Podczas pełnienia funkcji zastępcy szefa Ośrodka III Tłuszcz, „Szczapa” wielokroć stał na czele operacji bojowych przeciw Niemcom. Jedną z pierwszych akcji którymi dowodził było wejście do budynku gminy w Międzylesiu. Wtedy to na czele patrolu złożonego z ośmiu ludzi spalił akta kontyngentowe i podatkowe oraz zniszczył pieczęcie i zerwał linię telefoniczną. Wypad odbył się „przy akompaniamencie” strzelaniny z policją granatową. Nikt jednak nie chciał zrobić sobie krzywdy. Wielu policjantów współpracowało bowiem z organizacją.

Przyjęcie zrzutu

Wiosną 1944 roku „Szczapa” brał udział w odbiorze zrzutu sprzętu i broni na wschód od wioski Strachówka. Akcje tego typu musiały być perfekcyjnie przygotowane. Przyjmujący zrzut musieli być czujni. W nieodległych Myszadłach Niemcy umiejscowili stację nasłuchową. Nieprzyjacielski oddział liczył tam kilkanaście osób. Tymczasem por. Dominik Skrodzki „Grzmot”, szef placówki Jadów, u którego znajdował się nasłuch radiowy zaalarmował grupę przewidzianą do odbioru, o nadaniu w londyńskim radio umówionego sygnału – który oznaczał, że akcja odbędzie się danej nocy. O północy gromada partyzantów zjawiła się w ustalonym wcześniej miejscu zrzutu. Całością działań dowodził Wacław Wierzba, obecny był też przedstawiciel Komendy Głównej. Na Estkowskim spoczywała odpowiedzialność za prawidłowe rozmieszczenie znaków dla załogi samolotu i odpowiednie rozstawienie ludzi. Sześciu ludzi z latarkami uformowało strzałę. Pokazywali w ten sposób cel zrzutu i kierunek wiatru. Wkrótce na niebie ukazał się samolot. Po zaświeceniu umówionego sygnału zatoczył koło i wyrzucił kilka kontenerów. Z odnalezieniem większości zasobników nie było problemów. Jedynie dwa ładunki zostały znalezione o świcie, ale sprawnie je zabezpieczono. Zawartość kontenerów trafiła do przygotowanych wcześniej skrytek w okolicy Jadowa i Strachówki. To był pierwszy i zarazem ostatni raz, gdy Estkowski brał udział w zrzucie.

Od lewej por. Jan Nowicki, por. Jan Estkowski, pchor. Stanisław Wojciechowski (Chrzęsne 1944 rok)

Akcja ów miała swój ciekawy epilog. W czerwcu 1944 roku, dokonano przerzutu broni zrzuconej wiosną. Ładunek, ukryty dotychczas u por. Kostro w Jagodnem miał zostać przetransportowany do Kamieńczyka nad Bugiem. Odległość między miejscowościami wynosiła trzydzieści kilometrów. W skład grupy transportującej broń znalazł się Jan Estkowski, akcja dowodził por. Wierzba. Trasy nie udało się pokonać w jedną noc, dowódca postanowił zatrzymać się w lasach Fidestu nieopodal Wyszkowa. Wkrótce o oddziale dowiedzieli się Niemcy. Patrolowali oni drogi wokół lasu, lecz do niego nie weszli. Transport udało się dostarczyć bezpiecznie do Kamieńczyka, tam broń przejęli członkowie organizacji w Ostrowi.

Wysadzenie pociągu

Inną ważną akcją bojową w której uczestniczył „Szczapa” było wydarzenie z 2 kwietnia 1944 roku. Oto od dłuższego czasu prowadzono rozpoznanie na linii kolejowej przecinającej teren obwodu (przedwojenna linia Warszawa – Wilno). Tędy właśnie kursowały tzw. Urlauberzug – pociągi przewożące żołnierzy z frontu wschodniego na urlop do Niemiec. Dowódca sił obwodu Edward Nowak „Jog”, zaplanował akcję wysadzenia takiego składu. W nocy 2 kwietnia, po wcześniejszym, precyzyjnym zaplanowaniu akcji w lesistej okolicy Szewnicy, dwieście metrów od skrzyżowania torów z drogą Wyszków – Jadów zgromadził się duży kilkudziesięcioosobowy oddział partyzantów. Żołnierze podzielili się na kilka grup. Zajęto pozycje po obu stronach torów. Jan Estkowski znajdował się trzydzieści metrów od linii kolejowej.

