Samochód się spóźniał. Minęła pierwsza trzydzieści, później druga i jeszcze druga trzydzieści. I chyba także trzecia. Genia [Goryszewska] zatelefonowała do Wołomina 18, do tej obywatelki Haberkowej […]. Już jechał. Zepsuł się w czasie porannego objazdu terenu przez sekretarkę Partii. Ale jest naprawiony. Jest w nim Haberkowa. […] Praga. Miejsce dawnego spalonego dworca Wileńskiego, skąd od dzieciństwa szły pociągi do Wołomina. […]

Wreszcie jest coś znajomego. O, tu stała buda Fiszerów, którą przenosili ze sobą jak kuferek. Tu był dom Terechowa (Fersena). Jeszcze jest, ale inny. Wjeżdżamy w drogę leśną bez drzew. Jasno, przewiewnie, nago. Dom Okoniów (Brackich) jest. Ale ani śladu Wasiaków (Dziobaków) ani Siennickich (Fuśniaków). Pusto. Duży samochód bez wysiłku wdrapuje się na tę drogę, którą między wysokimi, ciemnymi sosnami jeździłam na [koniu] Pomidorze. Jest dom niczym nie osłonięty, zmieniony. Jakieś chorągwie i delegacje. Młodzież ze szkół z kwiatami. […] Dużo osób.Czytaj dalej

Obejmuję moją pamięcią okres od roku 1926, w którym jako niespełna siedmioletni warszawianin, wraz z rodziną zamieszkałem w Wołominie. Miasto, a zwłaszcza jego peryferie, zrobiło na małym mieszczuchu bardzo korzystne wrażenie, a powodów ku temu było wiele. By czytelnicy mieli jakiś punkt odniesienia do stanu obecnego, prezentowanego przez cywilizowane przez ponad 60 lat miasto, wymienię kilka charakterystycznych szczegółów, które tak zachwyciły małego ekswarszawianina.Czytaj dalej

Kryzys się ustala i jak niektórzy twierdzą, pogłębia się. Objawy kryzysu z pewnością. Więcej nędzy wśród bezrobotnych – rozpaczy. Mimo to, w szkole musi być coraz lepiej. Może umożliwia to fakt, że dzieci, w beztrosce nie rozumieją tego, że im jest źle, co całe społeczeństwo stara się wmówić im wszystkimi siłami. Naszym głębokim życzeniem jest, by  odporność natury dziecięcej zwyciężyła nastrój przygnębiający i pracowała z zapałem. W naszym życiu szkolnym formują się zasadnicze zmiany. Dużo się mówi o nowych programach szkolnych,  których pierwszym ptakiem był program oddziału I-szego. Spadł na nas – średnio przygotowanych. Wielu z nas pomieszało pojęcia nauczania łącznego z pojęciem metody wyrazowej (wariant II-gi).Czytaj dalej

W roku 1927 zamieszkałem na stałe w Wołominie przy ul. Wileńskiej 9. Byłem wówczas studentem Szkoły Głównej Handlowej. Wcześniej już przyjeżdżałem do Wołomina w okresie wakacyjnym, gdyż ojciec mój miał niewielką posiadłość, dom z ogrodem. Jako młody człowiek szybko poczyniłem znajomości i przyjaźnie zawarte wspólnym zainteresowaniem: sportem piłkarskim. Koledzy moi, wołominiacy z tego okresu: Marian Burakowski, Saturnin Dobrowolski, Józef Nowik, Kazimierz Toczek, Kazimierz Artke, Jerzy Skowroński, Stanisław i Teofil Wilczyńscy, Czesław Nadaj, Julian i Jerzy Uchmańscy, Zdzisław i Maciej Hasselbuszowie, Stanisław Billewicz, Jerzy Kolman, Czesław Pąk i inni, przyciągnęli mnie do Klubu Sportowego Huragan, którego razem z nimi stałem się zaprzysiężonym entuzjastą i działaczem.Czytaj dalej

Data napisania niniejszego tekstu nie jest przypadkowa. Przywodzi ona autorowi pamięć o wydarzeniu, które miało miejsce w r. 1943 w Warszawie i w którym dokonał się akt jednej z wielu egzekucji ulicznych, wykonanych przez hitlerowskiego okupanta.

