Żołnierskie życie pewnego wołominiaka
Bohater naszej opowieści, Kazimierz Maliński, urodził się w 1903 r. na wsi koło Płocka w rodzinie inteligenckiej. W listopadzie 1918 r. jako niespełna 15-letni chłopiec wziął udział w rozbrajaniu Niemców na terenie Kongresówki, pod koniec tego miesiąca wstąpił na ochotnika do Wojska Polskiego, organizowanego przez Naczelnika Państwa, Józefa Piłsudskiego. Służył w 8 pułku piechoty Legionów w Płocku, wraz z nim wziął udział w wojnie polsko-bolszewickiej 1919-1920 r. Służbę wojskową ukończył 30 marca 1922 r. W 1927 r. powołany został do Zegrza na 6-tygodniowy kurs dla oficerów, który ukończył w stopniu podporucznika rezerwy. W 1930 r. osiadł na stałe w Wołominie, mieszkał przy ul. Ręczajskiej, a następnie Legionów.
Zmobilizowany w 1939 r., został skierowany do Centrum Wojsk Łączności w Zegrzu. Brał udział w kampanii wrześniowej, szczęśliwie uniknął niewoli. Już na początku października 1939 r. zaczął organizować ruch oporu – Organizację Wojskową „Wilki”. Został jej inspektorem na powiat radzymiński. Siedzibą jego był Wołomin. Placówki „Wilków” powstały w Jadowie, Strachówce, Tłuszczu, Międzylesiu, Radzyminie, Kobyłce i Wołominie. Pod względem politycznym „Wilki” były organizacją prawicowo-nacjonalistyczną, w ramach akcji scaleniowej podporządkowały się tylko częściowo Armii Krajowej.
W kwietniu 1942 r. Maliński ze względów bezpieczeństwa przeniósł się z Wołomina do wsi Wujówka w gminie Jadów, gdzie zamieszkał u rolnika Józefa Laskowskiego, członka organizacji. W krótce później, 30 czerwca, wpadł jednak podczas odprawy działacz „Wilków” na terenie powiatu sokołowskiego. Zdrajcą okazał się jeden z członków organizacji. Maliński przeszedł przez więzienia gestapo w Siedlcach, na Pawiaku, w końcu wywieziony został do obozu koncentracyjnego Majdanek. Przebywał w nim do 16 marca 1944 r. Tu zorganizował tajną grupę pod nazwą „Orzeł” i zainspirował kilka grupowych ucieczek z obozu.
16 marca – pisał Tadeusz Czajka w książce „Czerwone punkty” – „wieczorem wszyscy zebrali się w naszym baraku. Tym razem będzie uciekać jedynie kilkunastu, ci najbardziej wytrwali. Pójdziemy wprost na druty. Pierwszy wytnie otwór. Nożyce są izolowane, więc nie ma obawy o prąd. Powinniśmy wszyscy przeczołgać się przez ten otwór. Jest mróz i strażnicy na wieżyczkach nie są tak czujni. Ubieramy się w prześcieradła, aby na śniegu trudniej było nas zauważyć. Czołgać się będziemy dwójkami w niewielkich odstępach. Wybraliśmy kierunek na koniec pola. Śnieg nie pada, ale jest wiatr, który porywa pył śnieżny z ziemi i pędzi go po białej przestrzeni pola. Będziemy mniej zauważalni. Jest około północy. Czołgamy się wzdłuż baraków. W tym rejonie jest jeszcze dość bezpiecznie, bo częściowo osłaniają nas bloki mieszkalne. Niebo jest czarne. Kontrastuje z jasnym oświetleniem, biegnącym wzdłuż drutów. Światło odbija się od śniegu. Biel aż razi. Dźwięczą gdzieś druty, klapie jakiś oderwany kawałek papy na dachu.
Nagle padają strzały. Znieruchomieliśmy. Krótka seria, jest potem druga i znowu cisza. Rozpłaszczeni, wkopani prawie w śnieg, czekamy. Słychać bicie serca. A więc zauważyli nas. Ale dlaczego dalej nie strzelają?
Prawdopodobnie strażnik coś zauważył, ale nie jest pewien. Nasze maskowanie jest jednak doskonałe. Ale co dalej? Po dłuższej chwili zaczyna się odwrót. Wycofywanie musi być jeszcze bardziej ostrożne, bo człowiek jest niecierpliwy i skłonny do paniki. Potem znów kilka strzałów – widać jak uderzają w śnieg, dalej, przed nami. Żeby chociaż dotrzeć za pierwszy barak“.
Na porannym apelu okazało się, że Maliński z dwoma towarzyszami jednak uciekli. Po tej brawurowej eskapadzie Maliński pozostał na Lubelszczyźnie. Od kwietnia do lipca 1944 r. był dowódcą szkoły rekruckiej i podoficerskiej Armii Krajowej przemieszczającej się z miejsca na miejsce.
Po zajęciu Lubelszczyzny przez Armię Czerwona Maliński udał się do Wujówki pod Jadowem. Okazało się, że „Wilki” przyłączyły się do Narodowych Sil Zbrojnych. Ich dowódcą na terenie powiatu radzymińskiego był znajomy z Jadowa Józef Bieniek. Maliński wstąpił do oddziału działającego na terenie gminy Jadów, Strachówka, Tłuszcz. Teren był nasycony frontowymi oddziałami Armii Czerwonej, aktywna też była służba bezpieczeństwa podlegała Polskiemu Komitetowi Wyzwolenia Narodowego, utworzonego przez komunistów. Warunków do prowadzenia szerszej działalności więc nie było.
Na początku stycznia 1945 r. oddział NSZ dowodzony przez Bieńka został osaczony w Strachówce przez siły Urzędu Bezpieczeństwa i po krótkiej walce rozbity. Spośród 30 jego żołnierzy większość została aresztowana. Przewieziono ich do katowni NKW D w Wołominie, gdzie sprawę rozpatrywał sąd wojenny Armii Czerwonej. Zapadły cztery wyroki śmierci, w tym na Bieńka i Malińskiego. Pozostali zostali zesłani na długie lata do łagrów.
Wyrok wykonano natychmiast po ogłoszeniu. Miejsce egzekucji znajdowało się w ogrodach, zajmowanych obecnie przez Szkołę Podstawową nr 5 i Liceum Ogólnokształcące o specjalności sportowej. Tak zginął żołnierz Józefa Piłsudskiego, uczestnik wojny polsko-bolszewickiej i kampanii wrześniowej, organizator podziemia w latach okupacji, więzień Pawiaka i Majdanka, patriota z Wołomina. Miał wtedy 42 lata.
Jego żona zmarła w 1942 r. gdy przebywał w obozie na Majdanku, pozostałymi po nich sierotami – 12 letnim chłopcem i prawie 3 letnią dziewczynką zaopiekowała się rodzina. Postać Malińskiego wspomniana jest w redagowanej przeze mnie książce „Dzieje Wołomina i okolic” oraz w programie telewizyjnym WOT poświęconym katowni NKWD w Wołominie. Szczegółowych informacji o życiu Kazimierza Malińskiego dostarczył im jego 88-letni dziś brat, pan Tadeusz Maliński.
Wieści Podwarszawskie
R.6, 1996 nr 19 (273)


+ Brak komentarzy
Dodaj swój