Ładunek umieszczono na torach a tuż przed nim ustawiono zapalnik. Wszystko przemyślane tak, aby podczas wybuchu nie ucierpieli polscy kolejarze obsługujący lokomotywę. Wkrótce wystawiona na stacji Urle czujka dała sygnał, że pociąg nadjeżdża. Chłopcy z lasu w milczeniu przyglądali się nadchodzącym wagonom. Ładunek eksplodował w środku składu. Partyzanci leżący na zboczu toru obrzucili pulmany granatami i butelkami zapalającymi. Następnie w dwóch stron odezwały się rkm-y. Chłopcy z łatwością ostrzeliwali niemieckich żołnierzy, którzy byli zupełnie zdezorientowani. Otworzyli co prawda ogień z broni maszynowej i wystrzelili rakiety świetlne, ale te ostatnie dały tylko lepszą widoczność napastnikom. Po kilkunastu minutach oddziały „Rajskiego Ptaka” wycofały się. W ciągu kilku godzin na miejsce eksplozji przyjechał pociąg sanitarny. O świcie teren w około torowiska patrolowały niemieckie pojazdy pancerne i czołg. Szukali Polski Podziemnej. Nie znaleźli – wspominał po latach Estkowski. Straty niemieckie wynosiły według ustaleń wywiadu AK kilkudziesięciu zabitych i około setki rannych. Nieprzyjaciel tymczasem przyznawał się tylko do jednego zabitego i dziesięciu rannych.

Plany akcji na Urząd w Tłuszczu

Na początku czerwca 1944 roku miała miejsce o ile nie najważniejsza to z pewnością najbardziej prestiżowa akcja dowodzona przez „Szczapę” na terenie Tłuszcza, mianowicie odbicie braci Wierzbów z rąk policji granatowej. Sytuacja do jakiej wówczas doszło a szczególnie okoliczności jej powstania zasługują na szerszy wstęp.

Z końcem maja 1944 roku postanowiono przeprowadzić wypad na urząd gminny w Tłuszczu. Jak zwykle przy takich akcjach plan zakładał zniszczenie dokumentów kontyngentowych i rekwizycję gotówki z kasy. Termin wyznaczono na środę, ostatniego dnia miesiąca. Dzień miał w tym wypadku ogromne znaczenie, wtedy bowiem żandarmi z posterunku w Tłuszczu przebywali na targu w Jadowie. A przeprowadzenie przedsięwzięcia zlecono właśnie drużynie jadowskiej, którą dowodził Stanisław Szulc „Kubłowski”. Przed akcją miało dojść w pobliżu budynku gminy, do spotkania „Kubłowskiego” z szefem ośrodka, Wacławem Wierzbą „Odrowążem”. Obaj mieli rozeznać teren i podjąć decyzję o dalszych krokach. „Odrowąż” poprzednią noc spędził w Ostrówku, miejscowości gdzie znajdowało się kwatermistrzostwo obwodu. Przed południem dojechał stamtąd do Tłuszcza pociągiem i skierował się do sklepu Antoniego Beredy. W tym bowiem lokalu miało dojść do spotkania z jadowskimi konspiratorami.

Tymczasem „Kubłowski” wraz z Marianem Kozłowskim „Junakiem” wyruszyli z Jadowa, by o umówionej godzinie stawić się w miejscu spotkania z Wierzbą. Szli piechotą, wybrali mniej uczęszczaną drogę przez Sulejów i Kury. Po przejściu kilkunastu kilometrów, tuż przed opłotkami Tłuszcza, w okolicy wioski Pólko zostali zaskoczeni przez żandarmów. Obaj rzucili się do ucieczki gdy Niemcy próbowali ich zatrzymać. Powietrze przeszył świst kul. Po kilku chwilach żandarmi dopadli rannego w nogę „Kubłowskiego”. „Junakowi” udało się zbiec i schronić w budynkach huty w Tłuszczu. „Kubłowski” został dobity przez Niemców i pochowany w polu. Biorąc pod uwagę późniejsze wydarzenia, istnieje przypuszczenie że wcześniej wymusili od niego informacje o spotkaniu i rysopis szefa ośrodka.
W momencie, gdy Wacław Wierzba czekał na umówionych rozmówców, do sklepu wtargnęło kilku żandarmów. W ostatniej chwili, „Odrowąż” szepnął Beredzie by ten tytułował go Sadowskim. Na takie bowiem fałszywe nazwisko miał wystawioną kenkartę. Niemcy sprawdzili dokumenty obecnych w sklepie mężczyzn. Jeden z nich stwierdził po polsku, że powinien tu znajdować się bandyta, ubrany tak jak ten – tu wskazał Wierzbę – tylko w butach z cholewami. „Odrowąż” wykazał opanowanie, choć wiedział, że chodziło o niego. Chwilę później żandarmi odjechali a Wierzba skierował się w stronę cmentarza. Tam znajdowało się miejsce zbiórki. Kilku chłopców z grupy ubezpieczającej planowanej akcji, wśród nich Estkowski i reszta oddziału jadowskiego. Wierzba opowiedział im o zajściu w lokalu Beredy, stwierdził jednocześnie, że w tych warunkach nie ma mowy o przeprowadzeniu akcji. Następnie udał się z Estkowskim do gajówki będącej kwaterą tego ostatniego a następnie na nocleg, wyruszył do swojego rodzinnego domu w Krawcowiźnie. To był bardzo poważny błąd.

