Rodzinę Lelewelów, rozmaicie zwaną nawet w dokumentach rządowych: Loelhoeffel, Lelhövel, Lölhöffel, Lelhefel, zwykle podawano u nas w encyklopedyach i historyach literatury jako przybyłą z Augustem II z Saxonii do Polski. Rozpatrzenie się w dokumentach oryginalnych, udzielonych piszącemu te słowa przez świeżo zgasłego ś. p. Prota Lelewela, przekonywa w sposób niewątpliwy, iż Lelewelowie przybyli do Warszawy nie z niemieckiego zachodu, lecz z dawnego litewskiego i polskiego północo-wschodu. Podanie rodzinne głosi, iż gniazdem Lelewelów były okolice Instrucia w Prussiech Wschodnich, dobrowolnie poddanych Polsce przez stany pruskie za Kazimierza Jagiellończyka. Najpierwszy zaś dokument autentyczny, dyplom akademii wileńskiej z początku wieku XVIII, świadczy, iż Lelewelowie siedzieli naówczas w litewskiej Kłajpedzie, przezwanej przez Niemców Memlem. Byli to więc w starych czasach rodacy Falcków, Heweliuszów, Lengnichów, Lindych, a w dzisiejszych czasach Kątczyńskich, z “pochodzenia” Niemcy, z “narodowości” Polacy, jak już niejednokrotnie podobni im sami pisali.

Gdańszczanin Falck, po dziś dzień najznakomitszy z miedziorytników naszych, nie zapominał kłaść na rysunkach swoich “Polonus”; a Toruń Koperników i Instruć Lelewelów są nawet bliższe od Gdańska. Nie wiemy, jaką drogą dziad nieboszczyka Prota dostał się z Kłajpedy do akademii jezuickiej w Wilnie. Stolica Litwy była naówczas miastem polsko-litewsko-niemieckiem; kościół akademicki św. Jana celował poliglotyzmem na kazalnicy, między innemi i litewszczyzną; tak zwana zaś bursa Waleryańska, fundowana przez biskupa Waleryana Protasewicza, miała fundusz specyalny na kształcenie przyszłych duchownych dla parafian umiejących tylko po litewsku. Może tedy pan Henryk Lelewel był jednym z takich kandydatów do stanu duchownego, umiejących po litewsku. Prawdopodobniej wszakże ktoś z jego krewnych, może np. słynny obrońca praw akademii, Preuschhof, był profesorem w Wilnie i sprowadził tam krewniaka na wychowanie przy sobie. Cóźkolwiek bądź, zdaje się prawie niewątpliwem, że Henryk Lelewel dopiero w Wilnie nauczył się po polsku, a już najmniejszej nie ulega wątpliwości, bo patent o tem świadczy, że tam otrzymał zaszczyty bakałarza, a następnie i magistra sztuk wyzwolonych w roku 1728. Po ukończeniu nauk ogólnych w Wilnie, Lelewel kształcił się na lekarza w Berlinie, później zaś w Lejdzie i Królewcu, i dopiero z tego ostatniego miasta przeniósł się na lekarza królewskiego do Warszawy. Tutaj zaślubił córkę pocztmistrza generalnego, Jaucha, i w liczbie kilkorga innych dzieci, spłodził z nią syna Karola, ojca Prota.

Karol Maurycy Tadeusz urodził się w r. 1748 w Warszawie, kształcił się u Teatynów przy ulicy Długiej, a następnie uczył się prawa w Gettyndze; był tytularnym Kapitanem dragonii, tytularnym Łowczym, a później Cześnikiem Ziemi Liwskiej, oraz rzeczywistym nie strudzonym kasyerem generalnym Komisyi Edukacyjnej, aż do jej rozwiązania przez Prusaków, Komisarzem cywilno-wojskowym, a w końcu od roku 1811 do zgonu w r. 1830 radcą w ministeryum oświaty publicznej. Żonaty był z Ewą Szelucianką, córką Litwina, Cześnika rzeczyckiego, osiadłego pod Garwolinem. Tym sposobem powszechnie znani trzej jego synowie: Joachim, Prot i Jan Paweł, byli po matce Litwinami. Dom ich ojca, przy ulicy Długiej pod N. 540, naprzeciw kościoła niegdyś kks. Paulinów, drugi od ulicy Freta, był ogniskiem całego owoczesnego świata umysłowego. Ztąd światło płynęło i na dzieci.

