historia terenów powiatu wołomińskiego

w dokumentach i wspomnieniach

wycinki wydarzenia

Ludzie listopadowi

Żymirski pod Olszynką

„Ogień dział rosyjskich coraz bardziej koncentruje się na Olszynę, coraz gęściej grad pocisków, rwąc gałęzie i obalając drzewa i ludzi, pada na ten lasek, w którym pod tym ogniem, spokojnie oczekując na atak piechoty nieprzyjacielskiej, stoi dywizja Żymirskiego…” — pisze jenerał Chrzanowski, którego rękopis, opisanie bitwy grochowskiej, szczęśliwym trafem udało mi się odnaleźć, a w r. 1909 ogłosiłem w “Bibljotece Warszawskiej”, a który powtórnie wydany został w r. 1917 w “Bibljoteczce Legjonisty”, tom jedenasty. Chłopicki, wierny zasadzie, aby jak najmniej zużywać wojska przy odpieraniu ataku, a jak najwięcej zachować go nietkniętego, gdy na zmęczonego wroga do ataku się przechodzi, nie posyłał Żymirskiemu świeżego wojska dla wsparcia lub zluzowania jego dywizji, tylko dał mu rozkaz, aby do upadłego w Olszynce się bronił.

I na Olszynkę uderzyła, osłoniona działa mi, cała prawie piechota rosyjska. Mimo morderczego ognia baterji Nieszokocia, kolumny jej posuwają się naprzód, po własnych trupach dosięgają Olszyny, frontowe bataljony rzucają się z bagnetem na piechotę polską, inne opasują ją ogniem karabinowym. Godzinę trwa bój ręczny. Trupy rosyjskie zapełniają rów frontowy, ale przerzedzone pułki polskie ścieśniają front, cofają się w głąb lasku, bo bataljony rosyjskie płyną wciąż, na miejsce jednych tłoczą się drugie. Jednak wypiera je 2-gi i 4-ty pułk strzelców i znowu bój się toczy nad zewnętrznym rowem Olszynki. Wtedy, Dybicz rzuca swoje rezerwy. Czterdzieści tysięcy bagnetów opasuje dywizję Żymirskiego. Dają im opór cztery pułki polskie, przerzedzone okropnie poprzednim bojem, przechodzą za rów wewnętrzny. Tu kula działowa urywa ramię Żymirskiemu. śmiertelnie rannego uwożą go do Warszawy.

Bój pod Olszynką się jeszcze nie skończył, różne jeszcze, jak wiadomo, fazy przechodził, ale Żymirski był tym, który pierwsze natarcia wytrzymał i trwał na stanowisku, na którem musiał zginąć. Taki prawie miał rozkaz. Wzruszający jest jego list, do żony przed zgonem dyktowany (odpis Antoniemu Bogusławskiemu zawdzięczam), bo widać z niego, że ze świata żywych w niezamąconym odchodzi spokoju, i tak o wszystkich, których zostawia, pamięta, jakby pamiętał gospodarz, który na czas długi swój dom opuszcza. Pożegnawszy się z żoną i z dziećmi, prosi nasampierw, aby nabożeństwo za jego duszę corocznie w rocznicę śmierci było odprawiane, a potem aby wypłacić Wojciechowi, lokajowi, wymienioną w liście kwotę, i bratu swemu i siostrze pensję aż do śmierci. „A dowiesz się o nich adresując list do pani Nowakiewiczowej, mieszkającej w Krakowie na Kleparzu, numer czterdziesty dziewiąty.” Jak Leonidas zginął jenerał Żymirski pod Grochowem, broniąc Olszynki.

A coby było, gdyby był zginął 29 listopada jak Trębicki i Potocki? O mały włos przecież nie zginął tak, jak oni, jenerał Sowiński. Taki sam los, jak poległych z rąk bratnich jenerałów, mógł go był spotkać, bo ani myślał słuchać wezwań do rozbrojenia gwardji litewskiej, a obszedłszy miasto za wałami, przyprowadził do wielkiego księcia kompanję grenadjerów gwardji. Gdyby z nim tak, jak z tamtymi się stało, długoby jeszcze rzucano na jego grób kamieniem potępienia, nie pamiętanoby, że bił się pod Kościuszką i walczył w Legjonach, że był pod Veroną, Mantuą, Ferrarą i w Egipcie i na San Domingo, i pod Raszynem, że, jednem słowem, na swych epoletach niósł całą tę wielką epopeję wojenną, co po rozbiorach się zaczęła.

Dane mu było ją zakończyć na grochowskich polach, nie tak, jak tamtym. Trzeba mieć szczęście nawet w śmierci. Takie miał tragiczne szczęście jenerał Żymirski, który poległ śmiercią bohaterską na czele swej dywizji pod Olszynką grochowską d. 25 lutego 1831 r.

Stanisław Szpotański

Kurjer Warszawski – wydanie wieczorne
R. 111, 1931, no 55

 194 odsłon,  1 odsłon dzisiaj

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.