Kary. Warsz. generał-gubernator wywnioskował z relacji gubernatora z d. 17 stycznia (st. st.) że proboszcz parafji Kobełka pow. radzymińskiego ksiądz Franciszek Marmo, demonstracyjnie odmówił przyjęcia puszki do kościoła, dla zbierania ofiar na rzecz radzymińskiej rady opiekuńczej publicznej z tej racji, że napis na tej puszce był rosyjski i w ten sposób wykroczył przeciwko rozporządzeniu pełniącego obowiązki namiestnika w Królestwie Polskiem hr. Lamberto, ogłoszonemu 2 października (st. st.) 1861 r. i dotychczas nie skasowanemu. Na mocy tego rozporządzenia wzbronione są, pomiędzy innymi, wszelkiego rodzaju polityczne demonstracje. Generał-gubernator postanowił skazać księdza Marmo na karę pieniężną w sumie 25 rubli.

Dzień Dobry!  dziennik polityczny, społeczny i literacki
R. 1, nr 5 (28 lutego 1906)

Z parafji Radzymińskiej. Do zapuszczonych parafij naszych należy i parafja Radzymińska. Kościół parafjalny jest nadzwyczaj ubogi i mały; większość parafji mieszka zdała od kościoła. Troskliwością otacza swe domy modlitwy prawie każda wieś, tylko o parafjalnym kościele zapominają wszyscy. Jak mało dbają parafjanie o swe dobre imię, świadczy zaniedbany cmentarz w Radzyminie: nieogrodzony jest on pastwiskiem dla nierogacizny. A są w Radzyminie i zamożni ewangelicy, którzy mogliby zająć się trochę swym cmentarzem.

Zwiastun Ewangeliczny
R. 9, nr 2 (15 lutego 1906)

Otrzymaliśmy następującą, wielce i znamienną uchwałę gminną:

„My, obywatele gminy Małopole powiatu radzymińskiego, gubernji warszawskiej, zebrani w liczbie 446 osób na prawomocnym zebraniu gminnem, odbytem 18 grudnia 1905 roku, w lokalu zarządu gminnego małopolskiego w Dąbrówce, jednogłośnie na zasadzie Ukazu 1864 roku i Manifestu z d. 30 października r. b. postanawiamy i uchwalamy:

Prowadzenie wszelkiej biurowości i korespondencji w urzędowaniu gminnem wyłącznie w języku polskim. Sądy powinny sądzić po polsku, jak również ich biurowość powinna być prowadzona wyłącznie po polsku. W szkołach gminnych nauka powinna być prowadzona jedynie po polsku. Gdyby zaś nauczyciele nie chcieli się zastosować do tego, postanawiamy odmówić im wypłaty pensji i usunąć a zajmowanego mieszkania. Czytaj dalej

Ur. 1850 w Radzyminie, uk. gimn. w Lublinie 1867, wstąpił zaraz do Szk. Gł. Przez rok na wyd. filologii pisze rozprawę „O metodzie badań psychologicznych” (I nagroda). Uk. Uniw. Warsz. w 1872, w 1873 doktoryzacya w Lipsku (rozpr „O warunkach świadomości”). W r. 1875 docent psychol., filoz., przyrody i antropologii, w uniw. we Lwowie do 1881.Czytaj dalej

czas

Z Warszawy piszą nam: Wypadek w Markach, traktowany przez tutejszą prasę dość oględnie, przedstawia się w głównych zarysach tak, jak doniosły dzienniki. Zrozumieć go jednak można zupełnie wtedy dopiero, gdy się zna wydarzenia poprzednie, które tworzą tło i przygotowanie. Według wiarygodnych informacyj rzecz tak się miała: P. Briggs, Anglik rodem, lecz żonaty z Polką, założył przed pewnym czasem wielkie przedsiębiorstwo przędzalniane w Markach pod Łodzią. Towarzystwo, do którego należał, reprezentowało olbrzymie kapitały. Dość powiedzieć, że w Marki włożono około dziesięciu milionów rubli, a dzięki temu, z pustyni, jaką była niedawno jeszcze ta miejscowość, zrobiła się kwitnąca osada. Powstał szpital, czytelnia, sala zajęć, domy dla robotników, a ludność znalazła suty zarobek.Czytaj dalej

Urle, d. 8 sierpnia.

Zupełnie śliczne są te Urle. Skryte w powodzi drzew szpilkowych, przepojono powietrzem cudnie balsamicznem, nieprzeparcie każą się kochać od pierwszego wejrzenia. Mimo wszystkie swe uroki skromnemi pozostały do tej chwili i bez wszelkich pretensji. Od łat paru modne bardzo i letnikami warszawskimi przepełnione naprawdę Urle jeszcze i teraz niezbyt są cywilizacją ludzką popsute. Wille pyszne, sztukaterjami zdobne, jeszcze tu nieznane. Urle współczesne to domki, domki, domki… Większość z nich słomą kryta, każdy z efektowną werandą, wokoło każdego moc zieleni… Do niedawna rokrocznie bawiło tu do 4000 letników. Obecny sezon należy do słabszych. Niema i 2000 osób. Ruch towarzyski naprawdę prawie żaden. Może to i lepiej. Można wśród lasów przewijać się w najmniej wyszukanej  toalecie. Taka swoboda też coś warta…Czytaj dalej

Administracja przędzalni p. f. „Briggs i sp.” w Markach zamierza wprowadzić jako siłę pociągową do wozów motory, zamiast koni. Motory takie, opalone naftą, używane są oddawna jako siła pociągowa u wozów w Anglii i w Ameryce, oddając znaczne usługi przy przewożeniu ciężarów. O pozwolenie na zastosowanie tego rodzaju siły pociągowej firma „Briggs i sp.” poczyniła już starania. Wkrótce ma być dokonana z niemi próba na ulicach Warszawy.