W egzekucji, w której zamordowano stu Polaków, a miało to miejsce pod bramami nieistniejącej już zajezdni tramwajowej przy ul. Puławskiej, na wprost ul. Rakowieckiej, zginęło 12 mieszkańców Wołomina. Oto ich nazwiska: Henryk Rudziński, Władysław Laskowski, Jerzy Kamiński, Franciszek Kościelski, Tadeusz Kościelski, Waldemar Gilski, Zdzisław Haberko, Zenon Trojan, Tadeusz Wójcik, Władysław Preksler, Józef Wierzbicki, Jan Zimny.Czytaj dalej

Zacznę od przeglądu stosunków politycznych naszego państwa. Rośnie jego znaczenie w rodzinie państw europejskich i w całym świecie. Sławę Polski niosą za granicą sporty, muzyka, nauka, wychodzimy z odmętów lekceważenia  nas. Coraz częściej ciekawe oczy obraca ku nam Europa, a u nas dzieją się ważne rzeczy. Nasze życie państwowe chore było na… brak większości rządowej w Sejmie i Senacie. Zaradzono temu utworzywszy Bezpartyjny Blok Współpracy z Rządem, który w tegorocznych wyborach uzyskał przemożną większość posłów. Rząd, byle rozumny i zacny, ma możność dźwigać państwo i naród, zmieniać to co jest wadliwe, nie tracić czasu na zwady i kłótnie, lecz pracować, bo czasy są niezmiernie  ciężkie. Wciąż żyjemy pod groźbą odwetu ze strony Niemiec i Bolszewicji, a najgroźniejszy wróg –  to bezrobocie, któremu trudno zapobiec, a które i u nas i w całym świecie  stale się powiększa.Czytaj dalej

Stefan Ryszkowski pamięta wiele. Choć całe prawie życie poświęcił harcerstwu, to los sprawił, że w czasie wojny często bywał na terenie wołomińskiego getta. Obserwował odbywające się tam egzekucje i jest przekonany, że w ziemi pod stadionem spoczywają szczątki pomordowanych w tym miejscu Żydów.Czytaj dalej

Po II wojnie światowej stan naszego przemysłu szklarskiego był niezwykle trudny, by nie powiedzieć – opłakany. Na uruchomienie oczekiwało około 100 hut szkła. Niestety wszędzie brakowało kadry inżynieryjno-technicznej. Przyczynił się też do tego zwyczaj sprzed I i II wojny światowej, że zatrudniano do tego celu głównie cudzoziemców, którzy niestety już nie wrócili do pracy i część kadry także wyginęła. Konieczność przejęcia i możliwie najszybszego uruchomienia kilkunastu hut na ziemiach zachodnich jeszcze bardziej dramatyzowała ten problem, gdy trzeba było uzupełniać brakujące maszyny, sprzęt i ratować opuszczone huty przed gangami złodziejskimi zwanymi wówczas szabrownikami. Priorytetem dla zniszczonego kraju stała się pilna potrzeba szkła okiennego i gospodarczego. Czytaj dalej

Zima roku 1929-ego zaznaczy się na długie lata w pamięci mieszkańców Europy. Fala silnych mrozów przeszła przez kraje Europy. Takich mrozów najsŁarsi ludzie nie pamiętali. Mróz w nocy z 7-go na 8-go lutego dochodził do 43° Celsjusza. Przy tym spadła ogromna masa śniegów, często tamująca komunikację. Używali w tym roku narciarze i saneczkarze Dla nich białe puchy śnieżne, to radość życia, to rozkosz pędu przez prześliczne, białe rozłogi wyiskrzone mrozem, śmiejące się do słońca brylantami i bielą, nieskalaną. Na torach saneczkarskich, na terenach narciarskich, na ślizgawkach ruch, śmiech, wesele… ale w ubogich izbach nędzarzy straszna niedola szczerzyła zęby… Dla biedaków straszne były długie tygodnie mrozów. Zimą i tak zawsze im trudno, i tak im zimno w nie dość ogrzewanych izbach, ale w tym roku to już było klęską. Parę zarobionych groszy trzeba było podzielić pomiędzy chleb i węgiel. Trzeba było chleba zjeść mniej, aby było przy czym ugotować strawy, bez której w zimnej izbie nie można by wyżyć. A bywały dni, w których nie można było dostać węgla. Nie spodziewano się takich katastrofalnych mrozów, zapasy były małe, dowóz w skutek zawiei śnieżnych niemożliwy.Czytaj dalej

Marzyłam o tym, że wyjadę zagranicę jako przedstawiciel handlowy – mówi Janina Martelińska, założycielka Szkoły Handlowej w Wołominie.

