Wołomin i jego mieszkańcy w czasach pana Woyciechowskiego

W rok po nabyciu dóbr wołomińskich przez Henryka Konstantego Woyciechowskiego, w Wołominie osiedlił się także jego rówieśnik i dawny krakowski kolega, wybitny uczony i geograf, Wacław Nałkowski. Na wołomińskich Górkach, położonych po zachodniej stronie ziem Woyciechowskiego, zbudował drewniany dom, nazwany „domem nad łąkami”. Córka Wacława Nałkowskiego, Zofia tak to później wspominała: „Ale zanim jeszcze stanął nasz dom, ujrzałyśmy wtedy tę starą kobietę na wydmuchu piasków. Stała i patrzyła ku nam jednak z życzliwością. Pierwsza też wszczęła rozmowę. – To państwo także tu szukają czegoś do kupienia? – Nie, ściśle mówiąc nie mieliśmy jeszcze wówczas tego zamiaru. – Bo te lasy precz są do sprzedania. I ten grunt Perguła, na którym mój się zbudował, jest już sprzedany. To kupił jakiś bogacz i będzie tu zakładał ogród. Nazywa się Fersen”1.

„Odległe o niecałe dwa kilometry od ‘domu nad łąkami’ miasto Wołomin związane jest dla mnie wspomnieniami głębokiego dzieciństwa i dalekiej młodości – pisała w  jednym artykule Zofia Nałkowska. – Był jeszcze wsią, gdy stał tam drewniany dworzec kolei zwanej naprzód Petersburską, później Wileńską, z którego przez długie lata chodziliśmy te niecałe dwa kilometry piaszczystą leśną drogą do ‘domu nad łąkami’ – póki nie zbudowano małego przystanku daleko bliżej, tuż za Kobyłką. Tam w domu z dużym ogrodem mieszkali Mania i Witold, towarzysze naszych zabaw dziecinnych. Pamiętam, że była tu kiedyś cegielnia. Była też kiedyś huta szklana. Później tylko wspominało się o nich, że były. Po cegielni zostały duże stawy pod lasem, po hucie są jeszcze jakieś budynki. Później przyszły dni bezrobocia i nędzy, wędrówki pod niebem całych gromad ludzkich poszukujących pracy”2.

Zanim jednak nastały owe „dni bezrobocia i nędzy”, Wołomin na początku XX wieku przeżył okres intensywnego rozwoju. Parcelacja majątku energicznie prowadzona przez Henryka Konstantego Woyciechowskiego spowodowała znaczny wzrost liczby mieszkańców. Przybysze po atrakcyjnych cenach i „na spłaty” nabywali tu działki i budowali, podobnie jak pan Fersen z powieści Nałkowskiej, domy letniskowe3. Stawiali „drewniane wille, nieduże, ozdobne, z werandą na dole i ażurowymi balkonikami na piętrze, z trawnikiem i kępami krzewów parkowych pod oknami”4. Zofia Nałkowska notowała w „Dziennikach”: „Dalekie spacery po okolicach, oglądanie niezliczonych osad, domków, ‘willi’, które się tu rozsypały w ostatnich latach, zamieniając nasze pustkowie w typowe letnisko” (Górki, 17 VIII 1910)5.

Z czasem letnicy mieszkający na obrzeżach tego „pustkowia” mogli przemieszczać się tramwajami konnymi. „Za torem kolejowym, na wprost dworca znajduje się kolejka konna, łącząca Wołomin z osiedlami w kierunku Zenonowa, ma być ona (…) przedłużona do Annopola” – donosił w 1930 roku „Głos Wołomina i Powiatu Radzymińskiego”6. Druga linia biegła od dworu Henryka Konstantego Woyciechowskiego na południe do lasu Wołomin (lasu Nasfetera), trzecia zaś – ze Sławka do Nowej Wsi, majątku będącego w posiadaniu Korolkiewiczów7.

„Wołomin (…) powstał w celu zaspokojenia drożyzny mieszkaniowej w Warszawie, jak również w celu prowiantowania w sezonie letnim okolicznych letnisk” – czytamy w piśmie Komitetu Obywatelskiego z 10 sierpnia 1914 roku8. Jednak ważniejszym czynnikiem rozwoju miejscowości aniżeli kupiectwo i rzemiosło pracujące na potrzeby letników była, wybudowana jeszcze w XIX wieku „Warszawsko – Petersburskaja Żeleznaja Doroga”9. Dzięki kolei żelaznej rozkwitł w Wołominie przemysł, pierwsze fabryki powstawały właśnie w niewielkiej odległości od przystanku kolejowego, jak zakład braci Piernikarz wytwarzający łóżka i dziecięce wózki (w 1902 roku), czy huta szkła, zbudowana przez byłego właściciela młyna w Międzylesiu, Szlamę Kona (w 1904 roku), która wkrótce stała się największym zakładem pracy w Wołominie. W szybkim tempie powstawały zakłady i fabryki o często intrygujących nazwach jak: Warszawska Fabryka Iluzji Artura Landaua, Józefa Montlaka i Adama Koska, która po prostu wykańczała tiul jedwabny i bawełniany oraz produkowała koronki i firanki (w 1907 roku), albo bardzo nowoczesna jak na tamte czasy Specjalna Parowa Fabryka Rozmaitych Lasek Spacerowych Jakuba Lejby Dajczgewanda (w 1911 roku). W pierwszych latach XX wieku rozpoczęły działalność zakłady, początkowo typu manufakturowego, wkrótce już fabrycznego: warsztat mechaniczny Wolfa Kropfmana, wytwórnia pasmanterii damskiej L. Pinkerta (w 1910 roku), huta szkła „Praca”, założona przez robotników (w 1913 roku)10, odlewnia żeliwa i fabryka maszyn rolniczych Szymona Dondego i Michała Kona (w 1914 roku). W cieniu tych wielkich zakładów pracowały prężnie mniejsze fabryczki i warsztaty usługowe: garbarnie, olejarnie, młyn parowy, cegielnie, wytwórnia prawideł szewskich.

