Kiedy Polacy przejęli władzę, starosta wołomiński Orłowski zwlekał z udzieleniem mi koncesji na odlewnię. Należy tu zauważyć, że zarówno Orłowski, jak i jego pomocnik Piotrowski byli tolerancyjni w stosunku do Żydów.

Był to dla mnie duży problem, bo chciałem być polskim obywatelem ze wszystkimi prawami. W końcu po kontroli, którą przeprowadziła specjalna komisja, otrzymałem koncesję.Czytaj dalej

Dla Żydów nadeszły czasy ciężkich prześladowań: wygnania, aresztowania (…). Warszawa pełna była uchodźców, którzy uciekli przed Rosjanami oraz Niemcami. Tutaj tłum uchodźców napierał bezładną masą na gminę warszawską. Wielu uchodźców rozproszyło się po okolicznych miasteczkach, dotarli też do Wołomina. Żydzi wołomińscy przyjęli uchodźców niezwykle ciepło i z wielką litością. Rozlokowano ich w żydowskich domach i rodzinach, organizowano wszelką pomoc.Czytaj dalej

W Jidysze Sztub w Wołominie (małej tradycyjnej szkółce żydowskiej; w chederze) w sposób zorganizowany uczono zachowania i kultury: tak powinno się prowadzić, to wolno robić albo nie. Małe i mniejsze dzieci nie były filozofami ani teologami, nie dumały i nie teoretyzowały, ale były dalekie od rozpuszczenia, zaniedbania. Autorytet ojca był duży, od małego do dużego każdy czuł swoją powinność żydowską. Ten sam los wiązał wszystkich ściśle ze sobą pod tym samym jarzmem.Czytaj dalej

Do Wołomina przybyłem po raz pierwszy w 1915 roku, trafiłem do małej i biednej osady, w której od razu poczułem sympatię do kochanych żydowskich ludzi. W Warszawie obracałem się w towarzystwie zasymilowanych Żydów, częściowo też wśród rdzennych Polaków, ale głęboko w sercu czułem tęsknotę do prawdziwych Żydów. Żył we mnie duch mojego dziadka, który był gabajem (administratorem synagogi) u rabina Dawida Talnera, i śpiewały we mnie nigunim (melodie chasydzkie), które zawsze słyszałem u ojca w pokoju. W naszym miasteczku, Gołowaniewsku koło Humania, wogóle umiało się śpiewać. Śpiewało się pieśni przy Melawe–Malke (posiłku po zakończeniu Szabatu) i przy trzech posiłkach (w ciągu Szabatu). Tylko, że chasydzi Talnera śpiewali z większym zaangażowaniem, z większym ogniem, radością. Były też nigunim pełne tęsknoty. Dziadek powiedział: „Dusza (człowieka) tęskni, żeby wrócić do swoich korzeni”. Byłem wtedy jeszcze dzieckiem, ale tamte słowa i nigunim utrwaliły mi się w pamięci i w duszy, a kiedy przybyłem do Wołomina i spotkałem tych prawdziwych, żydowskich ludzi, odżyła we mnie na nowo tęsknota za Talnerem, moim ojcem i chabadzkimi nigunami, chociaż były tak różne od tych, które śpiewali polscy chasydzi.Czytaj dalej

Starając się zachować chronologię wydarzeń, sięgam do lat trzydziestych naszego stulecia.

W hucie szklanej “Praca”

… której udziałowcami byli zamożniejsi majstrowie, stwierdzono wybitnie szkodliwe działanie, tak zwanego “psucia szkła”. Działanie to, którego sprawcy nie dawało się wykryć, przynosiło udziałowcom i pracownikom poważne szkody, grożące utratą wiarygodności huty u odbiorców wyprodukowanych wyrobów szklanych. Gdy rutynowe działania śledcze dla wykrycia sprawcy niszczenia wyprodukowanych wyrobów, a nawet samej huty i pozbawieniem pracy licznej grupy pracowników, zawiodły, ktoś wpadł na pomysł zastosowania metody niekonwencjonalnej.Czytaj dalej

Pierwsza wizyta

W kwietniu 2007 roku wraz z moją przyszłą szefową Izoldą i płk dr Markiem Tarczyńskim, historykiem wojskowości i znawcą historii wojny 1920 roku, autorem wielu publikacji na jej temat, odwiedziłem „Polakówą Górkę”. Zaciekawiony historią boju pod Ossowem i jej szczegółami, jakie przekazywał pułkownik, oraz przekazaną przez niego legendą, że tu oto spoczywają żołnierze sowieccy polegli w boju pod Ossowem, zacząłem bacznie rozglądać się po okolicy. Wiedziałem że to, co pod ziemią, może wyjść na wierzch za sprawą lisów i kretów – no i narozrabiałem. W jednej z lisich nor znalazłem kość. Wyobraźnia podpowiadała potwierdzenie opowieści: bolszewik. Kość, a właściwe krąg kręgosłupa, biały i wysuszony, aż chciał być bolszewikiem. Zwróciłem na niego uwagę pułkownika, któremu również oczy zabłysły. “Zabieramy!” – podpowiedział. Zrobiłem parę zdjęć znaleziska kładąc dla porównania obok niego oczywisty i łatwy do zwymiarowania przedmiot – zapalniczkę i zapakowałem znalezisko do folii z paczki papierosów. No i się zaczęło… Tego samego dnia obiegłem trzech lekarzy nie wyłączając ostrego dyżuru w szpitalu wołomińskim z przepakowanym już do eleganckiej koperty kręgiem. Żaden z nich nie potwierdził “ludzkości” znaleziska. Izolda w tym czasie przygotowała pismo, przekazała znalezisko Policji i sama naraziła się na zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci. Została przesłuchana, a kość przekazana do właściwej rejonowo komendy policji w Zielonce. Po roku przyszła ekspertyza z Zakładu Medycyny Sądowej w Krakowie i umorzenie postępowania w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci, gdyż kość okazała się kością cielęcą którą lis zwędził w zabudowaniach, ogryzł i wywalił za norę.Czytaj dalej