Prot Adam Jacek Lelewel urodził się we wspomnianym domu dnia 11 go Września 1790 roku. Chrzest otrzymał tegoż dnia w kościele Panny Maryi na Nowem Mieście z rąk proboszcza ks. Wojciecha Romanowskiego; rodzicami zaś chrzestnymi byli: Komisarz cywilno-wojskowy Ziemi Mielnickiej, Szclutta ze Święcikowic, oraz podkomorzyna ziemi Czerskiej, Pniewska z Zapolskich. Pierwsze początki nauk pobierał Prot pospołu ze starszym bratem Joachimem w Woli Cygowskiej pod Stanisławowem; dalsze z tymże bratem w szkole kks. Pijarów, przy ulicy Długiej w Warszawie. Z przechowanego patentu szkolnego, podpisanego przez owoczesnego rektora kollegium, ks. Kajetana Kamieńskiego, widzimy, iż Prot Lelewel kształcił się u Pijarów od Października 1801, do końca Czerwca 1807 r. Patent wysławia wzorowe obyczaje młodzieńca, ścisłą uległość dyscyplinie szkolnej, oraz najlepsze postępy “w logice, historyi naturalnej, matematyce elementarnej i stosowanej, fizyce, historyi powszechnej, sztukach wyzwolonych, a zwłaszcza poetyce i retoryce, tudzież w wykładzie autorów łacińskich”. Dołączony do patentu gorący list poufny prefekta szkoły, Stefana Sawickiego, pisany do pana Prota, objaśnia, że słowa powyższe nie były zwykłemi kommunałami, ale serdeczną prawdą, zakutą w zimne frazesy łacińskie.

Po wyjściu ze szkół, Prot Lelewel pracował przez czas jakiś w ministeryum spraw wewnętrz. i religijnych Księztwa Warszawskiego, pod kierunkiem powinowatego swojego, ministra Jana Pawła Łuszczewskiego. Trwało to jednak nie całe półtora roku, gdyż dnia 13 Maja 1809 r. Lelewel wstąpił, jako ochotnik, do 3 go półku liniowego piechoty, dowodzonego wówczas przez późniejszego generała Edwarda Żółtowskiego. Przyjęty do wojska na prostego żołnierza, “Soldat volontaire”, jak powiada stan służby, otrzymał pierwszą rangę podporucznika nadliczbowego w Czerwcu, a “kompletnego podporucznika” w dniu 1-ym Października tegoż roku za kampanią przeciw Austryakom, których, może przez wspomnienie owoczesnego chrztu krwawego, serdecznie do zgonu nienawidził. Porucznikiem klasy drugiej, zawsze w tym samym półku 3 im, przez wzgląd na “zdatność i gorliwość w służbie” został mianowany dnia 2-go Sierpnia 1811 r. “Pamiętna wiosna wojny, wiosna urodzaju”, przyniosła Lelewelowi dnia 1-go Maja stanowisko adjutanta polowego przy boku generała brygady, Żółtowskiego, a dnia 12 go tegoż miesiąca Wyższą rangę kapitana adjutanta. W tej randze kapitana adjutanta przy Żółtowskim, odbył całą kampanią 1812 roku, w dywizyi Dąbrowskiego: uczestniczył w oblężeniu Bobrujska, osłaniał przeprawę przez Berezynę i stracił tam konia, był w bitwie pod Wittenbergiem, a pod Lipskiem, podczas czterodniowej walki, stracił dwa konie. W nagrodę za to, dnia 26-go Sierpnia 1813 r., przyznano mu w Gabelu złoty krzyż “Virtuti militari”, a dnia 12 Października w Dübenie krzyż kawalerski Legii honorowej, ten ostatni Jako dowód łaski cesarza l króla (Napoleona), oraz wdzięczności narodu (francuzkiego )” . Położenie wielkiej armii w Niemczech było tak opłakane, że sam wódz naczelny wojsk Polskich, Józef książę Poniatowski, nie miał już przy sobie w sztabie ani blankietów, ani pieczęci, ani dekoracyi dla zasłużonych. Na zwyczajnym arkuszu papieru, bez żadnych cech urzędowych, prócz podpisu, dano kapitanowi Lelewelowi następne charakterystyczne upoważnienie: “Uwiadamiam WMPana, iż Najjaśniejszy Król Imć, nadgradzając zasługi Jego w kampanii 1812 r., zaszczycić go raczył krzyżem złotym Orderu Wojskowego. Upoważniony przeto WMPan zostajesz do noszenia Wstążki orderu tego, dopóki w czasie wolniejszym przesłana mu nie zostanie dekoracya wraz z patentem.”