Rozwijało się budownictwo. Wokół fabryk i dworca przedsiębiorcy budowlani kupowali place i wznosili na nich domy czynszowe. Ubożsi mieszkańcy sami stawiali własne domki. „Dom, w którym mieszkali Łońscy, była to drewniana, naga chata z czarnym dachem, stojąca wśród kusych podkrzesanych sosenek. (…) Przed domem był brudny, wydeptany piasek bez mchu i igieł, z boku mała drewniana buda dla kur i na drzewo. Naprzeciwko, poprzez gołe, ciemne pnie drzewek, widać było szary tył innego domu, który był właściwie tylko połową domu i miał front na drugą stronę, na swoje własne takie samo podwórze. A od strony Łońskich wyglądał jak jakiś wysoki parkan – bez drzwi, bez okien, nawet bez dachu, bo dach widoczny był tylko od przodu. Takie połowy domów stawiali tu często ludzie biedni – nie wiem dlaczego – zastanawiała się Zofia Nałkowska. – Widocznie wynikała z tego jakaś oszczędność. Choć przecież można było budować dom mniejszy, ale z całym dachem, który by spadał w obie strony. I wtedy byłoby daleko ładniej”11.

Pracowite życie miejscowości zakłócały w tamtym czasie jedynie robotnicze protesty, które wybuchały w hucie i miały podłoże ekonomiczne12. Niemniej jednak Wołomin był wtedy w okresie bujnego rozkwitu gospodarczego. Tuż przed wybuchem I wojny światowej liczba ludności dochodziła do 13000, a w okresie wakacji, wraz z przybywającymi tu tłumnie letnikami wieś miała nawet 18.000 mieszkańców!13

Atmosferę pierwszych miesięcy wojny światowej w Wołominie oddają zapiski Zofii Nałkowskiej, którą sierpień 1914 roku zastał na Górkach. Pisarka spędzała dni na dworcu kolejowym, wraz z innymi letnikami, którzy bezskutecznie starali się przedostać do Warszawy. Obserwowała przejeżdżające przez Wołomin pociągi: najpierw wiozące wojsko na zachód, potem – jadące z ewakuowanymi urzędnikami carskimi na wschód, w głąb Rosji. Była świadkiem zmierzających w kierunku Warszawy i frontu pociągów towarowych ze zmobilizowanymi żołnierzami, a później pociągów powracających z rannymi na froncie. Relacjonowała te wydarzenia w „Dziennikach”:

Górki 6 VIII 1914: „Nie ma poczty. (…) Jesteśmy prawie odcięci od Warszawy, pociągi są tylko dla wojska i rodzin wojskowych. Idą wciąż całe łańcuchy wagonów towarowych, pełne żołnierzy, krzyczących przechodniom pożegnania, koni smutnych i armat. Komunikacja odbywa się piechotą do jakiejś Strugi, skąd funkcjonuje kolejka marecka. Nic się o nikim nie wie, nic się nie pisze. (…) Wszyscy zbierają zapasy na gwałt, a my niestety nie mamy ich za co kupować.”

Górki, 23 VIII 1914: „W dzień jadą wciąż pociągi towarowe z żołnierzami w stronę Warszawy i aż tutaj słychać głośny, zbiorowy klamor ‘hura!’ A nocą wiozą pono w odwrotną stronę całe pociągi rannych spoza Warszawy – i te jadą cicho.”

Górki, 28 VIII 1914: „Wczoraj znalazłam się w Wołominie podczas postoju pociągu z żołnierzami. Jadą teraz z powrotem ku południowi ci, co przed trzema tygodniami wysłani byli w stronę Suwałk. Rozmawiałam z kilkoma. Byli to sami Polacy, tutejsi, prawie znajomi – tyle tylko, że odziani w mundury; nie mają tego ponurego, dzikiego charakteru egzotyczności – co tamci, krzyczący ‘hura!’ – ale przez to sprawy ich czekające wydają się bardziej bezpośrednie i straszliwe. W telefonie pomagałam im szybko wynajdować numery, aby zdążyli żony swoje powiadomić o tym przelotnym powrocie. ‘Teraz do Warszawy, a dalej nie wiemy gdzie’ – mówili jeden po drugim. Byli zwyczajni i zrozumiali. – Poprzednio, gdy jechały wojska z głębi Rosji, pociągi pełne były okrzyków, żołnierze machali chustkami i rękami, kłaniali się czapkami. Pociągi z Polakami jadą cicho, a niektórzy młodzi chłopcy zamiast ukłonów przesyłają pocałunki. (…) Owym żołnierzom mówiłam, tak jak się mówi chorym śmiertelnie to, co jest najmilszą prawdą: że Niemcy na rosyjskiej granicy są słabi i nieliczni, że u nas siedzą biernie, okopani w zajętych bez walki miastach.”

Górki, 2 IX 1914: „Powracają masami ci, co niedawno masami wyjeżdżali w tamtą stronę. Są teraz chorzy, śmiertelnie zmęczeni techniką transportu, odarci z ubrania, brudni, cuchnący, okryci robactwem, spragnieni, nawet głodni. Pomimo uruchomienia masy stowarzyszeń ratowniczych, nie ma dość rąk do robienia opatrunków, operacji bez chloroformu, obmywań i posługi, nie ma bielizny i pościeli.”

Górki, 3 X 1914: „Dziś drogą koło nas przejeżdżała rosyjska konnica, daleko wśród zaoranych pól i ugorów broń ich połyskiwała w słońcu. Wsie okoliczne obsadzone są już przez wojsko.”

Górki, 9 X 1914: „Nie ma już wojska, które się tak rodzajowo snuło tu w mgliste wieczory po drogach leśnych. Miałam nawet na ten temat nieco tremy, ale niesłusznie, bo w ogóle zachowali się bez zarzutu, mimo iż byli kozakami kubańskimi. Leżąc w łóżku, widziałam też przez okno lecący nisko niebem aeroplan wojenny. Spadł blisko w Nadarzynie i był rosyjski. – Sąsiedzi powiadają wciąż o znacznej bliskości Niemców, ale w promieniu mego widzenia nic się jeszcze nie staje”14.

