
W Radzyminie, w tym Radzyminie, gdzie w połowie sierpnia rozegrał się tragicznie piękny epizod bitwy o Warszawę (ks. Skorupka), rozegrał się też niedawno inny epizod innego zgoła charakteru: jedyną bibljotekę tamtejszą zamieniono na szynk. (patrz koresp. z Radzymina we wczorajszym N-rze „Rob.”). Nawet święte kości obrońców kraju, świeże jeszcze zwłoki, pamięć ognia i krwi — nie użyźniły gleby serc i rozumów. Jedyne źródło oświaty publicznej w Radzyminie zamieniono na szynk.
Gdy nauczycielstwo b. Królestwa zwróciło się do przewodniczącego sejmowej komisji budżetowej z żalami, austrjacki ekscelencja i minister haniebnej pamięci Rady Regencyjnej, poseł Głąbiński odpowiedział: — Ja tam Galicjok, ja tu waszych spraw nie znam. Ekscelencja powinien był dodać — i nie chcę znać. Ekscelencja pilnie, sumiennie studjował bo wiem przez całe życie stosunki wiedeńskie, tyrolskie, oraz innych krajów Jego Apostolskiej Mości i dlatego został ministrem — koleji — nic więc dziwnego, że nie miał czasu, ani też nie ma go na zajmowanie się budżetem nauczyciela ludowego z Królestwa. Cynizm ekscelencji i cynizm innego „Galicjoka”, posła Godka, który z taktem samem lekceważeniem pożegnał nauczycieli jest znamienny. Obaj ci suwereni, gdy idzie o dolę nauczyciela ludowego, a więc o sprawę oświaty, stoją na poziomie kołtunów radzymińskich, którzy bibljotekę zamienili na szynk. Oczywista, Oświata grozi zagładą polskiemu kołtuństwu, polskiemu zacofaniu, polskiemu niechlujstwu kulturalnemu, którego obrońcami są Godki, Głąbińscy, Gdyki, Teodorowicze i kołtuny, wszechkołtuny Wszech-Polski. Wódka natomiast, wódzia, gorzała ukochana, to duch opiekuńczy, to anioł stróż ciemnoty, to rajfur wstecznictwa, to najlepszy środek utrzymania ludu w otępieniu senatorskiem. Każdy Głąbiński, gdy go zapytają o oświatę, odpowie: „ja się na tem nie znam”, i każdy Głąbiński, gdy mu napomkną wódkę, rzeknie: „oto jest opoka, na której buduję”.
Lecz lud to wie, wie dobrze już proletariat, zaczyna rozumieć to nawet chłop pomiędzy dwoma alternatywami: wódka czy książka, wybierać zaczyna książkę. Chłopi pchają swe dzieci do szkół. Panowanie wyszynków, okowity, klechów i Głąbińskich stanowczo zagrożone. Brońcież się, brońcie rycerze okopów świętej trójcy: wódki, żandarma i kazalnicy-trybuny, bo wam aniołowie światła wydali wojnę śmiertelną.
Dn. 11 b. m. pracownicy Elektrowni warszawskiej uchwalili na wniosek tow. Neubauera, że ci członkowie analfabeci, którzy nie zabiorą się do nauki czytania, zostaną przez związek pozbawieni pracy. Zasię w roku ubiegłym socjalistyczny magistrat łódzki zaprowadził przymus nauki szkolnej dla dzieci. Drżyjcie senatory! Lud pomiędzy wódką senatorską a socjalistyczną ideą: „wiedza to potęga” — wybrał wiedzę. Na nic wasze Senaty! Zginiecie razem z gorzelniami, karbowymi i lokajami — zmory pańszczyźnianej przeszłości.
Robotnik – centralny organ P.P.S.
R.26, nr 293 = nr 1080