Z dniem 26 lipca 1944 roku, Edward Nowak „Jog” zarządził „Burzę” na terenie obwodu „Rajski Ptak” – „Burak”. Tutejsze podziemie miało za zadanie opanowanie stolicy powiatu Radzymina i odbicia z rąk niemieckich ważnego strategicznie Tłuszcza jeszcze przed wkroczeniem wojsk radzieckich. Organizacyjnie siły obwodu miały odtworzyć część 32 pułku piechoty – na którego dowódcę wyznaczony został „Jog”. Natomiast cały podokręg Warszawa Wschód tworzył 8 Dywizję Piechoty (Grupę Operacyjną Wschód) pod pułkownikiem Hieronimem Suszczyńskim „Szeligą”.Czytaj dalej

Podczas pełnienia funkcji zastępcy szefa Ośrodka III Tłuszcz, „Szczapa” wielokroć stał na czele operacji bojowych przeciw Niemcom. Jedną z pierwszych akcji którymi dowodził było wejście do budynku gminy w Międzylesiu. Wtedy to na czele patrolu złożonego z ośmiu ludzi spalił akta kontyngentowe i podatkowe oraz zniszczył pieczęcie i zerwał linię telefoniczną. Wypad odbył się „przy akompaniamencie” strzelaniny z policją granatową. Nikt jednak nie chciał zrobić sobie krzywdy. Wielu policjantów współpracowało bowiem z organizacją.Czytaj dalej

Przyjęcie zrzutu i próba zamachu na bestialskiego Steina

W marcu 1944 r. zostaliśmy powiadomieni, że na terenie naszego Ośrodka zostanie dokonany lotniczy zrzut broni i amunicji. Część obszaru państwa włoskiego była już pod kontrolą aliantów i stamtąd samoloty przylatywały nocami nad wcześniej ustalone tereny i dokonywały zrzutów. Miejsce zrzutu na terenie naszego ośrodka ustalałem osobiście wcześniej w 1942 roku gdy przez krótki okres pełniłem obowiązki zastępcy komendanta Ośrodka. Z chwilą otrzymania informacji o zamierzonym zrzucie na naszym terenie został zarządzony tzw. okres oczekiwania. Polegało to na tym, że wyznaczony do odbioru i osłony zrzutu oddział przebywał w stałym pogotowiu, a równocześnie prowadzony był w określonych godzinach nasłuch radiowy audycji z Londynu.Czytaj dalej

Wyznania wojenne

Był już koniec listopada 1942 r. gdy postanowiłem dokonać likwidacji agenta gestapo na terenie placówki Jadów. Miejscowi ludzie z AK do których otrzymałem kontakt, bali się wyjść na ulicę ze mną żeby pokazać agenta. Był on zatrudniony w miejscowej fabryce zbrojeniowej pilnowanej przez żołnierzy niemieckich. Skazany zginął o zmroku na ulicy przed bramą fabryki. W akcji uczestniczył ze mną tylko jeden żołnierz AK. Był nim Henryk Puchała „Twardy”. Nad ranem przygnębiony powróciłem do domu. To było straszne uczucie.

Najczarniejsza robota

Ciągle miałem w oczach postać zabitego człowieka. Ten obraz długo mnie nie opuszczał. W rozmowie z bratem „Odrowążem” powiedziałem, że mam dość takiej konspiracji i partyzantki, takiej czarnej roboty, że nie jestem zabójcą i nie będę strzelał do ludzi. A w tym okresie wojny, tę najczarniejszą robotę przydzielono właśnie nam, dowódcom plutonów dywersyjnych, podchorążym najmłodszego rocznika, którzy mieli już za sobą wojnę wrześniową 1939 r. Uważano, że my nadajemy się do takich zadań.

A teraz jeszcze coś najbardziej osobistego. Było już po wojnie, gdy darzyło się że klęknąłem w kościele na stopniach konfesjonału i wyznałem, że zabijałem ludzi na wojnie i w konspiracji. Otrzymałem odpowiedź, że w warunkach wojny nie jest to grzechem. Nie mogłem pogodzić się z tym poglądem spowiednika i do tej pory nie mogę.

