Przy wjeździe do Radzymina — od strony Wyszkowa — jest tablica z dużymi literami: „Utrwalajmy poczucie powinności obywatelskich”. Wiele jest tablic i różnych haseł, ale to zafrapowało mnie szczególnie. Co się i kryje za tablicą? Po odpowiedź poszłam najpierw do Jerzego Głowackiego. Młody — jeszcze nie ma trzydziestu lat — jest przewodniczącym Komitetu Frontu Jedności Narodu, przewodniczącym Rady Narodowej miasta i gminy i sekretarzem komitetu partyjnego. Jest nowy. Zaledwie od 2 lat, ale mieszkał tu dawniej.

— Jak to hasło rozumiecie w praktyce?

Ano tak. że trzeba coś z siebie dać. Tablicę umieściliśmy u wjazdu zeszłego roku. Na trzydziestolecie Polski i na — 500-lecie Radzymina, które przypada w tym roku. Chcemy pokazać i historię i dzień dzisiejszy naszego miasta. Historia. A więc rolnictwo (znaleźliśmy stare brony, jedną plecioną z korzenia, drugą z drewnianymi zębami), ceramikę przekazywaną z pokolenia na pokolenie, garncarstwo, wypał cegły, rozwój szkolnictwa — od pierwszej szkółki elementarnej założonej w 1871 za przyczyną ks. Kazimierza Narbutta przez księżnę Czartoryską po obecne 3 szkoły średnie i 3 zawodowe, w których uczy się 2610 młodzieży. Chcemy też zaprezentować nasze zabytki. Mamy piękną dzwonnicę, bramę cmentarną, budyneczek na ul. Buczka…

— Macie tu z pierwszej połowy XIX wieku budynek seminarium dla nauczycieli szkół elementarnych zaprojektowany przez samego Corazziego…

— A tak.

— Kiedy będzie radzymińska feta?

— We wrześniu. Dyrektor biblioteki Jerzy Lewicki zapowiada. że dokładnie 3 września wypada 500-lecie. Zrobimy jubileusz, łącznie z dożynkami.

— Zrobimy, to znaczy kto?

— Jesteśmy zorganizowani. Mamy społeczny komitet obchodów.

— A dotychczasowy stan konta „powinności obywatelskich”?

— Wybudowaliśmy w czynie społecznym kilometrowy odcinek ul. Wąskiej. Asfalt i chodniki. Bardzo potrzebne. Dalej — czyn partyjny i społeczny; 1.6 ha parku w Słupnie Nowym — 1,5 km drogi, w Dybowie Kolonii przygotowaliśmy pod asfalt 800 metrów i okopali rowami 3 km drogi. W maju przygotowaliśmy pod asfaltowanie ok. 1 km traktu Radzymin — Łosice. I jeszcze rozpoczęło się zagospodarowywanie terenu po gliniankach pod przyszły ośrodek rekreacyjny.

— Mówi pan: „przygotowaliśmy, zrobiliśmy, rozpoczęliśmy”. Kto to robił?

— Ludzie. Drogi na wsi — komitety frontu jedności narodu, organizacje partyjne, samorząd mieszkańców, a na gliniankach pracowali wędkarze.

— W Dybowie Kolonii jest np. radna. Sabina Wolińska, sprzedawczyni, jest też sołtys Marian Matera i miody rolnik 23-letni Jan Wojda, który w zeszłym roku z wojska wrócił. W samym Radzyminie — Ryszard Pawlak, b. radny, kierownik sklepu, Henryk Siejak, przewodniczący samorządu mieszkańców, radny, pracownik warszawskich zakładów im. 22 Lipca i Lucyna Steńczak, krawcowa. Jest też Franciszek Ostrowski, rencista, pierwszy zastępca przewodniczącego Rady Narodowej, szewc Stanisław Głowacki. A z kolei do budowy drogi słonecznej przyciągają innych Leokadia Kucharenko, pracownica magazynu b. PZGS i kierownik wytwórni wód gazowych GS, Władysław Koźniewski.

Ci ludzie nadają ton społecznej robocie w podstołecznym Radzyminie, liczącym niespełna 8 tys. mieszkańców, z których ok. 3 tys. codziennie dojeżdża do pracy w Warszawie. Ci ludzie starają się „utrwalać poczucie powinności obywatelskich”. Kto wymyślił to hasło? Na to pytanie odpowie mi na pewno „radzymińska encyklopedia” kierownik biblioteki. Jerzy Lewicki, ten, który na pewno wie, kiedy przypada rocznica 500-lecia. Zastaję go — mimo urlopu w bibliotece. Spędza tam ranki i wieczory. I pisze. Historię Radzymina. Na półce leżą oprawione tomy maszynopisów. 6 tomów encyklopedii pow. wołomińskiego, 2 tomy historii Radzymina i wiele innych jeszcze prac. Autor: Jerzy Lewicki.