Po czterodniowych walkach pod Lipskiem od 16 do 19 Października 1813 roku, dalszy odwrót wielkiej armii był już tylko ucieczką od pościgu skoalizowanego nieprzyjaciela. Oddziałowi, w którym służył Lelewel, nie lepiej się wiodło od innych. Dnia 21 Października, podczas przeprawy przez dopływ pamiętnej w dziejach Sali, rzekę Unstruth w Saxonii, wszyscy wpadli w niewolę, a w ich liczbie i Prot Lelewel. Na tem się skończył jego zawód wojskowy i zamknęła się lista służby, podpisana przez Żółtowskiego. Pomiędzy dokumentami osobistemi z tej epoki mamy przed sobą już tylko jeden, w którym nowy minister wojny Królestwa Polskiego, Wielhorski, i referendarz komitetu wojskowego, Rautenstrauch, udowadniają, iż wypuszczony z niewoli kapitan Lelewel, na własną prośbę, „z powodu słabości zdrowia”, otrzymał od Cesarza i Króla Alexandra I dymisyą z wojska polskiego, dnia 26 Grudnia 1815 roku. Zostawały Jeszcze jakieś rachunki ze skarbem z okazyi zaległego żołdu, przyznanego przez komisyą centralną likwidacyjną Królestwa Polskiego; zdaje się jednak, że te już na wieki pozostały niezałatwione. Wprawdzie owoczesny namiestnik, Zajączek, poprzednio podczas przeprawy przez Berezynę sumiennie wysączył ostatnią kroplę wódki z manierki Lelewela, i może to pamiętał; ale stan skarbu Królestwa był taki, że, jak wiadomo, po dziś dzień jeszcze pozostały niezaspokojone pretensye, już nie tylko za usługi osobiste, lecz nawet za pobrane konie, woły i zboże. Lelewel tedy z wielu innymi powrócił, jak przystało, z niczem do rodzinnego domu w Warszawie, wymawiając słowa szeroko naówczas rozlegającej się piosenki: „Troski ze mną, a ja z niemi.”

Zamieszkawszy przy rodzicach, nim ci w chwili wstąpienia przezeń w związki małżeńskie oddał mu Wolę Cygowską w r. 1823, Prot Lelewel sprawował cały szereg usług publicznych, od wójta gminy, aż do posła na sejm i referendarza stany w chwilach najkrytyczniejszych. W r. 1817 Komisya Rządowa spraw wewnętrznych i policyi mianowała go sekretarzem generalnym dyrekcyi Towarzystwa Ogniowego. W r. 1822 był wybrany na posła z powiatu Węgrowskiego w województwie Podlaskiem, i zasiadał w odraczanym przez dwa lata sejmie 1825 roku. Sejm był zwołany pod warunkami bardzo niekorzystnemi. W uniwersale, kontrasygnowanym przez słynnego Stefana hr. Grabowskiego, ostro przypominano senatorom, posłom szlacheckim i deputowanym gmin, że „sejm roku 1818, kierowany duchem zgody i jedności, najpilniejszym potrzebom ojczyzny zadość uczynił za pomocą praw mądrych i ustaw narodowych”; ale sejm roku 1820, „tracąc czas drogi na czczych niesnaskach, nie zostawił prawie prac swoich śladu”. Dawano też sejmowi czas ledwo miesięczny do obrad, od 13 Maja do 13 Czerwca, a obrady jego publiczne zamieniono na tajne, z wyjątkiem tylko formalnych. Pomimo tego, wiemy z Dyaryusza senatu, że był to jeden z sejmów najpłodniejszych w deliberacye i postanowienia, a część zasługi spływa ztąd i na Lelewela, nader czynnego w komisyach, szczególniej do spraw wojskowych.