Górki, 14 X 1914: „Słuchanie wciąż tych strzałów staje się męką. (…) Dziś wstałyśmy o piątej zbudzone zapowiedzią jakiegoś pociągu i w gęstej mgle poszłyśmy na przystanek. Przejeżdżały pociągi wojskowe, na platformach wózki, armaty, ciemne sylwetki żołnierzy we mgle. Cała partia powołanych z pospolitego ruszenia. Jakowaś matka z Kobyłki przyleciała zobaczyć jeszcze swego drugiego (bo jeden już przepadł pod ‘Królewicem’)”15.

Pod koniec wojny Wołomin zaczął przeżywać kryzys. Brakowało żywności i opału. Opustoszały sklepy, w których nie było artykułów codziennego użytku, odzieży i obuwia. Dzieci chodziły boso. Szerzył się tyfus. „Wojna i mór – notuje 5 sierpnia 1917 roku Zofia Nałkowska. – Wszędzie dookoła umierają na dyzenterię. Na cmentarz w Kobyłce jedzie co dnia parę pogrzebów”16.

Przez całą wojnę nie funkcjonowały prawie wszystkie zakłady przemysłowe, w tym dwa największe: huta „Wołomin” i huta „Praca”, co przyczyniło się do powszechnego bezrobocia. Brak pracy, głód i choroby spowodowały stopniowe wyludnianie się miejscowości17. Wyjeżdżała przede wszystkim ludność fabryczna, ale także Rosjanie i Niemcy opuścili Wołomin, pozostawiając swoje domy. Nie przyjeżdżali letnicy. Właściciele nieruchomości, w których nie miał kto mieszkać, rozbierali budynki i sprzedawali materiały budowlane, przez co Wołomin był w połowie zrujnowany. Przygnębiający widok pustych placów po rozebranych na opał drewnianych domach i wyciętych drzewach dopełniał ten obraz zniszczeń. Na tych wolnych placach nakazano mieszkańcom sadzić ziemniaki, aby polepszyć sytuację żywnościową18.

Niepodległość do Wołomina wkroczyła nagle. Zofia Nałkowska tak opisała ten dzień: „Przyszła z miasta Janowa i powiedziała: – Co się też to nie dzieje! Żandarmom przyszły i odebrały strzelby, konie, wszystko w ogóle. Mięsa tam mieli, kaszy, mąki i czego tylko! Ale nie dadzą nic wziąć, same stanęły i pilnują. Ludzi się nazlatało, mówią, że im się teraz należy wszystko swoje odebrać, że teraz nikt nie rządzi. Felczer też przyszedł, bo się żandarmy z tymi nowymi postrzelały, więc ich obwija. Te nowe to same takie młode. Palta zaraz pozdejmali, a pod spodem już miały mundury. Przypasały sobie szable i weśli na konie”19. Było to 11 listopada 1918 roku. Po ponad trzech latach okupacji niemieckiej miejscowa placówka Polskiej Organizacji Wojskowej przy pomocy cywilnej ludności rozbroiła okupantów, zarekwirowała zapasy mąki i gryki i przekazała je piekarzom na chleb dla ludności.

Zofia Nałkowska relacjonując opowieść służącej Janowej, określiła Wołomin miastem, chociaż miejscowość oficjalnie została podniesiona do rangi miasta dopiero 4 lutego 1919 roku, kiedy to Naczelnik Państwa wydał stosowny dekret. Wydaje się, że to powszechnie szanowani obywatele osady sami przemianowali Wołomin na miasto. Już w 1917 roku, podczas zebrania, które odbyło się 23 marca pod przewodnictwem burmistrza Józefa Strohmajera20, powołali pierwszy samorząd, wybierając sześcioosobową Radę: Bronisława Pawęczkowskiego, Pawła Cytowskiego, Czesława Dąbrowskiego, Jana Rebandla, Szymona Donde i Lejbę Burakowskiego, a na zastępców radnych: Józefa Lewańskiego i Izraela Garfinkela21. Z protokołów z posiedzeń Rady dowiadujemy się o problemach, które nurtowały Wołomin: brak mąki i chleba, ziemniaków, cukru i nafty, niezbędnej do oświetlenia, brak schroniska dla żebraków oraz oświetlenia elektrycznego (elektrowni)22.

Pierwsze lata po odzyskaniu niepodległości były dla Wołomina okresem ponownego, chociaż powolnego ożywienia gospodarczego. Odradzał się przemysł, wznawiały pracę dawne zakłady, powstawały nowe. Znowu wzrosła nieco liczba mieszkańców. We wrześniu 1921 roku podczas Pierwszego Spisu Powszechnego w mieście było obecnych  6248 mieszkańców23.

Dzięki dobrej komunikacji ze stolicą napływali nowi mieszkańcy. Aleksander Gieysztor, wybitny historyk, wspomina: „Był sierpień 1921 roku. Polska jako niepodległe państwo istniała dopiero od paru lat. A od wojny z bolszewikami minął rok. (…) To był okres głodu mieszkaniowego w odrodzonej po tylu latach stolicy i naporu na nią nie tylko rzesz urzędniczych z całego kraju, ale również owej fali repatriantów z Rosji bolszewickiej. Wynajęto dom w Wołominku, takiej jeszcze z dziewiętnastego wieku małej kolonijce letniskowej. Wołomin był żydowski, miasteczko z małym przemysłem znajdowało się po prawej stronie kolei. Natomiast Wołominek bliżej Warszawy, koło Kobyłki. Chodziło się do kościoła parafialnego w Kobyłce. Szło się przez pola, gdzie harcowały skowronki. Mieszkaliśmy w tym Wołominku mniej więcej naprzeciwko Domu nad Łąkami Zofii Nałkowskiej. A sąsiadowali z dworem niemieckiego przemysłowca, wielkiego producenta cegły. Ten drewniany dwór, niegdyś zadbany, interesujący, popadł po wyjeździe właścicieli w ruinę. Ale stanowił jednak część najbliższego pejzażu”24.