Długośmy rozmawiali. Jerzy Lewicki naprawdę kocha ten swój mały Radzymin. Łodzianin, przyjechał tu przed dwudziestu paru laty i dziś nie zamieniłby — a wojażował wiele po świecie — na żadne inne miejsce na ziemi. O jego radzymińskiej pasji zdecydował, jak to nieraz bywa, przypadek. Oto pewnego dnia pracownik PZGS przyniósł do biblioteki wyciągnięte ze sterty makulatury kopie oryginalnych dokumentów z XV wieku. Dotyczyły one praw i przywilejów miasta, a zebrał je w 1865 r. mec. Tadeusz Nowakowski prowadzący spór mieszczan z ówczesnym dziedzicem Kruszeskim. I pan Lewicki zaczął zbierać dokumenty, szperać po archiwach, bibliotekach, gromadzić materiały… Ta ciekawość poznania przeszłości rodzi się z miłości do rodzinnych stron — mówi. To właśnie uczucie podyktowało Stefanowi Garbulskiemu spisywanie kaligraficzne dziejów Radzymina od 1900 roku do 1967. Wręczył on ten swój brulion, 90-letni staruszek, panu Lewickiemu z prośbą o napisanie radzymińskiej historii. A i inni starzy mieszkańcy Radzymina; Rusiniak, Kalinowski, Winiarski, Matuszewski wzbogacali wiedzę pana Lewickiego. Radzymianie z dziada pradziada, z rodowodami sięgającymi XVII — XVIII wieku. A kiedy Jerzy Lewicki, będący przez 15 lat radnym, kiedyś na sesji rady powiedział o sobie: „ja, jako obywatel Radzymina”. podszedł do niego jeden z tych z rodowodem i sprostował: obywatelem Radzymina to pan nie jest i długo nie będzie. Ale kiedy dowiedział się, że Lewicki pisze historię miasta, przyszedł do niego i przeprosił: „no, teraz widzę, że zarobił pan sobie na to obywatelstwo”.

— A pani wie. skąd wzięła się nazwa Radzymin?

— Nie wiem.

Według legendy wieś Radzymin miałaby powstać jeszcze za księcia Konrada Mazowieckiego, a więc w latach 1202—1247. Miejsce to, leżące wśród rozleglej puszczy, pełnej zdradliwych moczarów i bagien, nawiedzane było przez zbójców. Więc książę Konrad osadził tu jednego ze swoich poddanych, który miał ostrzegać przejeżdżających kupców „radzę omiń to miejsce”. (To ostrzeżenie z legendy przypomniało mi się potem, kiedy przewodniczący Rady Narodowej mówił o tym, jak to mające siedzibę w Radzyminie Woj. Przeds. Robot Komunalnych w innych miasteczkach zakładało wodociągi i kanalizację, a Radzymin uparcie omijało, i dlatego też budownictwo mieszkaniowe — blokowe — nie może się tutaj rozwijać. Przez cale trzydziestolecie stanęło 6 bloków mieszkalnych).

Zostawmy legendy, zostawmy przeszłość, w którą wpisały się takie nazwiska jak Norwid, Sieroszewski, Wacław i Zofia Nałkowscy, Baudoin de Courthenay, Julian Ochorowicz — i wróćmy do tych, którzy pracują na radzymińskie dziś i Jutro. Jerzy Lewicki poszerza listę takich, którzy popychają Radzymin do przodu. Więc — dyrektor technikum zieleni inż. Czesław Nowak i jego zastępca pan Wnuk. Ten ostatni, zapalony krajoznawca, organizator rajdów norwidowskich. Z ich to zapewne przyczyny robi się piękny park wokół szkoły, według projektu uczniowskiej pracy dyplomowej. Są jeszcze: dyrektor szkoły zbiorczej Stanisław Pałaś, dyrektor liceum ogólnokształcącego Julian Kobak. Antoni Wełna od 1949 roku radny radzymiński i nauczycielka pani Wnuk, inicjatorka wielu czynów społecznych.

Na pożegnanie pan Lewicki mówi: we wrześniu będę miał lekcję wychowania obywatelskiego. Zacznę od spaceru z młodzieżą po Radzyminie, od pokazywania naszych zabytków i mówienia o historii. Poznanie przeszłości, tradycji — nie tylko łączy ludzi między sobą, lecz także pobudza myśli i działania…

Ryszarda Kazimierska

Życie Radomskie
19 sierpnia 1975, nr 191

 171 odsłon,  2 odsłon dzisiaj

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.