Na wyborach do następnego sejmu 1830, do którego wszedł brat starszy, Joachim, jako poseł z powiatu Żelechowskiego, Prot Lelewel już się nie podał na kandydata, ale natomiast dnia 5 Stycznia 1850 był mianowany przez radę administracyjną Królestwa marszałkiem sejmiku wyborczego powiatu Stanisławowskiego. Sejm ten, zwołany w Maju 1880 r., odroczony w Czerwcu, wznowiony w Listopadzie, należy do historyi ogólnej kraju.

Między temi dwoma sejmami, tuż po zamknięciu posiedzeń 1825, Prot Lelewel stawał przed znaną komisyą śledczą; ale po niejakim czasie był uwolniony od stawania przed sądem sejmowym, którego wyrok stał się następnie kamieniem obrazy dla sejmu 1830 r. W każdej niemal rozmowie o tych czasach, pan Prot powtarzał zawsze jedno: że prezydujący w tej komisyi Polak był najgorszym, a jeden z jej członków, Rosyanin, najlepszym człowiekiem. Ten Rosyanin, którego nazwisko znajdzie kto zechce między podpisami na drukowanym po polsku i po francuzku raporcie komissyi, złożonym Wielkiemu Księciu Konstantemu — przynosił Lelewelowi do więzienia nawet liściki, pisane przez jego żonę, oczywiście zupełnie obojętnej treści.

W roku 1830, w sam dzień wypadków Listopadowych, zgasł ojciec pana Prota, Karol Lelewel, i kiedy dwaj inni jego synowie byli ku czemu innemu oderwani, na Prota przypadło załatwienie formalności urzędowych, przygotowanie pogrzebu i kojenie boleści schorzałej matki, W ciągu dwóch następnych miesięcy Joachim Lelewel był powołany na członka rządu, Janowi Pawłowi Lelewelowi powierzono całkowitą obronę Pragi, a Protowi oddano wydział oświecenia. Nominacya ta wszakże, która później stałą się dla niego przeszkodą do piastowania nawet urzędu wójtowskiego w Woli Cygowskiej, nie była przyjęta przez p. Prota, ponieważ, jak nam wielokrotnie powiadał, nie czuł się zdolnym do piastowania teki ministeryalnej, najważniejszej w kraju, pragnącym się odrodzić i przeistoczyć duchowo. Uwolniono go tedy od zaszczytów ministra, a natomiast mianowano referendarzem stanu w ministeryum wojny, do stosunków między tem ministeryum a rządem. Łatwa do zrozumienia szezupłość dokumentów osobistych z tego czasu, zatraconych przez wypadek lub przezorność, nie pozwala nam iść krok za krokiem w tej dobie życia Prota Lelewela. Widzimy tylko z oryginalnego rozporządzenia rządu narodowego, datowanego 2-go Marca 1831 r., iż „referendarz stanu Lelewel był wezwany, ażeby, udawszy się z wyznaczonymi przez sztab główny oficerami kwatermistrzowstwa do pałacu Belwederskiego, był obecny zabraniu przez tychże, stosownie do rozkazu naczelnego wodza, kart i map wojennych, w pałacu wyżej wzmiankowanym znajdować się mających”. Romantyczna strona tej wyprawy, opowiadana przez nieboszczyka, musi być tutaj pominięta.

Zakończymy tylko wzmianką, że we Wrześniu 1831 roku, po upadku Pragi, Joachim i Prot Lelewelowie, pospołu z kilku innymi przywódzcami, na prostym wozie, zaprzężonym w ostatnie dwa konie, ocalałe z Woli Cygowskiej, wyruszyli ku granicy austryackiej. — Joachim po prostu we fraku, bez zwierzchniego okrycia, jak wyszedł z ostatniej sesyi rządu, ale z papierami pod pachą; Jan Paweł zaś pozostał na Pradze, ażeby z mocy warunków kapitulacyi zdać zwycięzcy wszelkie rekwizyta obrony. Dopiero po dokonaniu tej czynności, Jan Paweł połączył się z braćmi w Krakowie, i tam na radzie rodzinnej stanęło, że skoro z trzech braci najstarszy i najmłodszy byli bezżenni, a średni, Prot, miał już kilkoro dzieci, więc na niego wypadł obowiązek powrotu do kraju. Dwaj tedy bezżenni ruszyli w świat daleki, a Prot skorzystał z ułaskawienia, ogłoszonego w Październiku 1881 r., i powrócił do Woli Cygowskiej. Odtąd zawód publiczny był już dla niego zamknięty, ale pozostał równie szlachetny zawód prywatny.