Gwałciciele z komunistycznej partyzantki

W końcu grudnia 1942 r., otrzymałem z Komendy Obwodu następny pisemny rozkaz. Tym razem zadanie likwidacji grupy bandycko-rabunkowej działającej na terenie Ośrodka Radzymin. Wyznaczono mi dokładnie miejsce i czas działania. Rozkaz wykonałem. W starciu zginęło dwóch członków grupy rabunkowej. Później po wojnie, ponoć okazało się że byli to członkowie Polskiej Partii Robotniczej (PPR). Ja tych ludzi nie znałem. Jeśli tak było istotnie, że byli oni członkami PPR, to ci towarzysze prowadzili wówczas osobliwą walkę klasową. Napadali po wsiach bogatych chłopów i rabowali a tych, którzy usiłowali się bronić, zabijali i wrzucali do wcześniej podpalonej stodoły. Jeden z tej grupy miał również na sumieniu młodą Żydówkę, która wyskoczyła z transportu do Treblinki. Napotkaną w lesie zgwałcił a następnie doprowadził do dróżnika kolejowego, którego zmusił do telefonicznego zawiadomienia żandarmerii niemieckiej o obecności tej żydowskiej dziewczyny. To nie były czyjeś wymysły. To były fakty, które w 1955 roku, kiedy nas obu oskarżano o zabójstwo członków PPR, potwierdzali świadkowie tamtych wydarzeń.

Początek 1943 przyniósł rozwiązanie radzymińskiej dywersji a więc i rozwiązanie mojego plutonu dywersyjnego. Zadania bojowe jednak nadal bywały i do ich wykonania wyznaczono żołnierzy byłych plutonów dywersyjnych, jako ludzi już doświadczonych w akcjach bojowych.

Tajemnica anonimów

Lata 1943 i 1944 były okresem nasilających się działań dywersyjno-bojowych. Równocześnie okupant nasilał swoje przeciwdziałanie Po rozwiązaniu radzymińskiej dywersji otrzymałem zadanie prowadzenia wywiadu i kontrwywiadu na terenie Ośrodka Tłuszcz. W marcu lub w lutym 1943 r. pojawił się na naszym terenie niebezpieczny donosiciel. Pisał anonimowe listy do komendanta niemieckiej żandarmerii w Tłuszczu w których wymieniał nazwiska dziewięciu osób ze wsi Księżyki i informował, że są członkami tajnej organizacji i posiadają broń. Wymienienie w anonimach byli faktycznie członkami AK. Na mnie padł obowiązek wykrycia donosiciela. Urzędy pocztowe w Jadowie i w Tłuszczu mieliśmy obsadzane naszymi ludźmi i wszystkie listy kierowane do żandarmerii trafiały do naszych rąk. Również członkami AK byli komendanci posterunków policji granatowej w obu tych miasteczkach. Zagrożonych ludzi ostrzegliśmy natychmiast wyjaśniając skąd zagrożenie pochodzi.

Pismo anonimów było niezdarne i z licznymi błędami. Styl i błędy były typowe dla ludzi o wykształceniu czterech klas szkoły podstawowej. Na wsiach ludzie znali się wzajemnie, znali również mieszkańców sąsiednich wiosek. Przy udziale samych zagrożonych analizowałem możliwość donosu przez poszczególnych mieszkańców Księżyk i najbliższych miejscowości ale bez rezultatu. Nikt nie wydawał się podejrzanym.