Kolejna rocznica najazdu potężnych armii hitlerowskich na Polskę, zaktywizowała moją pamięć o wielu wydarzeniach, dziejących się na terenie Wołomina w okresie okupacji. Wspomagając się również pamięcią jednego z moich kolegów, Stefana W., opiszę jedno z tych wydarzeń, w którym wyżej wymieniony kolega brał bezpośredni udział.Czytaj dalej

Wołomin – miasto o siedem lat starsze ode mnie. Kawał historii! A jaki kawał to wspomnę, tylko co taki noworodek jak ja, dorastając, “najprzód” wiedzieć powinien o Żydach i o zwierzętach: Żydzi łapią dzieci na macę i twoim obowiązkiem jest nie dać się złapać. Udawało mi się. Było to prawdą, bo najstarsi ludzie to pamiętali.Czytaj dalej

Jest w Warszawie miejsce ściśle związane z okupacyjnymi losami Wołomina. Położone jest ono u zbiegu ulic Puławskiej i Goworka, w okolicach niedawno wybudowanego biurowca. Tam właśnie 3 grudnia 1943 roku hitlerowcy dokonali egzekucji 100 osób, wśród których byli członkowie konspiracji aresztowani w Wołominie w dniu 6 listopada 1943 roku.Czytaj dalej

Los zdecydował, że autor niniejszego wspomnienia o ks. Janie Golędzinowskim ujrzał światło dzienne na praskim Kamionku. Fakt ten, potwierdzony świadectwem chrztu, spisanym w stareńkim drewnianym kościele, w miejscu gdzie obecnie stoi okazała świątynia pw. Matki Bożej Zwycięskiej, był w latach młodości autora przedmiotem dumy. Niewątpliwie też szczęśliwy los zdecydował, że w maju 1926 r. autor wraz z rodziną zamieszkał w Wołominie i sprawy tego miasta oraz jego mieszkańców stały się dla autora dominującymi.Czytaj dalej

Stanisława Maria – córka nauczyciela Aleksandra Metelskiego i Marii z Nowosielskich, urodziła się 20 kwietnia 1913 r. w Puławach.

W trakcie pracy zawodowej była nauczycielką 7-klasowej Publicznej Szkoły Powszechnej Nr 1 i Nr 2, Publicznej Szkoły Powszechnej III stopnia Nr 4 w Wołominie, Publicznej Szkoły Powszechnej III stopnia w Lipinach oraz Państwowej Szkoły Powszechnej dla Pracujących w Wołominie.Czytaj dalej

W czerwcu 1960 r. zgłosiłem się na apel bodajże Expressu Wieczornego, który z Polskim Związkiem Kolarskim organizował kolarski Rajd Grunwaldzki. Trzeba była pojechać turystycznie z domku z Wołomina do miejscowości Kownatki na przedpolach Grunwaldu. Przejazd trzeba było potwierdzać pieczątkami w poszczególnych miejscowościach wybranej trasy. Trasa była spokojna, samochody jeździły, owszem, ale gdzie im do dzisiejszego ruchu na tym szlaku! Spałem pierwszy raz sam gdzieś za Mławą w stodole u gościnnego gospodarza. Ponieważ bałem się, że w nocy zostanę okradziony, na wszelki wypadek przywiązałem rower do sznurówek buta i na dodatek położyłem na rower worek z cementem. A spałem niespokojnie, więc rano nie mogłem się doczyścić z resztek cementu, na dodatek gościnny gospodarz uraczył mnie nieprzegotowanym mlekiem wiec dalszy ciąg rajdu spędzałem często w krzakach. Wreszcie dojechałem do Kownatek pod Grunwaldem. Tam również był jeden z etapów IX Międzynarodowego Rajdu Kolarskiego organizowanego przez PTTK i tam poznałem Henryka Gintera – organizatora zawsze ubranego w pumpy (spodnie zapinane pod kolanami), długie skarpety, zawsze w białej furażerce. Kiedy dowiedział się, że jestem z Wołomina omal się nie rozpłakał – nie wiedziałem dlaczego.Czytaj dalej

Szkoła Podstawowa nr l w Wołominie powstała w roku szkolnym 1918/1919, przekształcona z 3-oddzialowej szkoły z jednym nauczycielem (p. Pardo), na 7-klasową szkołę publiczną z kilkoma nauczycielami. Pierwszym kierownikiem tej szkoły przy ulicy Warszawskiej był p. Michniewski, a następnie Szymon Radziewicz. W 1924 roku szkoła została podzielona na żeńską i męską, i przeniesiona do gmachu przy ulicy Wileńskiej, gdzie jest do dnia dzisiejszego.

W okresie okupacji hitlerowskiej przy męskiej szkole prowadzono tajne, zarejestrowane komplety gimnazjalne.Czytaj dalej

Sądzę, że rok 1936 będzie miał prawo zapisać się na łamach historii tak ogólnoświatowej, jak i poszczególnych narodów. Dzieją się rzeczy, które znamionują nową erę ludzkości. Jednakże, gdy zastanowić się głębiej nad istotą tego, co spostrzegam przykładając do tego moją miarę rozumienia życia i historii, trochę obawiam się, że ta zapowiedziana era, to tylko powracająca fala czegoś dawnego, znanego i właściwie dla istoty życia ludzkiego mało ważnego. Wielkie – nie wiem, czy tak – ale głośne i… nowe słowo “totalizm” jest znamieniem idących czasów.Czytaj dalej