Już w roku 1824, z nominacyi podpisanej przez znakomitego Stanisława Staszica, był Prot Lelewel wójtem gminy Woli Cygowskiej. Lecz kiedy w r. 1848 przyszło do ponownej nominacyi, komisya rządowa spraw wewnętrznych i duchownych, w reskrypcie, podpisanym przez dyrektora wydziału, radcę tajnego Badeniego, oświadczyła: „że z powodu, iż tenże (Lelewel) przez rząd rewolucyjny w r. 1830/81 był mianowany dyrektorem wydziału ówczesnój komisyi wyznań i oświecenia publicznego, przeto komisya rządowa przedmiot niniejszy przedstawiła do decyzyi JW. Księcia Namiestnika (Paskiewicza), w skutku czego Jego Książęca Mość, reskryptem z dnia 17 Maja, wyrzekł, że Lelewel, jako mianowany przez rząd rewolucyjny na wyżej wspomniany urząd, do obowiązków wójta gminy przypuszczony być nie może.” Wyrok ten, z własnemi bezsensownemi dodatkami zakomunikował Lelewelowi naczelnik powiatu Stanisławowskiego, jakiś Czujko, i odtąd o służbie Lelewela w zakresie administracyjnym niema już mowy. Pozostawała jeszcze służba obywatelska.

Już w roku 1880 był Prot Lelewel prezesem zebrania członków Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego z województwa Mazowieckiego, i na zebraniu tem, odbywanem w sali Banku Polskiego, przemawiał do zgromadzonych w imię pracy i obowiązku. W kilkadziesiąt lat później, wybrany ponownie w r. 1802 na prezesa wyborów, mających się odbywać w Maju 1864 roku, już się od tego zaszczytu usunął, ponieważ przewidywał ograniczenie praw wyborców i wybieranych. Zresztą kłopoty domowe pochłaniały czas j uwagę skołatanego licznemi przygodami starca.

Ślad tych kłopotów znajdujemy w liście A. E. Odyńca do pana Prota, pisanym w Grudniu 1805 r., wspominającym lepsze czasy z przed lat pięćdziesięciu: „Najczcigodniejszy panie! Z rzewnem, serdecznem uczuciem otrzymałem drogie pismo pańskie, które mi obudziło w pamięci cały szereg najmilszych wspomnień, jakie, z czasów pierwszej młodości, szanownym rodzicom pańskim, kochanemu panu Joachimowi i samemuż panu zawdzięczam. Mamże mówić, jak byłbym szczęśliwy, gdybym mógł w rzeczy samej być w czemkolwiek pomocnym w interesie pańskim?.. Uczyniłem jednakże, co mogłem” i t. d.

Reszta życia Prota Lelewela była poświęconą pielęgnowaniu kwiatów i pamiątek rodzinnych. Namiętnie zamiłowany w ozdobnem ogrodnictwie, utrzymywał nieprzerwane stosunki z również namiętnym miłośnikiem kwiatów, tłómaczem Jerozolimy Wyzwolonej, ojcem Zofii Węgierskiej, starym jak on sam żołnierzem, pułkownikiem Ludwikiem Kamińskim. Nie zapominał też o przyjaźni z kierownikami ogrodu Botanicznego w Warszawie, — i kiedy już ledwo mógł chodzić, jeszcze chętnie oprowadzał przybyłych do Woli po ogrodzie, by się pochwalić rzadkiemi roślinami, z których każda, jak drogie dziecię u matki, miała swoję zadziwiającą historyą. W sercu tych poniewieranych dziś „romantyków” początku naszego stulecia, twarde poczucie obowiązku, nielitościwe jak ostrze miecza, który ściskali w dłoni, a który przestraszał-by krytyków, łączyło się z niewieścim prawie sentymentem dla wszystkiego, co bezbronne, co słabe, co piękne.

