Pytanie o liczbę mieszkańców Wołomina jest nieco kłopotliwe. Wprawdzie dawno minęły czasy, kiedy na jedno mieszkanie przypadało tutaj aż 15 dusz, z czego 10 nie tyle martwych, co fikcyjnie zameldowanych, ale ciągle jeszcze statystyki niezupełnie odpowiadają rzeczywistości. Ojcowie miasta obliczają, że rzeczywistych wołominian jest w całym powiecie 170.000. Mniej więcej jedna szósta czyli około 27.000 mieszka w samym Wołominie. Informacja powyższa byłaby jednak niepełna, gdyby zabrakło jednej danej — otóż 33.000 obywateli powiatu wołomińskiego dojeżdża codziennie do pracy w Warszawie.

Wołomin, lata 70. fot. Jerzy Procajło

Bliskość Warszawy ma swoje dodatnie i ujemne strony. Niby w każdej chwili można dojechać do teatru, po modne buty, do eleganckiej kawiarni. Niby żyje się prawie w stolicy, wystarczy przystanąć na chwilę w drodze ze stacji do domu, popatrzyć uważniej na obłażące z tynku kamienice niewiadomego koloru, na wyboiste ulice z dala od centrum, by doznać wrażenia, że Wołomin leży trochę dalej niż 20 km od Warszawy. Ci, którzy tu wracają tylko na noc, milczą, ci którzy pracują na miejscu, narzekają. Patriotyzm lokalny prawie nie istnieje. Władze Wołomina nie mają więc łatwego życia — do czynów społecznych nikt się tutaj za bardzo nie garnie.

Ma Wołomin pięć szkół podstawowych, czyli przynajmniej o jedną za mało. Kuratorium bez wahania poparło nową inwestycję: „Pieniądze na budowę damy, ale moce musicie znaleźć sami!”. Ba, łatwiej powiedzieć, niż wykonać, zwłaszcza że wszelkie okoliczne „moce przerobowe”pracują dla stolicy. W Kobyłce (pow. Wołomiński), znanej głównie z licznych pieczarkarni, ma swoją siedzibę Mazowieckie Przedsiębiorstwo Budowlane. W Wołominie pracują duże Zakłady Stolarki Budowlanej. Tymczasem na mieszkanie czeka się tutaj po kilka lat, bo ciągle „brakuje mocy”.

Młodzi robotnicy z Wołomina narzekają na brak rozrywek — „ile można siedzieć przed telewizorem”. Stosunkowo najwięcej atrakcji dzieje się w zakładowym domu kultury, należącym do huty szkła. Hanka Bielicka, Maryla Rodowicz, Waldemar Kocoń i parę innych gwiazd estrady odnosiło na tutejszej scenie ogromne sukcesy. Ale takie imprezy zdarzają się raz na jakiś czas. Na co dzień zaś pozostaje kino, jedno jedyne na całe miasto. Nazywa się wprawdzie „Kultura”, choć lokal ma stary i ciasny. Zdobycie biletu, zwłaszcza na któryś z głośnych filmów, a tak było ostatnio z „Ziemią obiecaną”, wymaga hartu ciała i cierpliwości.

Wołomin, lata 70. fot. Jerzy Procajło

Wprawdzie od kilku lat coraz więcej się w Wołominie buduje, ale widać potrzeby rosną szybciej, niż możliwości, bo problem mieszkaniowy w dalszym ciągu pozostaje sprawą najpilniejszą. Bardzo cenna okazała się tutaj pomoc miejscowych zakładów przemysłowych, które finansują cześć nowych domów z własnych funduszów. W pobliżu Huty Szkła Laboratoryjnego, produkującej również butelki do pepsi-coli, powstaje obecnie nowe osiedle. Po drugiej stronie torów wyrosła „Nafta”, czyli dzielnica zamieszkana przez pracowników Wołomińskiego Przedsiębiorstwa Poszukiwań Naftowych, tego samego, które równo przed rokiem dotarło po raz pierwszy do lubelskiego węgla. Nowe osiedle za torami uchodzi wśród wołominian za najładniejszą i najjaśniejszą cześć miasta. Tam również znajduje się kawiarnia „Stylowa”, o której miejscowi powiadają, że jest najelegantszym Iokalem Wołomina.

Nowe osiedla przyzakładowe przypominają rzeczywiście jasne wyspy pośród morza udeptanych na klepisko podwórek i szpetnych starych domów z początków naszego wieku, kiedy to Wołomin przemieniał się w miasteczko. Wokół “huckich” bloków pozieleniało już trawnikami i drzewami. Pojaśniało latarniami. Tymczasem w starym centrum miasta ulice ciągle jeszcze toną w mroku; te równe, wyreperowane i te kiepskie, usiane dziurami. Ojcowie miasta twierdzą, że odpowiednia iluminacja i przebudowa staromiejskich ulic są drugim co do ważności — po mieszkaniach — zadaniem Wołomina. Żeby było gdzie mieszkać i gdzie spacerować, bo na razie park miejski wygląda raczej smutno, a w trzech tutejszych hotelach robotniczych rodziny z małymi dziećmi od lat czekają na własne mieszkanie.

Wołomin, lata 70. fot. Jerzy Procajło

Jeśli zaś chodzi o pracę w tutejszych firmach, to ludzie na ogół nie narzekają. Najlepszą sławą cieszy się huta szkła — „bardzo nowoczesna, a poza tym pracując tutaj, człowiek jest znany w Peru i w Szwecji — nie żeby bezpośrednio, ale z powodu eksportu”. Zakłady Stolarki Budowlanej, Przedsiębiorstwo Poszukiwań Naftowych i Spółdzielnia Inwalidów też mają dobrą opinię. Ale ciekawa i finansowo atrakcyjna praca to jeszcze nie wszystko, jeśli nie ma dokąd pójść i gdzie odpocząć. Wiele nadziei wiążą więc wołominianie z budową basenu krytego przy hucie i ośrodka rekreacyjnego w tzw. Czarnych Błotach. Na razie wprawdzie praca posuwała się naprzód dość opornie, ale władze obiecują przyspieszenie tempa robót.

Barbara Romanowicz

Życie Radomskie
16 maja 1975
nr 112

 136 odsłon,  1 odsłon dzisiaj

1 komentarz

  1. Avatar

    I KOMU to przeszkadzało ??????????????? 😀 )))

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.