Rok 1947, Wołomin - okolice dzisiejszej ul. Piaskowej
Po wyzwoleniu Wołomina przez armię sowiecką w dniu 6 września 1944 r. linia frontu ustabilizowała się na dłuższy okres nad Wisłą; walki niemal ustały aż do początku stycznia 1945 r., gdy wreszcie zaczęła się długo oczekiwana ofensywa Sowietów, która doprowadziła do ostatecznego wyzwolenia ziem polskich. Wołomin przez ten okres znajdował się tuż za linią frontu, dwukrotnie był też ostrzeliwany przez dalekonośną artylerię niemiecką. W okresie zastoju frontu nad Wisłą miasto było niezwykle nasycone wojskami, żołnierze sowieccy stacjonowali niemal w każdym domu, wszędzie było pełno sprzętu wojskowego, ulicami niejednokrotnie przejeżdżały słynne „katiusze”, budzące sensację wśród mieszkańców. W Wołominie zainstalowały się liczne sztaby jednostek frontowych, czasowo przebywał tu nawet dowódca pierwszego Frontu Białoruskiego, słynny marszałek Georgij Żuków.

W ślad za armią frontową pojawiło się w Wołominie NKWD. Za swoją siedzibę obrał drewniany dom przy ulicy Piaskowej, własność nauczyciela Napłoszka zasłużonego w tajnym nauczaniu. Dzisiaj budynek ten nie istnieje, a parcela stanowi własność przedsiębiorstwa Gazomontażu. Siedziba NKWD zdobyła wkrótce w Wołominie złowrogą sławę. W jej podziemiach znajdowały się piwnice przeznaczone na więzienia, na parterze mieściły się m.in. izby służące dla przesłuchań oskarżonych. A tymi oskarżonymi byli głównie Polacy, członkowie podziemnego ruchu oporu związanego z rządem polskim na emigracji. Byli wśród nich działacze partii politycznych obozu prolondyńskiego, pracownicy podziemnego aparatu państwa polskiego, żołnierze Armii Krajowej, Batalionów Chłopskich i Narodowych Sił Zbrojnych. Najcięższe represje spadły na tych ostatnich. W katowni NKWD uwięzieni zostali m.in. przywódca Stronnictwa Narodowego w Wołominie Józef Bieniek i żołnierze NSZ Kazimierz Madaliński, Stanisław Kupcza, Jerzy Cichocki, Aleksander Zalewski, Bronisław Ostrowski, Witold Ostrowski, Witold Włoczkowski i Lech Koluszko. Po okrutnym śledztwie, oskarżeni o działanie na szkodę ZSRR, zostali skazani przez sąd wojskowy dnia 11 stycznia 1945 r. na kary śmierci (Malinowski, Kupcza, Bieniek i Zalewski) lub pozbawienie wolności.

W katowni NKWD znaleźli się także liczni akowcy, wśród nich zmarły niedawno Kazimierz Zych, którego fragmenty wspomnień z lat okupacji zamieściliśmy w kilku numerach „Wieści Podwarszawskich”. W jednym z tych fragmentów Zych opisał tortury zadawane mu przez enkawudzistów: bicie, kopanie w brzuch, polewanie zimną wodą, ugniatanie rąk i nóg, okręcanie drutem itp. Skazany na wywóz do łagra Kazimierz Zych zdołał uciec przed załadowaniem do transportu kolejowego i po długim okresie ukrywania się, wyszedł ostatecznie na wolność. Nie udało się to innym akowcom, jak Jerzy Świrczak czy Wacław Szymborski. Ten ostatni, potężnej budowy młody człowiek, po powrocie z kopalni węgla za Moskwą ważył zaledwie 38 kg. Podobnie wyglądali inni po powrocie do kraju (o ile przeżyli katorżnicze warunki życia i pracy w łagrach).
W katowni NKWD przeżyli swą gehennę nie tylko wołominiacy. Rejon objęty działalnością wołomińskiej NKWD był znacznie większy, więźniami byli więc tu także mieszkańcy Kobyłki, Zielonki, Ząbek i innych miejscowości naszego regionu. Wieczorami i nocami w sąsiedztwie siedziby NKWD dały się słyszeć krzyki i jęki bitych i torturowanych zagłuszane szumem silników samochodowych celowo wprawianych w ruch czy nastawionej na najwyższy regulator muzyki z radia. Mieszkałem wówczas nieomal w sąsiedztwie katowni NKWD, przy ulicy Wileńskiej 4, i jako dzieciak słyszałem wiele opowieści na ten temat.
Po przesunięciu się linii frontu daleko na zachód katownia NKWD jeszcze przez pewien czas funkcjonowała. Później rolę jej przejął wołomiński Urząd Bezpieczeństwa, w którym funkcje katów pełnili już sami Polacy. Z braku dokumentów trudno dziś podać konkretną liczbę Polaków więzionych w podziemiach budynku NKWD, można jednak przypuszczać, że było ich w sumie kilkuset. Tylko część z nich, po przesłuchaniu, wracała na wolność. Reszta otrzymywała wyroki podobnie, jak wołomińscy narodowcy, lub bez żadnego wyroku wysyłana była do łagrów.
Wieści Podwarszawskie
R.3, 1993 nr 2 (102) (24 I)