Aresztowanie Wierzbów

Gospodarstwo Wierzbów było położone na uboczu od głównych zabudowań wioski. W domu mieszkała matka i czterech braci Wacław, Stanisław, Bolesław i Jan. Była to rodzina zaangażowana w sprawy konspiracyjne. Tylko najmłodszy Jan nie był w podziemiu, a i to ze względu na decyzję pozostałych braci, aby choć jeden z nich pozostał na rodzinnej roli. Wieczorem 31 maja, Wacław rozmawiał ze Stanisławem o wydarzeniach w Tłuszczu. „Odrowąż” przypuszczał, że był śledzony już od Ostrówka i nie wiązał poprzednich wydarzeń, z nieprzybyciem na czas „Kubłowskiego” i „Junaka”. Zresztą, z placówki Jadów nie dotarła dotąd do Krawcowizny wiadomość o tragicznych wydarzeniach w Pólku. Zamiast tego Wierzbowie otrzymali cynk od komendanta policji granatowej w Tłuszczu, że następnego dnia żandarmi będą w sąsiedniej wiosce, w Równem. Bracia uprzedzili o tym fakcie tamtejszych konspiratorów i nie zdając sobie sprawy z zagrożenia poszli spać.

O świcie następnego dnia żandarmi niemieccy wespół z Kałmukami zajechali na teren folwarku Równe. Zostawiwszy tam samochody ruszyli biegiem w stronę Krawcowizny. Wkrótce dopadli pierwszych zabudowań, porwali jednego z gospodarzy i kazali wskazać sobie miejsce, gdzie znajduje się siedlisko rodziny Wierzbów. Wkrótce, żandarmi wpadli na zlokalizowane podwórze. Bracia zostali kompletnie zaskoczeni. Wacław był jeszcze w domu, Stanisław i Jan pracowali w stodole, Bolesław spał. W pierwszej chwili próbowali ucieczki w las. Stanisław przeskoczył przez parkan między stodołami lecz natknął się na wycelowane w siebie lufy karabinów. Niemcy otoczyli gospodarstwo szczelną tyralierą – o ucieczce nie mogło być mowy.

Żandarmi po uprzednim związaniu przewalili braci na ziemię. Na podwórze wyprowadzono też ich matkę oraz dziewczynę z sąsiedztwa, która pracowała u Wierzbów jako służąca. Niemcy sprawdzili tożsamość mężczyzn, Wacław miał przy sobie fałszywe dokumenty. Na pytanie kim on jest, reszta braci twierdziła zgodnie, że to pomocnik w gospodarstwie. Gdy z domu wyprowadzono kobiety, żandarmi poczęli je bić kijami. Wściekli pytali gdzie jest Wacek. Służąca nie miał pojęcia o konspiracyjnej działalności synów gospodyni. Gdy jeden z Niemców tłukł ją po twarzy, skierował wzrok ku Wacławowi. Jednak widząc to matka mężczyzn poczęła krzyczeć na cały głos, że Wacka tutaj nie ma. Służąca nic nie wyjawiła. Na straszną scenę katowania matki zmuszeni byli patrzeć synowie. Wkrótce żandarmi zabrali się za szczegółową rewizję domu. Nie znaleźli jednak nic podejrzanego. Przechowywane w strzesze dachu karabin, dwa granaty i pistolety były schowane zbyt dobrze. Zabrali więc Wierzbów do miejsca gdzie zostawili samochody i tam załadowali aresztowanych na pakę jednego z nich. Konwój ruszył do Jadowa i tam zatrzymał się na jakiś czas przy budynku policji granatowej. Obok mieścił się budynek poczty, której naczelnikiem był Aleksander Rossa członek organizacji. Wierzbowie siedzieli na ławce w pace samochodowej, zależało im na tym by byli jak najlepiej widoczni. Rossa wyszedł z budynku i popatrzył na konwój, doskonale znał aresztowanych. Bez zwłoki zawiadomił o zaistniałym fakcie pracownicę poczty w Tłuszczu, Zofię Downarowiczówną, kurierkę obwodu. Około godziny 14. Bracia znaleźli się w budynku żandarmerii w Tłuszczu. Tam jeden z Niemców rozpoznał w Wacławie legitymowanego poprzedniego dnia w sklepie mężczyznę. Dekonspiracja Wacława wydawała się być tylko kwestią czasu. Pomimo to Niemcy po spisaniu personaliów nie zajęli się przesłuchaniem braci. Odłożyli to na dzień następny, zaś więźniów umieszczono w areszcie policji granatowej, której siedziba mieściła się w pobliżu żandarmerii.