Niebezpieczna gra

Czas upływał a donosiciel najwyraźniej niecierpliwił się brakiem skutków swojej działalności, gdyż anonimy ponawiał, wymieniał te same nazwiska i ciągle listy wrzucał do skrzynki pocztowej w Jadowie. Nakazałem obserwację tej skrzynki, ale bez rezultatu. Tam odbywały się targi raz w tygodniu i wtedy przewalała się po ulicach duża masa ludzi obcych. Donosiciel zmieniał tryb postępowania. Swoje donosy kierował do komendanta policji granatowej w Jadowie i jego zobowiązywał do przekazania ich żandarmom niemieckim. Sytuacja stawała się groźna. Wreszcie po długich namysłach, drogą różnych selekcji zostało wytypowanych czterech czy pięciu osób, które mogłyby być zdolne do tego okropnego czynu. Zorganizowałem tyle trzyosobowych patroli ile było podejrzanych. Każdemu patrolowi wręczyłem papier, pióro do pisania i wysłałem jednego wieczoru o jednej godzinie
do podejrzanych z poleceniem podyktowania im kilku identycznych bezsensownych zdań, ale takich, w których było dużo wyrazów wypisywanych w anonimach. Gdy otrzymałem te wszystkie niezdarnie napisane dyktanda wszystkie wydały mi się podobne do siebie i do anonimów donosiciela. Każde dyktando było podpisane własnoręcznie przez podejrzanego.

Wszystkie dyktanda i anonimy przekazałem do komendy Obwodu celem zbadania przez grafologów i zajęcia stanowiska. Wśród podejrzanych znajdowała się zwykła wiejska kobieta. Grafolodzy wskazali na nią, jako autorkę anonimów. Ta kobieta musiała zginąć. Napływ anonimów został przerwany, choć wojna trwała jeszcze blisko dwa lata.

Czy zdrajca był kimś innym?

Po wojnie, w roku 1947 dowiedziałem się z ust byłego, w czasie okupacji komendanta policji granatowej w Jadowie, Czarnaciego, który wówczas był również odbiorcą tych anonimów iż rzekomo pojawił się w 1944 r. jeszcze jeden anonim, treści podobnej jak poprzednie, adresowany do żandarmów niemieckich w Tłuszczu, ale wysłany z Niemiec. Nie wydało mi się to prawdopodobne. Czarnacki natomiast podejrzewał wówczas, już po wojnie, że autorem anonimów mógł być mieszkaniec sąsiedniej wioski, człowiek wówczas zamożny, na którego dom dokonywano w czasie okupacji licznych napadów rabunkowych. Podejrzenia tego człowieka o napady mogły być kierowane właśnie pod adresem osób wymienianych w anonimach, jeśli wiedział, że oni posiadają broń i są członkami tajnej organizacji. Czyżby więc jeszcze jedna tragiczna pomyłka z czasów okupacji? Czy grafolodzy mogli popełnić taki straszny w skutkach błąd? Czy było możliwe, aby ktoś pisał anonimowy list aż do centrum Niemiec i ten anonim dopiero stamtąd został skierowany do żandarmerii niemieckiej w Tłuszczu? Człowiek, na którego Czarnacki kierował ostatnie swoje podejrzenia jako na autora anonimów, był mi znany. Już dawno nie żyje. Nie żyje również sam były komendant Czarnacki.

Tytuł i śródtytuły – Marcin Ołdak

17 lipca 2017
goniec tłuszczański

Niełatwe początki konspiracji

Nasz bohater służąc jako podporucznik w Samodzielnym Batalionie Strzelców w Rembertowie uczestniczył w Wojnie Obronnej Polski 1939 roku. Po przegranej kampanii zbiegł z niewoli niemieckiej i wrócił do rodzinnej Krawcowizny, gdzie spotkał się z rodzicami i trzema braćmi. Po pozbyciu się szoku wynikającym z przegranej wojny, młodzi Wierzbowie postanowili działać. Oto kolejne fragmenty wspomnień bohatera lokalnej AK.
Już w grudniu 1939 roku mieliśmy z bratem Wacławem kontakty z członkami podziemnej organizacji, jaka zawiązała się w naszej okolicy. Początkowo byliśmy bardzo ostrożni w nawiązywaniu kontaktów z podziemiem, choć te kontakty następowały zawsze przez kolegów z lat szkolnych lub ludzi dobrze nam znanych. I tak to się zaczęło. Z tych maleńkich pierwszych iskierek organizacji podziemnych powstać miał później wielki ogień w całej okupowanej Polsce, ogień, którego okupant nie potrafił zdusić.Czytaj dalej

