Stefan Kamiński
Urodziłem się dn. 8 sierpnia 1919 r. w Wołominie przy ul. Miłej, w pobliżu ul. Łąkowej – obecnie ul. Mickiewicza. W roku 1922 rodzice moi zakupili dom w Wołominie przy ul. Warszawskiej Nr 8 róg ul. Nowej i od tej pory mieszkaliśmy tam do roku 1933. W roku 1925 brat mój Mieczysław zaprowadził mnie do szkoły powszechnej Nr 1 przy ul. Wileńskiej róg ul. Długiej (obecnie Legionów), którą ukończyłem w roku 1933. Wychowawcami moimi byli P. Wanda Bublewska a później P. Piotr Rostkowski.
W latach 30-tych istniała moda tworzenia podwórkowych klubów sportowych i my, mieszkańcy ulic Warszawskiej, Nowej, Chopina, Ogrodowej i częściowo ul. Wileńskiej utworzyliśmy sekcję piłki nożnej i siatkówki pod nazwą „Lilianka”. W roku 1933 większość kolegów i ja wstąpiliśmy do klubu sportowego „Huragan” którego lokal mieścił się przy ul. Wileńskiej róg Chopina na parterze II klatki schodowej w domu już nieistniejącym. W roku 1933 moi rodzice sprzedali dom na ul. Warszawskiej i przeprowadziliśmy się do nowo pobudowanego domu przy ul. Ręczajskiej – obecnie ul. Sikorskiego. W tym samym czasie po ukończeniu szkoły powszechnej zdałem egzamin do Szkoły Technicznej Kolejowej w W-wie na Bródnie, którą ukończyłem w roku 1936.
Jednocześnie z ukończeniem szkoły ukończyłem kurs przysposobienia wojskowego wraz z obozem w Nowym Dworze Mazowieckim. W roku 1935 jednostka nasza brała czynny udział w pogrzebie marszałka Józefa Piłsudskiego. W kwietniu 1938 r. zostałem zatrudniony na kolei i pracowałem w 5-tym odcinku sygnałowym przy dworcu Warszawa-Praga na Bródnie. Dnia 1 września 1939 r., kiedy Niemcy zaatakowali Warszawę zostaliśmy skoszarowani. Około 10 września zwolniono nas z obowiązków służbowych z uwagi na zbliżające się wojska niemieckie. Zrozpaczeni sytuacją, jaka zaistniała, wielu młodych ludzi – i ja razem z nimi, nie wstępując do domu rodzinnego w Wołominie, udaliśmy się na wschód w poszukiwaniu miejsca werbunku do wojska. W ciągu dwóch dni przemaszerowałem około 120 km poprzez Rembertów, Mińsk Mazowiecki, Siedlce dotarłem do Międzyrzeca Podlaskiego, żadnego punktu werbunkowego nie znalazłem. Na stacji w Międzyrzecu Podlaskim stał towarowy pociąg do którego wsiadłem i dojechałem przez Białą Podlaską do Brześcia. Tam też nie znalazłem możliwości wstąpienia do wojska. Po południu 12 września wsiadłem do pociągu towarowego który zawiózł mnie do Baranowicz. Tam otrzymałem miesięczne uposażenie od władz kolejowych. Następnie po spotkaniu kilku kolegów z pracy, znaleźliśmy pociąg, który miał kurs na południe Polski. Zajęliśmy przedział w wagonie pullmanowskim i pociąg ruszył, wlekąc się przez kilka dni, aż nagle stanął zupełnie. Dnia 17 września rano samoloty nadleciały nad stojące pociągi. Wyskoczyliśmy z wagonów i pokładliśmy się, oczekując na bombardowanie. Zamiast bomb zobaczyliśmy zrzucone ulotki, które informowały o wkroczeniu Armii Radzieckiej do Polski. Złapałem ulotkę i się rozpłakałem, że nastąpił koniec Polski.
W ciągu kilku dni stojące na torach pociągi pomału ściągnięto do stacji Kowel, a nasz skład umieszczono na torach bocznicowych. Przez kilka dni przebywaliśmy w tym pociągu nie mające żadnych wiadomości co będzie z nami dalej? W końcu około 10 października pociąg nasz ruszył w kierunku Czeremchy, a następnie do stacji Nurzec, w pobliżu rzeki Bug. Niektórzy ludzie przechodzili przez rzekę w bród, ja niestety nie skorzystałem z tej możliwości. Nie widząc innego wyjścia szukałem możliwości dostania się do rodzinnego domu. Ponieważ nikt z towarzyszy niedoli nie chciał mi towarzyszyć – sam ruszyłem w kierunku do domu przez Białystok. Dotarłem do ówczesnej granicy między Niemcami i Związkiem Radzieckim w Zarębach Kościelnych. Tam nieoczekiwanie spotkałem na peronie kolegę ze szkolnej ławy. Kolega zaprosił mnie do swoich rodziców, gdzie zostałem nakarmiony i po przespanej nocy ruszyłem przez granicę w kierunku Małkini. Pociągi do Warszawy chociaż nieregularnie ale kursowały. Tak znalazłem się w domu rodzinnym w Wołominie.