Lecz jeszcze większą namiętnością pochylonego wiekiem gospodarza Woli Cygowskiej było przechowanie pamiątek rodzinnych. Dom jego stary, zaklęsły w ziemię, był dla umiejących czuć i rozumieć przeszłość krajową piękniejszym nad wspaniałe muzea stolic europejskich. Czego tam nie było dla serca i rozumu! A jednak jacyśmy mali i mizerni! że już po prostu nie powiem: nikczemni. Przed kilku laty, zubożała rodzina słynnego drukarza Krzysztofa Plautina w Antwerpii zmuszona była sprzedać swój dom, chylący się do ruiny, swoje drewniane prasy drukarskie z XVI stulecia, swoje zużyte czcionki, kaszty i szafy, i otrzymała za to kilka milionów franków; a Prot Lelewel nie mógł otrzymać tysiąca rubli od wielkich tego świata polskiego za całą bibliotekę, gromadzoną przez Henryka, Kar. i J. Lelewelów! Była to stawka pokoju lub zgryzoty, może nawet przedłużenia życia pana Prota; ale grający zmykali jak zające. Biblioteka, pozostała w lamusie Woli Cygowskiej. Kompletowana przez autora Polski Wieków Średnich, posiadająca najzupełniejszy w kraju zbiór pism czasowych, kroniki, źródła prawa, dyaryusze, skazana jest zapewne na kupno zbiorowe i losowanie pomiędzy antykwaryuszami warszawskimi, zaledwo umiejącymi czytać, a następnie na rozproszkę po kraju i zagranicy. Gdyby kto się ośmielił prorokować podobny los bibliotekom Thierry’ch, Niebuhr’ów, Macaulay’ów, okrzyknięto-by go po prostu za waryata. Ale u nas trzeba w podobnych razach, z wykrzywionem przez szyderstwo obliczem powtarzać wzniosłe słowa doktora Kościoła: „Wierzę, ponieważ to niedorzeczność”…

Gorzkie łzy cisną się do oczu, i nie pozwalają mi rozpisać się jakby należało o zawodzie pisarskim pana Prota Lelewela. Wiadomo mi, że już w 16-tym roku życia pracował nad numizmatyką; że w roku 1820 stawał w szrankach krytyki historycznej; że pisał pamiętniki, których zostawił około dziesięciu tomów; że prostował Jochera co do dziejów czasopiśmiennictwa polskiego; że bronił wodza swojego, Dąbrowskiego; że napisał obszerny dwutomowy życiorys powinowatego swojego po matce, metropolity Cieciszowskiego; nadewszystko przygotował do druku, w części już ogłoszoną, w znacznej części oczekującą druku korespondencyą brata swego, Joachima. Ale ocenienie tego pozostawiam już przyszłości, tembardziej, że rodzina nieboszczyka postanowiła sumiennie uporządkować i podać na użytek publiczny puściznę umysłową nieboszczyka.

Ś. p. Prot Lelewel, jedyny z całego potomstwa doktora Henryka pozostawiający dzieci i wnuków, zaślubił w dniu 23 Kwietnia 1823 r. Józefę Slaską, zmarłą w r. 1850, z której miał czterech synów i dwie córki. Z tych troje już nie żyje; troje zaś, dwaj synowie: Tadeusz Karol i Zygmunt August, jedna córka, pani Wiesława Russocka, utrzymują przy życiu nazwisko Lelewelów. Do nich-to Joachim stosował epigraf z Miaskowskiego, zamieszczony na karcie tytułowej: Dziejów Polski opowiedzianych dla synowców w r. 1829:

„Gotuj się jedno ojczyźnie do sprawy,
Będąc potomkiem, bądź i dziedzic prawy
Domowej sławy.”

W. Korotyński

Kłosy: czasopismo illustrowane, tygodniowe
1884, t. 38, nr 981/2

 132 odsłon,  2 odsłon dzisiaj

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.