Młodość w Krawcowiźnie

Jest na terenie wschodniego Mazowsza, dawnego powiatu Radzymin, spora, otulona lasami wieś. Nazywa się Krawcowizna. Nie jest to typowa polska wioska, gdzie domy mieszkalne i zabudowania gospodarcze uszeregowano wzdłuż drogi. W Krawcowiźnie obejścia gospodarcze rozrzucone są grupami po kilka rodzin lub pojedynczo na dużej przestrzeni kilkunastu kilometrów kwadratowych, a cała ta powierzchnia to obszary pól uprawnych, łąk, pastwisk i lasów. Zdarzało się, że ktoś zamieszkały na granicy terenu wsi rzadko docierał na skraj przeciwległy. Ja sam wszystkie zakątki poznałem dopiero w czasie okupacji, gdy byłem dorosłym człowiekiem i zajmowałem się sprawami konspiracji.Czytaj dalej

Bracia Wacław, Stanisław, Bolesław i Jan Wierzbowie z Krawcowizny byli przywódcami podziemia niepodległościowego na terenie Tłuszcza, Strachówki, Klembowa, Jadowa i Poświętnego. Dziś, ponad 70 lat od tamtych wydarzeń ich dzieci w rozmowie z Marcinem Ołdakiem przypominają te zasłużone acz zapomniane postacie.

Podczas okupacji niemieckiej w latach 1939-1945 na terenie okupowanej Polski działało wyjątkowe w skali Europy i świata państwo podziemne. Państwo posiadające tajną administrację, sądownictwo, szkolnictwo i wojsko: Armię Krajową. Struktury tej organizacji na terenie gmin Tłuszcz, Strachówka, Jadów, Klembów i Międzyleś tworzyły ośrodek wchodzący w skład obwodu o kryptonimach „Raróg”, „Rajski Ptak”, „Burak”. Komendantem tłuszczańskiego Ośrodka był przez większość okupacji por. Wacław Wierzba z Krawcowizny. Jego rodzony brat ppor. Stanisław Wierzba „Zawada” był m.in. dowódcą plutonu dywersyjnego oraz szefem wywiadu i kontrwywiadu tutejszej AK. Dwaj pozostali bracia: podchor. Bolesław Wierzba „Saper” i Jan Wierzba także uczestniczyli w licznych akacjach przeciw Niemcom.

Wszyscy dali się poznać jako ofiarni obrońcy polskiej ludności, nie baczący na swoje życie w służbie Ojczyźnie. Po wojnie trzech z nich założyło rodziny. 2 marca w Społecznym Muzeum Ziemi Tłuszczańskiej doszło do spotkania w którym ich dzieci wspominały swoich Ojców i stryja. Rozmawialiśmy o sprawach nieznanych, okrytych dotąd kurzem zapomnienia.Czytaj dalej

Historia akcji na Urząd Gminy w Tłuszczu 31 maja 1944 r., aresztowania braci Wierzbów oraz ich odbicia z aresztu.

Jak wcześniej wspomniałam, polskie państwo podziemne to była bardzo rozbudowana i prężnie działająca machina do walki z niemieckim najeźdźcą. Obok wymienionych wcześniej referatów, istniały jeszcze inne, które spełniały bardzo ważne a wręcz niezbędne zadania bojowe. Referat lotnictwa, oznaczony literą “F”, kierowany był przez kapitana Bagińskiego. Jego zadaniem było utrzymanie u nielicznych w Obwodzie przedstawicieli tej broni właściwego poziomu i aktualnej wiedzy o niej, a także przekazywanie jej kompendium żołnierzom piechoty, przewidywanym do wykorzystania w momencie zbrojnego powstania, którego scenariusz zakładał intensywne alianckie wspierające operacje lotnicze. Przeprowadzono zatem szczegółowy wywiad dotyczący m.in. budowanego w Zawiszynie koło Jadowa niemieckiego lotniska w aspekcie możliwości jego opanowania i przygotowano w tym celu również personel obsługi naziemnej.Czytaj dalej