Kurjer Codzienny
R.41, nr 140, (4 czerwca 1905)

Tłuszcz. Letnisko nie letnisko, ale raczej punkt zborny. Bo choć i w samym Tłuszczu wygodne domki położone w pięknym ogrodzie folwarcznym z roku na rok posiadają niemal stałych lokatorów płci obojej — lecz właściwy proceder letniczy promieniuje dużo dalej, sięgając z jednej strony po Wyszków, z drugiej po Stanisławów. Dla całej tej okolicy Tłuszcz — dzięki podwójnej linji kolejowej (petersburska i nadnarwiańska), stacji pocztowej, kilku spożywczych sklepów i targów co wtorek, jest poniekąd — jak już powyżej nadmieniłem — punktem zbornym, osią kilkomilowego w promieuiu środowiska letniego. Czytaj dalej

Dzięki kolejkom podmiejskim, warszawianie mogą dziś, niewielkim kosztom występować w roli polskich Stanleyów, Livingstone’ów, Nansenów i t. p., i — odkrywać światy nieznane. Uległem i ja tej szlachetnej namiętności i w zeszłym tygodniu odkryłem — Radzymin.Czytaj dalej

Kiedy lato nadchodzi, każdy człek miejski czuje gwałtowną potrzebę naocznego przekonania się, czy jeszcze resztki lasów nie zostały wycięte, czy rechoczą żaby po stawach i moczarach i czy jak dawniej na miedzach „zrzadka ciche grusze siedzą”. To też w każdą pogodną niedzielę warszawianki i warszawiacy, posiadający zdrowe nogi i kilka złotówek w kieszeni, oblegają kasy kolejowe i kolejkowe, aby uciec od zgiełku wielkiego miasta i wciągnąć w swe płuca, zapas świeżego powietrza. Poszedłem i ja za ich chwalebnym przykładem, dzięki czemu odnowiłem znajomość z Wilanowem, a poznałem Urle i Pyry. O Wilanowie pisać nie będę, bo któż go nie zna z mieszkańców Warszawy, a któż o nim przynajmniej nie słyszał nietylko z tych, wśród których „nasza się Wisła ukochana toczy”, ale i z tych, co  mieszkają nad Wartą i nad Dunajcem, Sanem i Dniestrem i nad owym Niemnem, do którego się tuli „litewskich strumieni rodzica”. Inna rzecz Urle i Pyry. O istnieniu pierwszych dowiedziałem się dopiero w roku zeszłym, a co do drugich, to jeszcze przed dwoma tygodniami gotów byłbym przysięgać, że takiej miejscowości nie zna „Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich”.Czytaj dalej

Ze wsi Zawad pod Radzyminem w gubernji warszawskiej piszą do nas: Wielką boleścią odbiła się w sercach naszych wiadomość o śmierci nieodżałowanej ś. p. Heleny Lindy. Była ona matką całym gromadom włościan, a osobliwie w parafjach Nieporęcie, Cygowie, Kłębowie i niektórym z parafji radzymińskiej. Dziś niepowetowana strata tej niewiasty wyciska im łzy z oczu.Czytaj dalej

W początkach czerwca 1901 r. na szosie wiodącej do wsi Trojany, w pow. radzymińskim, włościanie miejscowi zatrzymali dwóch mężczyzn, jadących konno. Na zapytanie dokąd jadą, nieznajomi nic nie odpowiedzieli, lecz zaciąwszy konie, pragnęli zemknąć. Włościanie ściągnęli jeźdźców z koni i wówczas przekonali się, iż nieznajomi są znanymi na całą okolicę koniokradami.  Owi amatorowie cudzych koni: Jan Bożymek i Stanisław Abramczyk powracali właśnie ze wsi Słońsk na koniach, skradzionych tam Stanisławowi Urbaniakowi i Feliksowi Manieckiemu. Dając folgę swej nienawiści do złapanych złoczyńców, kmiotkowie nie szczędzili im razów, przedłużając tę operację z małemi przerwami aż do rana, t. j . aż do chwili, kiedy sołtys odesłał koniokradów do gminy.Czytaj dalej

W Zenonowie, pod Wołominem, w pobliżu Warszawy, stanie w najbliższej przyszłości kościółek z pomieszczeniem na trzysta osób. Pozwolenie na budowę otrzymał już właściciel Zenonowa, p. Zieliński, który, prócz gruntu pod kościół, ofiarował jeszcze sto tysięcy sztuk cegły. Kościół, w stylu wiślano-baltyckim, stanie na wzgórzu, pod lasem, i będzie stanowił filię parafii Kobyłka.

Kronika Rodzinna
pismo dwutygodniowe
R.36, nr 46 (12 listopada 1903)

Właściciel Zenonowa, p. Zenon Zieliński otrzymał pozwolenie ministerjum spraw wewnętrznych na budowę kościoła z pomieszczeniem dla 300 osób, na wzgórzu pod lasem zenonowskim. Z kościołka tego będą korzystali mieszkańcy: Czarnej, Annopola, Nowej Wsi, Helenowa, Rżyska i Zagościńca. Dotąd najbliższe świątynie od wymienionych miejscowości istnieją w Kobyłce i Radzyminie t. j. w oddaleniu od 6—8 wiorst.Czytaj dalej