Miasto było wielonarodowe25. 1 kwietnia 1924 roku ks. kardynał Aleksander Kakowski erygował parafię katolicką pw. Matki Bożej Częstochowskiej. Kościół, którego budowę rozpoczął jeszcze w 1908 roku ks. kanonik Antoni Zagańczyk, proboszcz parafii Kobyłka, został ostatecznie ukończony w 1931 roku przez ks. Jana Ignacego Golędzinowskiego26, „kapłana wielkiej pracy na polu religijnym i społecznym”. Dzięki wytężonej działalności duszpasterskiej proboszcza, kościół odgrywał nie tylko ważną rolę w umacnianiu religijności, ale także w integrowaniu się mieszkańców, którzy brali udział w pracach licznie powstających organizacji kościelnych: Trzecim Zakonie św. Franciszka, Bractwie Żywego Różańca, Związku Matek Chrześcijańskich, Apostolstwie Modlitwy, dziecięcej Krucjacie Eucharystycznej oraz Lidze Katolickiej (Stowarzyszeniu Młodzieży Męskiej i Żeńskiej).

Wyznawcy innych religii mieli własne miejsca kultu. Przy ulicy Słowackiego 12, w domu Królów, był dom modlitwy baptystów. Przy ulicy Poznańskiej, róg Przejazd, znajdował się cmentarz ewangelicki27. Gmina żydowska posiadała dom modlitewny na ulicy Sienkiewicza i cmentarz na peryferiach miasta28. W Wołominie była też szkoła dla dzieci żydowskich, w domu Mandelberga przy ulicy Warszawskiej 9, którą kierował Alfred Żyliński.

29 czerwca 1930 roku powstała w Wołominie parafia prawosławna. Pierwsza skromna cerkiew mieściła się na poddaszu istniejącego do dzisiaj drewnianego domu przy ulicy Tramwajowej29, którego właścicielem był Abraham Matwiejewicz Michalczenok, Białorusin pochodzący z Wileńszczyzny30. Pierwszym proboszczem został ks. Borys Sobolewski. Przy parafii działał chór pod dyrekcją Eugeniusza Łukarżewskigo31. W szkole powszechnej natomiast religii nauczał ks. Jan Kusznier. 7 kwietnia 1935 roku położono kamień węgielny pod budowę nowej świątyni prawosławnej u zbiegu ulic Kanałowej i Lipińskiej. Ocalała lista ofiarodawców, którzy materialnie wspierali budowę, z której wynika, że do parafii należało 110 rodzin. Cerkiew została ukończona i uroczyście poświęcona 29 czerwca 1938 roku, w dniu Patronów św. Apostołów Piotra i Pawła32.

Rozwijała się służba zdrowia, chociaż do 1939 roku w Wołominie nie było szpitala33. W latach 30. przy ulicy Sienkiewicza 1 mieściła się Ubezpieczalnia Społeczna. Przyjmowali w niej tzw. lekarze domowi: Zygmunt Siedlecki34, Jan Sikorski35 oraz dojeżdżający z Warszawy specjaliści: Bronisław Bartnicki i Leokadia Wittenberg. W prywatnych gabinetach przyjmowali Zachariasz Frank –  laryngolog36 na ulicy Sienkiewicza 24 B oraz wielu innych bardzo dobrych lekarzy, których nazwiska zapisały się w pamięci wdzięcznych pacjentów37. W Kasie Chorych przy ulicy Długiej 33 lekarzem naczelnym był Samuel Etkin. Na ulicy Kościelnej pod numerem 38 działał Ośrodek Zdrowia, którym kierował Józef Dawid Frydman. W Ośrodku znajdowały się przychodnie: przeciwgruźlicza, przeciwjaglicza i przeciwweneryczna oraz Stacja Opieki nad Matką i Dzieckiem, które dobitnie świadczą o problemach zdrowotnych jakie wtedy dotykały mieszkańców Wołomina. Było także kilka składów aptecznych: Marjana Olechowskiego na ulicy Łąkowej 10, Gołdy Stawskiej (1924) na ulicy Warszawskiej 19, Marcina Olechowskiego (1913) na ulicy Kościelnej 23, w której zatrudniał się farmaceuta Walerjan Ryniejski (1928). Apteką Ubezpieczalni Społecznej zarządzał Jakub Szmerkowicz (1921), a leki sprzedawała dyplomowana farmaceutka Stefanja Choromańska (1930)38.

3 września 1928 roku do Wołomina przyjechała z Pomorza nauczycielka Jadwiga Markowska. Otrzymała posadę kierowniczki 7–mio klasowej Publicznej Szkoły Powszechnej Nr 2 (żeńskiej) mieszczącej się na rogu ulic Wileńskiej i Długiej39. Dom „jedyny a najlepiej zbudowany i największy, zniszczony podczas wojny wszechświatowej” w Wołominie, został zakupiony i wyremontowany w 1920 roku przez burmistrza Józefa Lewańskiego. Szkoła zajmowała w nim dwa piętra40, na drugiej kondygnacji znajdowała się wspomniana 7–mio klasowa Publiczna Szkoła Podstawowa Nr 2 (żeńska)41, a na pierwszej – Nr 1 (męska). Wkrótce okazało się, że nowa placówka oświatowa jest przepełniona. „Ciasne sale, duszne, bo za małe na taką ogromną ilość dzieci, jaka się u nas mieści, brak podwórka i boiska, ustępy urągające wszystkiemu temu, co się mówi o higienie większych zgromadzeń pracujących ludzi, to warunki pracy naszej – pisze kierowniczka w 1929 roku w swoim pamiętniku. – Toteż nic dziwnego, że cierpi na tym zdrowie nasze, a przede wszystkim zdrowie dziatwy. Gruźlica ma tu doskonałe warunki rozwoju”42. Wśród dzieci panowały epidemie wszystkich możliwych chorób: świnki, odry, szkarlatyny, zapalenia mózgu, a nawet tyfusu. – „Życie szkolne w coraz cięższych warunkach – alarmuje Jadwiga Markowska w 1931 roku. – Dzieci coraz więcej, a miejsca oczywiście coraz mniej. Nie będzie gdzie niedługo uczyć. W przyszłym roku, o ile nie zmieni się stan posiadania naszej szkoły, nie będzie można przyjąć wszystkich dzieci. Tego roku uczą się na trzy zmiany i ta 3–cia zmiana odbywa naukę po dwu w szkole męskiej”43. Kamień węgielny pod nowy gmach szkolny udało się położyć dopiero w 1933 roku dzięki działającemu w Wołominie od 1930 roku Komitetowi Budowy Szkoły. Rok później przy ulicy 3 Maja oddano do użytku parter nowo wybudowanej Szkoły Powszechnej Nr 4, cały budynek oddano w 1935 roku44.