Szybka decyzja

Wiadomość o uwięzieniu Wierzbów szybko dotarła do władz obwodu. Zastępca „Odrowąża” – Jan Estkowski był u Stanisława Zagórskiego „Słowaka” w Jasienicy, gdy do mieszkania wpadła zdyszana łączniczka ze złymi wieściami. „Szczapa” szybko otrząsnął się z początkowego szoku. Wysłał meldunek do Komendy Obwodu i zarządził pogotowie bojowe dla żołnierzy z najbliższych miejscowości Tłuszcza, Chrzęsnego, Postolisk, Stryjek, Ołdaków i Mokrej Wsi. Partyzanci mieli zgromadzić się wieczorem w lesie majtku Chrzęsne. Sam Estkowski pozostał w Tłuszczu, jako kwaterę objął dom Downarowiczów. Tam czekał na kolejne informacje. Do pracy został zaprzężony wywiad ośrodka. Przede wszystkim zaś nawiązano kontakt z policjantami granatowymi z których większość, na czele z komendantem Lipińskim należała do Armii Krajowej.

Estkowski zdawał sobie doskonale sprawę, że trzeba działać szybko. Niemcy w Tłuszczu nigdy nie przetrzymywali więźniów dłużej niż dobę. Albo wysyłali ich do Warszawy na dalsze śledztwo, albo – co zdarzało się często – rozstrzeliwali ich w lasku, przy drodze z Tłuszcza do Wólki Kozłowskiej. Miejsce to nosiło już wtedy, w 1944 roku złowrogie miano „tłuszczowskiego Katynia” Początkowo Estkowski planował odbicie braci Wierzbów właśnie w okolicy drogi lub lasu. Zbrojny atak w Tłuszczu był wielce ryzykowny. Silnie obsadzone budynki żandarmerii i policji granatowej znajdowały się na  tej samej ulicy Słowackiego. W pobliżu zaś, w okolicy stacji i lokomotywowni stacjonował oddział niemieckiej policji kolejowej i kompania lotników, sporym wzmocnieniem dla okupantów stanowiła grupa własowców. Niemiecka przewaga była więc bezdyskusyjna.

Podjęto decyzje o wykradzeniu więźniów. Powagę sytuacji doskonale znali policjanci grantowi współpracujący z organizacją. Komendant posterunku sierż. Józef Lipiński, członek AK i znajomy Wierzbów, po rozmowie z Teodorem Skurasem „Tulipanem” uzgodnił, że do służby na noc wyznaczy zaufanego plut. Andrzeja Nosala „Orła”. Został on wtajemniczony w akcję i jego zadanie polegało na odwróceniu uwagi drugiego policjanta pełniącego służbę tej nocy – Szwagiera. Funkcjonariusze współpracujący z podziemiem nie mogli być pewni reakcji tych kolegów, którzy współpracę z Niemcami traktowali gorliwie. Toteż wszystko musiało wyglądać tak, by po akcji nie rzucono na nich podejrzenia.