Rozpoczął się okres okupacji. W początku 1940 r. otrzymałem zawiadomienie z Magistratu o obowiązkowym stawieniu się na rynku w Ochotniczej Straży Pożarnej. Zgłosiło się 90 osób. Podzielono nas na dwie grupy. Jedna to obrona przeciwlotnicza, druga straż pożarna. Ja trafiłem do tej drugiej grupy i zostałem strażakiem. W każdą niedzielę przez okrągłe kilka lat uczęszczałem na ćwiczenia i brałem udział w gaszeniu wielu pożarów. W czasie okupacji, kiedy w Polsce wprowadzono kartki na chleb i inne artykuły codziennego użytku, w grupie czteroosobowej jeździliśmy rowerami na wsie i przywoziliśmy nielegalnie mąkę dla wołomińskich piekarzy. Największymi odbiorcami byli Stanisław Domurat i Witold Kakitek.
W początku roku 1943 do spółki z Jerzym Cudnym kupiliśmy sklep spożywczy przy ul. Legionów 20. Jednocześnie wstąpiliśmy do podziemnej organizacji. Chodziliśmy na ćwiczenia dzienne i nocne, a sklep nasz był pewnego rodzaju skrzynką pocztową. Tak było do Lipca 1944 r. W niedzielę 30 lipca 1944 r. kilkanaście czołgów rosyjskich wkroczyło do Wołomina.
W tym czasie nasza organizacja podziemna pod dowództwem Tećki – Telesfora Badetki organizowała pomoc czołgom rosyjskim, a już 3-go sierpnia wszyscy wycofali się z Wołomina, a wróciły oddziały niemieckie. Ja oraz wielu kolegów pozostaliśmy w Wołominie i dobrze zrobiliśmy, bo ci którzy poszli z Rosjanami poginęli w lasach Łochowskich w miejscowości Jerzyska. Po powrocie Niemcy dwukrotnie całkowicie wysiedlali ludność Wołomina na północną stronę. Kiedy 6 września 1944 r. armia radziecka zajęła Wołomin po kilku dniach na nasze tereny wkroczyła organizacja NKWD która zorganizowała Urząd Bezpieczeństwa oraz ośrodki obozowe w Wołominie przy ul. Piaskowej oraz w Ostrówku koło Klembowa. Z tych ośrodków kierowano aresztowanych członków Armii Krajowej do obozów w Borowiczach i Swierdłowsku, którzy przebywali tam od jednego roku do kilkunastu lat, a wielu nie doczekało dnia powrotu i pozostało tam na wieki. Między innymi wywieziono mojego brata Czesława urodzonego 6.01.1901 r. który jako ochotnik brał udział w wojnie w 1918 r. i 1920 r. Brat mój po 14-letniej służbie wojskowej zwolnił się z wojska w 1936 r. W tym roku ożenił się z Anielą Jędruch, współwłaścicielką kina „Adria” w sali straży pożarnej w Wołominie. W roku 1938 brat rozpoczął budowę budynku kinowego, który dziś nazywa się kino „Kultura” w Wołominie ul. Mickiewicza. Wywieziony do obozu rosyjskiego brat Czesław pozostał na nieludzkiej ziemi na zawsze. Pozostawił córkę Wandę Wójcik, artystkę malarkę żyjącą w Wołominie, oraz syna Leszka, który po ukończeniu szkoły morskiej w Gdyni wyemigrował do Stanów Zjednoczonych i tam został kapitanem statku, a później kapitanem portu w Nowym Orleanie.
Po aresztowaniu i wywiezieniu brata, aby uniknąć dalszych masowych aresztowań, wraz z Jurkiem – Jerzym Cudnym i Janem Hajdukiem po zamknięciu sklepu udaliśmy się w nocy, w końcu listopada 1944 r. do Tłuszcza, wstępując ochotniczo do Wojska Polskiego. Tego samego dnia byliśmy już skoszarowani na Majdanku koło Lublina, a następnie przydzielono nas do Brygady Zaporowej Nr 1. W Lutym 1945 r. jednostka nasza ruszyła piechotą do wyzwolonej Warszawy i zostaliśmy zakwaterowani w koszarach przy ul. Puławskiej róg Rakowieckiej. Po miesiącu zmieniliśmy lokalizację na Akademię Wychowania Fizycznego przy ul. Marymonckiej.

W końcu roku 1945 tak ja, jak i kolega Jerzy Cudny zwolnieni z wojska, ożeniliśmy się i kontynuowaliśmy pracę w sklepie, aż do połowy 1950 r. W czasie prowadzenia sklepu w dalszym ciągu byłem członkiem ochotniczej straży pożarnej, a w 1946 r. zostałem wybrany na członka zarządu i pełniłem funkcję skarbnika do 1956 r. W międzyczasie w roku 1947 przewodniczący Powiatowego Stowarzyszenia Kupców p. Antoni Koprowicz zrezygnował ze swojej funkcji, a na jego miejsce zostałem wybrany na Prezesa. Funkcję swoją w roku 1950 przekazałem kol. Marianowi Moczulskiemu.
Niemcy wycofując się z Wołomina zburzyli kościół. Władze kościelne w tej sytuacji zwróciły się do Zarządu Och. Straży Pożarnej o umożliwienie prowadzenia obrzędów religijnych w naszej sali, która stanowiła jedyny możliwy punkt do sprawowania usług religijnych. Po wybudowaniu kaplicy władze kościelne opuściły strażacką salę, a Zarząd straży wynajmował salę różnym ekipom teatralnym. W tym czasie gościliśmy w naszej sali takie sławy jak Mieczysław Fogg wraz z iluzjonistą występującym pod pseudonimem Nemo. Gościliśmy również p. Tolę Mankiewiczównę – wspaniałą śpiewaczkę i pianistkę, oraz wiele innych zespołów. My zaś jako strażacy organizowaliśmy cotygodniowe potańcówki w celu uzyskania funduszy na potrzeby straży która żadnych dotacji znikąd nie otrzymywała.