Życie publiczne i społeczne w Wołominie po 1918 roku nabrało tempa. Wielką rolę w kształtowaniu ducha patriotyzmu nadal odgrywała Ochotnicza Straż Pożarna. Wybuch wojny „zahamował prace organizacyjne przez powołanie pod broń znacznej części druhów. (…) W okresie niepodległości Polski, przy poparciu Związków Pożarniczych, Straż nasza rozwija się coraz pomyślniej, tak pod względem wyszkolenia drużyny jak i materialnym – pisali strażacy w „Jednodniówce”. W 1925 roku zostaje wybudowana wspinalnia ćwiczebna, a w latach następnych powiększono znacznie sprzęt ratowniczy. W roku 1928 Straż obchodzi uroczyście 20–lecie istnienia, zaś w 1933 święci wspaniale jubileusz 25– lecia, który odbywał się pod honorowym protektoratem JWP. Stefana Morawskiego Starosty powiatu Radzymińskiego i prezesa Rady Powiatowego Związku Straży Pożarnych45.

Młodzież zrzeszała się w drużynach harcerskich. Już w 1918 roku powstały I Wołomińska Drużyna Harcerzy im. Władysława Łokietka i I Drużyna Harcerek im. Królowej Jadwigi, a kilka lat później, w 1929 roku – 64. Drużyna Harcerska im. Stefana Batorego46.

Powstawały organizacje sportowe: Związek Strzelecki (w 1923 roku), Klub Sportowy „Olimpia”, Robotniczy Klub Sportowy „Siła – Wołomin”, Koło Łowieckie „Pudło” (w 1928 roku), Wołomińskie Koło Cyklistów (w 1931 roku). W 1932 roku przy ulicy Sokolej, na gruntach podarowanych przez Wacławę Woyciechowską – Mossakowską, otwarto boisko sportowe.

Centrum życia kulturalnego miasta znajdowało się w Domu Ludowym na ulicy Długiej. Działało prężnie Koło Dramatyczne, które wystawiało sztuki teatralne w kinoteatrze „Adria” na Placu Górnośląskim. Przy Towarzystwie „Przyjaciele Wołomina” została otwarta czytelnia, kierowana przez Janinę Czaplicką (od 1920 roku). Występował amatorski zespół wokalno – muzyczny „Echo” (od 1925 roku). Czynne też były dwa kinematografy: „Weneda” i „Oaza”47. Pokazy filmowe jako rozrywka tania cieszyły się dużym powodzeniem.

Powoływano do życia organizacje społeczne: schronisko dla starców oraz Towarzystwo Ubogim Dzieciom (w 1925 roku), które utrzymywało bursę dla chłopców i sierociniec, prowadzony przez siostry Albertynki.

Rzemieślnicy skupiali się w cechach, a kupcy w stowarzyszeniach: w Cechu rzeźniczo – wędliniarskim (w 1927 roku), w Cechu piekarzy (w 1931 roku), w Stowarzyszeniu Rzemieślników Chrześcijan (w 1930 roku)48.

W 1926 roku z inicjatywy proboszcza ks. Jana Ignacego Golędzinowskiego powstał pierwszy bank: Kasa Rzemieślniczej Spółdzielni49.

9 marca 1919 roku Rada Miejska podjęła uchwałę o przystąpieniu Wołomina do Związku Miast Polskich. Wołomin znalazł się wśród miast – założycieli Związku50.

Aktywizowali się mieszkańcy poszczególnych dzielnic, powstały: Stowarzyszenie Przyjaciół Osiedli Miasto – Ogród Stefanówka, Miasto – Las Helenówka i okolice – Klucz Ręczajski (w 1929 roku), Towarzystwo Miłośników Osiedli Wołominka, Sławka i Okolic (w 1930 roku)51. Od 1922 roku działało Stowarzyszenie Właścicieli Nieruchomości m. Wołomina. Jego członkowie piszą 17 grudnia 1925 roku do Magistratu miasta Wołomina: „Zarząd Stowarzyszenia Właścicieli Nieruchomości miejskich w Wołominie prosi o zwrócenie uwagi i wydania odnośnego rozporządzenia w celu ukrócenia bezprawnego handlu w niedziele i święta na ulicach naszego miasta. – Obecnie mimo ustawy sejmowej o zakazie handlu w dni świąteczne, w naszym mieście od rana do nocy nie tylko, że sklepy są otwarte, ale i różni przekupnie ze straganami na ulicach miasta w najkarygodniejszy sposób uprawiają swój proceder, przekształcając dni świąteczne na targowisko. Nadto prosimy Magistrat o powiadomienie władz policyjnych, ażeby przestrzegały ściśle przepisów prawa i nie dopuszczały handlu we wspomniane świąteczne dni nie tylko jawnie, lecz i potajemnego, jak obecnie w praktyce przez wejścia ukryte od tyłu”52.

22 maja 1930 roku prezes Stowarzyszenia Właścicieli Nieruchomości, Stefan Nasfeter, skierował do Magistratu miasta Wołomina następne pismo, domagając się tym razem przeniesienia stolicy powiatu do Wołomina:

Miasto Wołomin, przewyższające liczbą mieszkańców obszar całego powiatu Radzymińskiego, jako jednostka administracyjna, pozbawione jest siedziby Władz Państwowych jak Urzędu Starostwa, tak Urzędu Skarbowego i Kasy Skarbowej. Wielotysięczne rzesze mieszkańców zmuszone są codziennie odbywać wędrówki do odległego Radzymina, znajdującego się na końcu powiatu, co powoduje stratę czasu i naraża mieszkańców na poważne straty i koszty podróży. Miasto Wołomin położone jest przy linii kolejowej łączącej cały powiat wygodną komunikacją najdalsze zakątki powiatu Radzymińskiego. Wychodząc z założenia, że Wołomin pod względem bezpieczeństwa i t.p. wymaga scentralizowania Władz powiatowych jako i ośrodek przemysłowo – handlowy. Wobec tego, że powyższa sprawa niejednokrotnie była już poruszana bez rezultatu, niniejszym chcemy oficjalnie zapoczątkować urzeczywistnienie starań o przeniesienie Władz administracyjnych i skarbowych do Wołomina, lub utworzenie ekspozytur. Ze swej strony będziemy dokładać wszelkich starań i środków do przyspieszenia i pomyślnego załatwienia sprawy przez Zarząd miasta53.