W mieszkaniu pani Janiny Martelińskiej przy ul. Mostowej na warszawskim Starym Mieście jest bardzo dużo zdjęć, zarówno w albumach, jak i poustawianych w ramkach. Najwięcej ze Lwowa i z Wołomina. Lwów to czasy studenckie, na amatorskich fotkach panna Janina, ładna i roześmiana, zawsze otoczona jest przyjaciółmi. Zdjęcia wołomińskie to przypomnienie szczęśliwych chwil młodego małżeństwa Martelińskich. Wołomin to także ustawieni rzędem uczniowie, pozujący do pamiątkowej fotografii wraz z kierowniczką Szkoły Handlowej.Czytaj dalej

Odszedł 22 listopada 2010 roku
Miron Paweł Cichecki
zasłużony, honorowy obywatel miasta Wołomina 

Taką wiadomość mieszkańcy Wołomina przekazywali sobie przez kilka dni. Przystawali pod “drzewem pamięci” przy ulicy Kościelnej róg Legionów, by przeczytać nekrolog informujący o dacie śmierci i dacie uroczystości pogrzebowych, a nade wszystko informacje o CZŁOWIEKU, który w 2005 r. otrzymał tytuł “Honorowego Obywatela Wołomina”. Wówczas znalazł się wśród takich osobistości jak: Józef Piłsudski, Henryk Konstanty Woyciechowski, Władysław Korsak, Edward Śmigły Rydz, ks. Jan Sikora i ks. abp Sławoj Leszek Głódź.Czytaj dalej

Rodzinny dom Zofii Nałkowskiej obchodzi właśnie swoje stulecie. Został zbudowany w 1895 roku przez ojca Pisarki, Wacława Nałkowskiego.

Na osiedlenie się właśnie pod Wołominem namówił podobno Wacława Nałkowskiego dawny jego krakowski kolega – Konstanty Woyciechowski, właściciel dworu i majątku w Wołominie. Nałkowski przez całe życie, mimo ogromnej pracowitości, borykał się z trudnościami finansowymi. Zakup kawałka piaszczystej ziemi i wystawienie na niej domu były jedynymi w jego życiu większymi wydatkami.

Zofia Nałkowska wspominała:

Wówczas to rodzice zdecydowali się kupić na spłaty niedaleko od Warszawy trzy morgi piaszczystego porosłego sosnami wzgórza, które ojciec nazywał wydmą utrwaloną, i za pożyczone na hipotekę pieniądze postawić drewniany domek

(Mój ojciec, 1953).

Czytaj dalej

W okresie międzywojennym Wołomin nie posiadał ani jednej szkoły średniej. Młodzież po ukończeniu szkoły powszechnej kontynuowała swą naukę w średnich szkołach zawodowych lub gimnazjach w Warszawie. Zresztą procent tej młodzieży był znikomy. W roku 1932, gdy sama po ukończeniu 6 klas szkoły powszechnej zaczęłam uczęszczać do prywatnego gimnazjum żeńskiego na Pradze, miałam zaledwie 3 koleżanki ze szkoły macierzystej w Wołominie. Do szkoły zawodowej młodzież szła po siedmiu klasach, ale nawet często i zdolni uczniowie rezygnowali z dalszej nauki i zwykle znajdowali pracę w hucie lub u dość licznych rzemieślników prywatnych. W okresie okupacji rzadko już ktoś odważył się na kontynuację nauki w Warszawie, tym bardziej, że gimnazja zostały zamknięte w ogóle lub zamienione na różne typy szkół przysposobienia zawodowego. Zostało tylko tajne nauczanie, które chociaż szeroką siecią objęło Warszawę, to jednak było niedostępne dla młodzieży z poza Stolicy.Czytaj dalej

Urodziłam się kilka lat po pierwszej wojnie światowej i jak tylko sięgam pamięcią w dwudziesto- i trzydziestolecie ubiegłego wieku Wołomin kojarzy mi się z widokiem atłasowego chałata i żydowskiej jarmułki. Małe miasteczko podwarszawskie, z ludnością kilkunastotysięczną, miało przynajmniej trzecią część swej populacji pochodzenia żydowskiego.

Wprawdzie byli i Rosjanie całkowicie spolonizowani, i garstka Niemców – ewangelików, ale ci ludzie nie rzucali się absolutnie w oczy, natomiast Żydów widziano wszędzie. Całe ówczesne “city” Wołomina: ulica Warszawska, Kościelna, Legionów (Długa) czy Wileńska głośne były od ciągłego gwaru w języku jidysz – mieszaniny niemieckiego, hebrajskiego i polskiego. Im dalej od centrum miasta, tym Żydów widziano mniej.Czytaj dalej