
W 1939 roku, kiedy zaczęła się II wojna światowa, Ojciec miał 44 lata i nie został powołany do wojska, ale z obydwoma braćmi Mamy poszli w kierunku wschodnim szukać wojska. W Zielonce stały baterie armatek przeciwlotniczych, nie było więc bezpiecznie. Obie z Mamą przeniosłyśmy się do znajomych, którzy mieli dom w lesie, ale z tego domu Wojsko Polskie kazało wszystkim wyjść. Brat Mamy, Edward, który poszedł razem z Ojcem, mieszkał z rodziną w Zielonce na górce – tam stał dom, ogród był w dole, a schodziło się ścieżką trawersującą dość strome zbocze. W tym zboczu pod ścieżką była wykopana jama, zamknięta solidnymi drzwiami, która służyła jako zimna piwnica. Tam przed nadejściem Niemców, i ewentualnym bombardowaniem, schroniło się kilka kobiet z dziećmi, w tym Mama i ja. Drzwi wejściowe były dobrze zamaskowane.
Nikt nie wiedział, jak się będą zachowywać Niemcy, jak długo będzie trwała bitwa o Warszawę, która przetaczała się nad naszymi głowami. Pamiętam, że kiedy nad nami słychać było biegnących po ścieżce żołnierzy niemieckich, wszystkie zamarłyśmy ze strachu, nawet malutkie dziecko przestało płakać — taki nastrój panował w tej piwnicy.
Kiedy Warszawa została zajęta, front wojenny przesunął się, wyszłyśmy z piwnicy i wróciłyśmy do domu, broniąc go przed zajęciem na kwatery dla żołnierzy niemieckich. Obecność dość znacznej gromadki dzieci, z których ja byłam najstarsza, trochę odstraszała frontowe wojsko. Jedynie moja Mama znała język niemiecki i to ona pertraktowała z wojskowymi.
Mama była osobą odważną i dobrze zorganizowaną, przeżyła I wojnę światową, była członkiem POW (Polskiej Organizacji Wojskowej) i chyba najstarszą z mieszkających tam kobiet. Było nas około 30 osób, rano gotowało się gar kawy, do tego pajdy chleba i masło, dla dzieci — kakao. Obiad to był kocioł zupy z mięsem (najczęściej drobiem), na kolację znowu kawa i do tego chleb z serem.
W październiku 1939 roku wrócili bracia Mamy. Mama bardzo niepokoiła się, czy Ojciec nie dostał się do niewoli sowieckiej, już wtedy przeczuwała, że sowieckie więzienie, to miejsce, z którego trudno wrócić. Na szczęście w połowie października wrócił Ojciec w mundurze polowym, cały i zdrowy, zamieszkaliśmy więc z powrotem w naszym mieszkaniu. Oboje Rodzice prędko znaleźli kontakt z ludźmi, którzy organizowali opór przeciwko Niemcom. W listopadzie 1939 roku odbyło się u nas w domu pierwsze zebranie konspiracyjne. Praca konspiracyjna trwała dla nas trojga do marca 1944 roku, kiedy zostaliśmy aresztowani przez Gestapo.
Biała apaszka
wspomnienia Janiny Kowalskiej “Mirka”,
najmłodszej łączniczki AK II Rejonu “Celków”
Towarzystwo Przyjaciół Zielonki
Zielonkowskie Zeszyty Historyczne Nr 3/2016