Na przypomnienie zasługuje działalność Towarzystwa Miłośników Osiedli Wołominka, Sławka i Okolic”. Początkowo uwagę jego członków zaprzątał problem bezpieczeństwa mieszkańców Wołomina, przede wszystkim przy przechodzeniu na drugą stronę torów kolejowych. Piszą zatem do Redakcji „Kuriera Czerwonego” i „Expressu Porannego”:

„Komunikujemy uprzejmie, że dnia 9 lutego 1930 roku, zostaje zwołany przez Zarząd wiec ludności Wołominka, Sławka i Okolic, w sprawie ponownego zamknięcia przez władze kolejowe przejścia w parkanie, na który to wiec prosimy uprzejmie o delegowanie Swego przedstawiciela. – Wiec odbędzie się w lokalu Związku Strzeleckiego przy ulicy TRAMWAJOWEJ o godzinie 1-ej po południu. Wyznaczony przedstawiciel proszony jest o zgłoszenie się po przyjeździe do Wice–Prezesa Zarządu pana K. Bieńkowskiego, zamieszkałego przy ulicy Tramwajowej Nr 1”54.

21 listopada 1930 roku wiceprezes Zarządu – K. Bieńkowski i sekretarz E. Protasewicz wysłali do „Pana Zawiadowcy Stacji w Wołominie” kolejny list:

„Ponieważ pociągi towarowe zatrzymują się na stacji Wołomin, zagradzają czasami na czas dłuższy przejście przy ulicy Tramwajowej, co z jednej strony przerywa normalną komunikację pomiędzy Wołominem a Wołominkiem, a z drugiej strony naraża mieszkańców, a zwłaszcza dzieci na niebezpieczeństwo podczas przełażenia przez breki, lub pod wagonami – prosimy o wydanie polecenia służbie kolejowej rozczepiania podczas postoju pociągów towarowych na przejściu. – Jednocześnie prosimy o przedłużenie chociaż pierwszych dwóch peronów na przejścia przy ulicy Tramwajowej, a to z dwóch powodów: 1. podczas zatrzymywania się osobowych pociągów o większym składzie jak np. Warszawa – Wilno, Warszawa – Baranowice, publiczność wysiadająca z ostatnich wagonów zmuszona jest skakać z dość znacznej wysokości; 2. przedłużenie peronów położy kres przechodzeniu publiczności przez tory, gdyż każdy będzie miał z pomostu wejście na peron. O decyzji Pana w tych sprawach prosimy uprzejmie nas powiadomić”55.

Nie wiadomo jaki był skutek prowadzonej korespondencji, jednak Towarzystwo Przyjaciół Osiedli Wołominka, Sławka i Okolic miało ambitniejsze plany działalności: wykorzystując walory klimatyczne i przyrodnicze okolicy przekształcić dzielnicę Wołominek w miasto – ogród. Podjęto energiczne i dość konsekwentne działania w kierunku uporządkowania i rozwoju Wołominka, który zajmował wówczas obszar około 170 hektarów, tj. 1/3 obszaru całego miasta. Uznano przy tym, że jednym z najważniejszych zadań będzie wzniesienie nowoczesnej szkoły przy ulicy Przejazd, róg Lwowskiej. W tym celu Towarzystwo wydało odezwę do mieszkańców Wołomina, wzywającą do składania datków pieniężnych. Odezwa kończy się wzniosłymi słowami: „Trzeba, żeby nas przy wspólnym warsztacie pracy było więcej. Przy racjonalnej, systematycznej, planowej i wytrwałej zbiorowej pracy nad naszym terenem, będziemy mogli z niego uczynić naprawdę ładne miasto – ogród. Ale do tego potrzebna jest zgodna, skoordynowana praca wszystkich obywateli, mieszkańców Wołominka i poszanowanie pracy sąsiadów. Miejcie wiarę i przeświadczenie, że tylko praca przyniesie nam wszystkim lepsze jutro i dogodniejsze warunki życiowe! Bezczynnością i oczekiwaniem nic się nie zrobi. Tylko wspólna praca tworzy bogactwa!”56.

Od wojny polsko – bolszewickiej, kiedy to 14 sierpnia 1920 roku Wołomin obronił się przed atakiem Rosjan, patriotycznie nastrojeni mieszczanie uroczyście obchodzili każdą rocznicę odzyskania niepodległości. W 1928 roku Jadwiga Markowska pisała:

„Dnia 11–ego listopada wypada dziesięciolecie Niepodległości Polski. (…) I nas w Wołominie dzień ten wyrwał z szarzyzny pracy. Powiewały chorągwie narodowe i chorągiewki w ręku dziatwy nie bardzo zdającej sobie sprawę, czemu cieszyć się należy. Uroczysta akademia w sali ‘Kina Weneda’ (jest sala w drewnianej bardzo brzydkiej szopie należącej do Straży ogniowej, mało nadająca się do tego celu), miała służyć zebranej tu dziatwie i jej rodzicom do przypomnienia czym była Polska dla ojców naszych i czym jest dziś, dla nas. Odczyt, a raczej referat, ilustrowały dzieci deklamacjami, śpiewami, obrazami żywymi. Widziałam jak tu i ówdzie zaszkliło się oko łzą, zabłysło zapałem, zmąciło zadumą. Dusze tutejszych ludzi są czułe i wrażliwe, ale niestety na wszystko bez wyboru, bo wybrać nie umie umysł mało wykształcony. Jest tu ogromne pole do pracy społecznej, lecz ludzi do tej pracy mało bardzo”57.

Miasto nie zapominało o obchodach imienin Józefa Piłsudskiego: – „Sądzę, że Marszałek byłby rozweselony, gdyby zobaczył dekorację swego portretu na akademii miejskiej, na którą złożyły się 2 butelki ‘czystej’ z zatkniętymi weń świeczkami” – żartowała Jadwiga Markowska w 1930 roku58.

