lat właściciele kamiennicy zmieniali się, natomiast przedszkole trwało do 1993 roku.

Początki istnienia przedszkola były niezwykle trudne. W niewielkich czterech pokoikach znajdowało się osiedemdziesięcioro dzieci. Zajęcia w przedszkolu prowadzone były przez Janinę Zamojską i Helenę Żylińską. W zajęciach rysowania i plastyki pomagała czasem córka J. Zamojskiej – Teresa. Brakowało odpowiedniego sprzętu, zabawek i pomocy naukowych, ale był wielki zapał do pracy, niezwykłe umiejętności organizatorskie, dobra współpraca z rodzicami, które w sposób znaczący poprawiały pobyt dzieci w przedszkolu. Toteż J. Zamojska po zamieszkaniu w Warszawie nie zmieniła pracy pozostając w tej placówce przez całą okupację, aż do wyzwolenia, mimo, że dojazdy do pracy były uciążliwe i niebezpieczne.Czytaj dalej

Kiedy przeglądam dokumenty i zapiski dotyczące dawnego Wołomina, urzeka mnie w nich język, prostota myśli, rzetelność informacji, a nawet kaligraficzne pismo… Jedna z wielu kart historii Wołomina – 1936 rok. W lokalu p. Wojciechowskiej przy ulicy Marszałka Józefa Piłsudskiego odbyło się zebranie informacyjne Wołomina. Przewodniczył Edmund Kowalski – ławnik Zarządu Miejskiego, a sekretarzował Aleksander Skrodzki. Pan Kowalski w swoim wystąpieniu przedstawił “cały szereg bolączek trapiących od dawna Wołomin”.Czytaj dalej

“Bogu na chwałę, ludziom na ratunek”

Minął rok od śmierci Zygmunta , a rodzina nadal nie może uwierzyć, że tak już będzie zawsze. Miał osiemdziesiąt lat i swoich bliskich, do kochania: żonę Zdzisławę, dzieci: Jolę i jej męża Andrzeja, Andrzeja i jego żonę Beatę oraz Agatę i jej męża Ireneusza, a szczególnie wnuki: Łukasza, Annę, Kamila, Paulinę, Tomka, Artura, Karolinę i Michała, którzy byli jego radością i dumą, a którymi nie zdążył się w pełni nacieszyć i napatrzeć jak rosną, zdobywają sukcesy zawodowe, zakładają swoje rodziny…Pożarnictwo było jego pasją, to ono dotychczas pochłaniało go bez reszty, w jego przypadku “bez reszty” to “Bogu na chwałę, ludziom na ratunek”. Służbę innym uważał za swój pierwszy obowiązek. A gdy przeszedł na zasłużoną emeryturę cieszył się z każdej chwili spędzonej z rodziną. Jednak niedługo nadszedł czas choroby. Nigdy nie sądził, że tak bezwzględnie rak wkroczy w jego życie. I poddawał się posłusznie wszystkim działaniom leczniczym, nie tracił nadziei ani uśmiechu…Czytaj dalej