Interes własny — ale i wspólny

Tłuc się kilkanaście kilometrów poza Warszawę i to w dodatku w niedzielę, tylko po to, by uczestniczyć w jeszcze jednym zebraniu przed wyborami do rad narodowych? Przyznam się, że jechałem tam bez entuzjazmu, przewidując, że chyba już nic nowego nie usłyszę. Pomyliłem się bardzo. W przeciwieństwie do Warszawy, mieszkańcy każdego małego osiedla mają do czynienia
z radą narodową na co dzień.

Od rady zależy każdy przydział materiałów budowlanych na remont domków, rada wydaje zezwolenia na uruchomienie warsztatu i przydziela surowiec, rada decyduje o sprawach mieszkaniowych, rada ma wpływ na zaopatrzenie itd. itp. Kto więc tę władzę terenową reprezentuje i jak rządzi — interesuje wielu mieszkańców osiedla. Są naturalnie i tacy — bo z taką opinią się spotkałem — którzy twierdzą, że jest im wszystko jedno, kto zostanie radnym, bowiem nie wierzą aby z władzą terenową mogło być lepiej. A w Zielonce — bo ją właśnie odwiedziłem — najlepiej chyba nie było. Zbyt krótko bawiłem w tym osiedlu, by wydawać jakiś sąd. Powołuję się tylko na słowa jego mieszkańców. A ci narzekali — przede wszystkim na kumoterskie stosunki w osiedlowej radzie narodowej. Coś w tym chyba jest prawdy, skoro w minionej kadencji trzykrotnie zmieniało się prezydium, a wielu jego byłych członków ma jeszcze do dziś sprawy sądowe…

Na to przedwyborcze, tzw. konsultacyjne zebranie, na którym omawiać miano kandydatury radnych, przyszło jak na 10-tysięczne osiedle niewiele osób — gdzieś ponad 100. Ale i to, zdaniem organizatorów, był sukces: w ubiegłą niedzielę poza kandydatami, było tylko 15 mieszkańców… Już wówczas na tym pierwszym zebraniu, które nazwano informacyjnym doszło do zażartej walki o mandaty. Domagano się kilku skreśleń, wysunięto — jak to zwykle bywa — znacznie więcej nowych kandydatur. Do drugiego zebrania Komitet Frontu Jedności Narodu przygotował się dość sumiennie, uwzględniając już, w miarę możliwości, życzenia mieszkańców. Naturalnie nie można było wciągnąć na listę wszystkich proponowanych, skoro dwóch skreślono, a dziewięciu zgłoszono. I o to wywiązała się, w gruncie rzeczy dość nieprzyjemna, dyskusja. Rozpoczęły się bardzo osobiste rozgrywki.

— Dlaczego nie ma mnie na liście? — wołał jeden z niedoszłych kandydatów, bardzo długo powołując się przedtem na swoje zasługi.

— Ja wiem, że przeciwko mnie występował obecny przewodniczący prezydium, to wobec tego ja dziś żądam skreślenia jego nazwiska.

— Ale przedtem sami go chwaliliście… — przypomina przewodniczący zebrania.

— Ja żądam skreślenia z listy ob. T., bo on się do mnie źle odniósł, gdy załatwiałam u niego sprawę w imieniu komitetu rodzicielskiego — mówiła jakaś rozżalona matka.

To była bardziej nieprzyjemna część zebrania. Z dyskusji, z głosów za i przeciw kandydatom, wyciągnąłem jeszcze jeden wniosek. Chociaż każdy z dyskutantów kategorycznie stwierdzał, że nic od rady nie potrzebuje, odniosłem wrażenie wprost przeciwne. Pewności nabrałem już po wyjaśnieniu obecnego przewodniczącego prezydium. Powiedział on m. in. że osiedle Zielonka ma 600 domków, z tego 20 proc. — czyli ok. 120 — zniszczonych, wymagających remontu. A w ubiegłym roku wyremontowano zaledwie cztery. I to nie ze złej woli rady narodowej, na tyle bowiem starczyło pieniędzy, cementu, cegły, papy… Następne domki, podobno już 16, remontować się będzie w tym roku. Ważna jest tylko kolejność — czyj domek pójdzie na pierwszy ogień? Czy brane będą pod uwagę potrzeby, czy znajomości? Obawiam się, że mieszkańcy Zielonki sądzą, że to drugie i dlatego uważają, że lepiej mieć w radzie znajomych…

W tej trzygodzinnej walce o mandat radnego, o utrzymanie na liście tych, lub skreślenie innych kandydatów, nie przebierano w środkach. Wyciągano na światło wiele brudów, rzucano nie zawsze poparte dowodami oskarżenia. I tylko z rzadka słychać było jakieś rozsądne głosy. Po takich niewątpliwie należała wypowiedź dyrektora cegielni „Gigant” w Zielonce. Na próżno jednak usiłował on naprowadzać dyskusję na właściwe tory. Nawet jego oficjalne stwierdzenie, że załoga cegielni wierząc w nową radę, której państwo daje teraz tak wielkie uprawnienia, postanowiła, jako JEDYNY W POLSCE ZAKŁAD PRODUKCYJNY OPODATKOWAĆ SIĘ NA RZECZ RADY NARODOWEJ — niewiele pomogło.

Nie pomogły też rzeczowe wyjaśnienia członków Komitetu Frontu Jedności Narodu dotyczące ordynacji wyborczej i związanych z tym zasad pracy KFJN, Zebranie właściwie nie skończyło się. Postanowiono wprawdzie, że jeszcze raz Komitet Frontu przedyskutuje listę. Ale widziałem, że nie wszyscy byli zadowoleni. Jeszcze długo wychodząc z sali miejscowego kina, na ulicy, nie zważając na mróz, dyskutowano, spierano się…

Kto będzie rządził w Zielonce jest oczywiście dla jej mieszkańców bardzo ważne. Nowe, szerokie uprawnienia stawiają przed radami narodowymi odpowiedzialne zadania. Wywiązać się z nich należycie będzie można tylko wówczas, gdy — po pierwsze: społeczeństwo osiedla wybierze najlepszych, odkładając na bok osobiste pretensje i żale, gdy zrezygnuje wreszcie — choć to bardzo trudne — z tzw. prywaty. Dosyć już Zielonka miała w minionej kadencji figurantów (na 35 posiedzeń osiedlowej rady narodowej nie było ani razu quorum i gdy musiano podjąć jakieś ważne uchwały radnych ściągano prawie siłą). Lecz i dobrzy radni muszą mieć oparcie w społeczeństwie. Dlatego niezbędna jest systematyczna kontrola społeczna, ale nie tylko z punktu widzenia własnego podwórka, lecz całego osiedla. A przedwyborcze zebranie w Zielonce nie było takiej kontroli zapowiedzią. (wicz)

Życie Warszawy
R. 15, 1958 nr 7=4428 (8 I)

 46 odsłon,  1 odsłon dzisiaj

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.