W 10. rocznicę wojny 1920 roku na Placu Marszałka Józefa Piłsudskiego w Wołominie stanął pomnik upamiętniający „Cud nad Wisłą”. Kilkunastu obywateli zawiązało Komitet Budowy Pomnika poświęconego „pamięci obrońców Ojczyzny”. Pierwsze zebranie organizacyjne Komitetu odbyło się 20 lipca 1930 roku. Inicjatorzy w zaproszeniu nawoływali: „W dniu 15 sierpnia br. upływa 10 lat od tej chwili, kiedy Naród Polski, wykonując genialny plan strategiczny swego Wodza, rozpoczął wypędzać bolszewików z zajętych połaci kraju. Miasto nasze było jedną z czołowych pozycji przy obronie Stolicy. Uważamy – więc, że wzniesienie pomnika – obelisku ku czci tych, co bezpośrednio czy pośrednio przyjmowali udział w walce Narodu w sierpniowych dniach 1920 roku jest wskazane i jako dowód naszej pamięci, i jako uprzytomnienie tych ciężkich chwil przyszłym pokoleniom. Proponujemy, żeby pomnik stanął wspólną wytężoną pracą wszystkich obywateli m. Wołomina”59.

Podczas tego pierwszego posiedzenia wybrano zarząd Komitetu. Prezesem został pan Stefan Nasfeter, wiceprezesem – pan Feliks Sztompke. W skład zarządu weszli panowie: Cymer, Antoni Bartoszewski, Matys Tejblum. Wyłoniły się cztery sekcje: uroczystościowa – z p. Mieczysławem Czajkowskim na czele, budowy – pod kierownictwem pana Sztompke oraz finansowa – pod przewodnictwem panów Modrzewskiego i Szymona Donde. W Komitecie zasiadali ponadto panowie: K. Różanowski – jako sekretarz oraz Boliński, Lumbe, Rzechowski, Modziewski, Wyrzykowski i Władysław Wydmański. Projekt pomnika wykonał pan Dobrzański60.

„Niewątpliwie najokazalszą uroczystością miejską było poświęcenie pomnika, ku czci poległych bohaterów roku 1920–ego (w dziesiątą rocznicę Cudu n. Wisłą) – notuje Jadwiga Markowska. – Tak, mamy pomnik. Jeszcze p. Majerski zamienił puste zaśmiecone place po obu stronach dworca na planty. Za inicjatywą p. Cymera zawiązano Komitet Budowy Pomnika, do którego weszło kilkanaście osób, między innymi p. pułk. Szemiot, p. Nasfeter, Boliński, Rzechowski, Modziewski i szereg innych osób, nie licząc grupy nauczycieli z p. Lumbe na czele. Komitet pracował w ciekawy sposób. Zaczął od roboty wysyłając prośby o zezwolenie na budowę, o zatwierdzenie planów, itp. Było z tego kłopotu co niemiara, jednak budowa szła amerykańskim tempem – ‘rosła w oczach’ i, jak tam było to było, dość, że dnia 15–ego sierpnia 1930–ego roku odbyło się odsłonięcie pomnika, i pomnik jest, i otoczenie jego i on sam stanowi może miejsce jedno z niewielu przypominające kulturalne miasta”61.

Uroczystość poprzedziły nabożeństwa odprawione w godzinach porannych jednocześnie w kościele katolickim, w cerkwi i w synagodze. Natomiast wieczorem, po akademiach w salach kina „Oaza” i „Weneda”, odbył się koncert na skwerku przy pomniku, zakończony opuszczeniem chorągwi (flagi) i wykonaniem przez orkiestrę hymnu narodowego.

Odtąd pod pomnikiem, który z czasem zaczęto nazywać „Pomnikiem Józefa Piłsudskiego”, odbywały się wszystkie uroczystości państwowe i miejskie, patriotyczne (i nie tylko): „11–ego listopada obchodziliśmy święto narodowe. Msza święta, pochód, akademie – pisze kierowniczka Markowska w 1932 roku. – Zaznaczyć tylko należy, że szkoła nasza złożyła u stóp pomnika bohaterów 20–ego roku wieniec skromny, lecz niemniej całym sercem darowany”62. W 1937 roku czytamy: „Pan premier Składkowski nieostrożnie, a stokroć niesprawiedliwie zainsynuował nauczycielstwu polskiemu zgrupowanemu w Związku Nauczycielstwa Polskiego tendencje komunistyczne. Oburzyliśmy się i dnia 12 października opustoszały nasze szkoły. Strajk protestacyjny. Ulicami Wołomina przeciągnął przesmutny pochód: około 100 nauczycieli z Wołomina i powiatu szło do pomnika Marszałka poskarżyć mu się na krzywdę63.

W 1935 roku Jadwiga Markowska zapisała jeszcze: „Na pierwszy plan wysuwam wielkie zdarzenie w historii naszego narodu: śmierć największego człowieka naszych i przyszłych czasów na terenie Polski, a także i współczesnych w Europie i w świecie całym: Pierwszego Marszałka Polski, Komendanta Józefa Piłsudskiego. Dzień 12 maja, niedziela, godz. 20.28 minut. Zamilkło umęczone, wielkie serce, zgasła myśl strzegąca historii Polski przez lat kilkadziesiąt. – Trzeba zapisać, że dzieci usłyszawszy tę straszną nowinę – głośno płakały za Dziadkiem, że posyłały do Belwederu wzruszającej treści, dziecinnym językiem wyrażającym rozpacz po stracie tego wielkiego, a najmilszego im człowieka – telegram, że osiem godzin stały na ulewnym deszczu, na Placu Zamkowym, czekając na swoją kolejkę, by raz może pierwszy, ale i ostatni spojrzeć na postać Tego, który im Polskę dał. Żałoba. Dzieci zanosiły co dzień świeże kwiaty i stroiły w krepę spowite portrety Dziadka”64.