Tymczasem dowodzenie żołnierzami zebranymi w lesie majątku Chrzęsne objął ppor. Czesław Rozmierski „Hryniewicz” – szef placówki Tłuszcz. Oddział ten miał zbliżyć się do Tłuszcza i przejść kilka kilometrów do lasu wsi Rysie. „Hryniewicz” jednak zwlekał, chciał najpierw skontaktować się z przebywającym w Tłuszczu Estkowskim. W tym celu wysłał Piotra Kielaka „Piasta”, Mieczysława Rosę „Piechura” i Wiktora Roguskiego „Olszynę”. O północy wysłannicy Rozmierskiego spotkali się z Estkowskim na skrzyżowaniu dróg w Wólce Kozłowskiej. „Szczapa” spodziewał się więcej osób. Czas leciał szybko i na niekorzyść planowanej akcji. Postanowił wykonać akcję tylko z tymi trzema żołnierzami. Odesłał furmankę na której przyjechali a woźnicy, Kazimierzowi Kielakowi nakazał przekazanie wiadomości „Hryniewiczowi”, by ten przeszedł w bezpośrednią okolicę Tłuszcza. Prócz trzech przybyłych, Estkowski miał przy sobie jeszcze kilku ludzi: Stanisława Dabińskiego, Stefana Krawczyka „Stena” i Włodzimierza Jacurę „Brzechwę”. Byli to mieszkańcy Tłuszcza wobec czego ich zadanie polegało na obserwacji obu posterunków. Ze względu na bezpieczeństwo nie mogli bezpośrednio uczestniczyć w akcji.

„Szczapa” wraz z trzema podkomendnymi zakradli się na tyły terenu policji granatowej. Tam trzech z nich przeskoczyło dwumetrowe ogrodzenie wieńczone drutem kolczastym. Dobrze uzbrojony „Piast” został na zewnątrz i pilnował rozwoju sytuacji od strony budynku żandarmerii. Na jego dachu stało stanowisko ciężkiego karabinu maszynowego. Otworzywszy ogień, Niemcy bez trudu mogliby zaprzepaścić całą akcję. Po wejściu na teren policji, „Piechur” i „Olszyna”, skierowali się z łomami w stronę drzwi aresztu. Estkowski ubezpieczał ich, celując karabinem w okno posterunku. Po chwili rozległ się trzask kłódki od drzwi wejściowych, partyzanci wpadli na korytarz i rzucili się w kierunku celi w której przetrzymywani byli Wierzbowie. W tym wypadku wyłamanie drzwi trwało dłużej, lecz także się udało. Wierzbowie i ich oswobodziciele wybiegli na podwórze i skierowali się w stronę ogrodzenia. Po przejściu tej przeszkody wszyscy wbiegli w sąsiednie pole żyta i pognali co sił w stronę Wólki Kozłowskiej i Rysia. Wacław, Stanisław, Bolesław i Jan Wierzbowie byli wolni.

Tymczasem dwóch policjantów – w tym jeden wtajemniczony w akcję – pełniących służbę tej nocy obudzili swoich przełożonych i powiadomili o rozbiciu aresztu. Wcześniej słyszeli ruch przed aresztem, lecz nie rozpoczęli strzelaniny. Nosal doskonale uśpił czujność drugiego funkcjonariusza, który gdy doszło do ucieczki więźniów obawiał się wszczęcia strzelaniny. Obudzony sierżant Szymczak, pełniący rolę tłumacza na linii żandarmeria – policja granatowa, zadzwonił do żandarmerii, lecz nie mógł się z nimi dogadać. Niemcy tej nocy urządzili sobie libację alkoholową. Dopiero na drugi dzień podjęli kroki w celu wyjaśnienia sprawy, Byli wściekli i przesłuchiwali policjantów codziennie przez kilka dni. Skończyło się jednak na stosunkowo niewielkiej karze.

Już na drugi dzień po uwolnieniu Wierzbów, o akcji stało się głośno w całej okolicy. Wydarzenie to wpłynęło na podniesienie ducha mieszkańców Tłuszcza i sąsiednich wiosek. Zasłużoną sławę zdobył też dowódca – Jan Estkowski. Wkrótce po odbiciu komendant obwodu mjr. Edward Nowak „Jog” wystąpił o nadanie mu właśnie za te akcję Krzyża Walecznych. Wniosek gorąco poparł ppłk. Kazimierz Suski „Rewera”. Wykradzenie szefa Ośrodka Tłuszcz i jego braci z aresztu policji, na terenie naszpikowanym oddziałami niemieckimi jest jednym z ważniejszych wydarzeń w historii Armii Krajowej dawnego powiatu radzymińskiego. Wiele lat później jeden z odbijanych, Stanisław Wierzba „Zawada” wspominając te wydarzenia w liście do Estkowskiego, zwracał uwagę, że na terenie ośrodka tylko on mógł zdecydować się na przeprowadzenie takiej ryzykownej akcji, bowiem dowódcy placówek byli ludźmi nieostrzelanymi i bez doświadczenia w akcjach dywersyjnych.

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.