24 lutego 1926 roku wojewoda warszawski rozwiązał Radę Miejską i 28 marca odbyły się w Wołominie nowe wybory. Burmistrzem został 48–letni inżynier Mieczysław Czajkowski65. W tym samym roku zaczął się kryzys światowy66. Zimą w Wołominie przeszła fala silnych mrozów, brakowało węgla, głód zajrzał w oczy mieszkańcom. Największą bolączką, aż do połowy lat 30. była „bieda, zataczająca coraz szersze kręgi”. Zofia Nałkowska dokumentuje: „Wszędzie nędza i bezrobocie, każdy spotkany na drodze człowiek, często przybyły z dalekich stron, szuka pracy i bierze jałmużnę” (Górki, 11 VII 1933)67.

Ubóstwo najdotkliwiej dotykało dzieci. – „Ostatnią imprezą na poły szkolną na poły społeczną, była gwiazdka dla biednych dzieci – notowała w 1929 roku Jadwiga Markowska. – W sali kina ‘Oaza’ św. Mikołaj obdarowywał smutne i zziębnięte maleństwa paczkami słodyczy i sztukami odzieży. (…) Radzimy, jak możemy. Dożywia się ok. 120 dzieci (drugie śniadanie). Bezpośrednio zostało to spowodowane smutnym wypadkiem. Jedno z dzieci – mała dziewczynka – zemdlała tak mocno, że już sądziliśmy, że nie żyje. Dowiedzieliśmy się, że to z głodu. Wtedy zajęto się gromadzeniem funduszy na dożywianie dzieci i na to samo obecnie używa się pieniędzy Opieki Szkolnej, tych pieniędzy, które były jedynym funduszem na zakup pomocy szkolnych”. W 1931 i 1934 roku staraniem Związku Obywatelskiego Pracy Kobiet w Wołominie, w okresie wakacji zorganizowano półkolonie dla 70 dzieci. Tenże ZOPK oraz BBWR w 1931 roku urządziły gwiazdkę dla biednych dzieci. „Obdarowano ok. 100 dzieci. Dostało około 25 dzieci buciki, około 40 sukieneczki i bieliznę, a reszta przynajmniej rękawiczki lub pończoszki. Dużo rozdaliśmy też poza Gwiazdką odzieży starej, którą dzieci pozwoziły, połatały. A mimo to, dużo jeszcze jest potrzebujących.” Podsumowując rok szkolny 19131/1932 Jadwiga Markowska zapisała: „I znowu, jak co roku, gromady głodnych, bezrobotnych rodziców i dzieci trzeba było nakarmić, ubrać, obuć, dać książkę i zeszyt. Staje się to rzeczą powszedniego dnia, co jest słuszne i opisu specjalnego nie potrzebuje”68.

Wołomin znów zaczął się wyludniać, robotnicy protestowali na ulicach, władze borykały się z problemem bezrobocia. Burmistrz Mieczysław Czajkowski apelował:

„Nawiązując do szeregu komunikatów przesłanych do Wydziału Powiatowego do Pana Starosty i bezpośrednio zgłoszonych do Wojewódzkiego Wydziału Pracy i Opieki Społecznej, w sprawie subwencji dla bezrobotnych m. Wołomina, Magistrat jeszcze raz zwraca się z prośbą za pośrednictwem Wydziału Powiatowego do Województwa o dalszy przydział subwencji dla bezrobotnych, zaznaczając, że dalsze wypłacanie zapomóg z kasy miejskiej jest niemożliwe i grozi zawieszeniem wszelkich innych najkonieczniejszych działów gospodarki miejskiej, jak również nie pozwala w najmniejszym stopniu likwidować terminowe i bardzo opóźnione zobowiązania kasy miejskiej. Jednocześnie nadmienia się, że bezrobocie na terenie miasta stale wzrasta i w chwili bieżącej przekracza liczbę 200 osób. Zainicjowanie przez Wydział Powiatowy jakiejkolwiek pomocy dla bezrobotnych jest bardzo wskazane przez pomoc gotówkową, względnie uruchomienie robót, przy których znaleźliby pracę bezrobotni”69.

Wiosną 1929 roku odbyły się ponownie wybory do Rady Miejskiej70. Rada nie zdołała wyłonić burmistrza, komisarzem rządowym został Kazimierz Majerski. – „Brukują ulice, odnawiają domy, uregulowano światło, ale dobre chęci p. Majerskiego paraliżuje brak pieniędzy w kasie miejskiej.” W 1930 roku komisarz Majerski, sprawujący obowiązki burmistrza odszedł „podobno skompromitowany” a burmistrzem został znowu Mieczysław Czajkowski. „Dużo hałasu w miasteczku ta sprawa zrobiła”71.

W ciągu opisywanego półwiecza Wołomin zmienił się do niepoznania. Z niewielkiej wsi, jaką był w okresie zaborów, która nie posiadała nawet własnego kościoła, w szybkim tempie przeobraził się w całkiem spore miasteczko przemysłowe. Rozwój przemysłu przyniósł wielkie zmiany w życiu gospodarczym i społecznym. Powstał całkiem nowy krajobraz. Tam, gdzie wokół kilkunastu siedzib ludzkich rozciągały się grząskie łąki i sosnowe zagajniki, zbudowano ulice (wprawdzie jeszcze piaszczyste, nie brukowane), place i skwery, wyrosły domy i szkoły (początkowo bez urządzeń sanitarnych i elektryczności). Decyzja o parcelacji ziemi podjęta przez Henryka Konstantego Woyciechowskiego zmieniła warunki życia dotychczasowych mieszkańców wsi Wołomin. Nowi sąsiedzi, którzy przyjeżdżali na letnisko dla jego walorów klimatycznych, osiadali tu na stałe. Zakładali rodziny, podejmowali pracę, angażowali się w życie społeczne i kulturalne. Budowali miasto. Ich potomkowie mieszkają w Wołominie do dzisiaj.

W jednym z opowiadań Zofii Nałkowskiej, narrator, który w 1917 roku, w czasie wojny światowej przez kilka dni oczekuje na przystanku kolejowym w Wołominie na pociąg, mówi: „Wioska, do której los mię rzucił była sobie nieładna, rozsiadła na podmokłej płaszczyźnie, brudna i biedna”72.

Dziesięć lat później Jadwiga Markowska, która wprawdzie na pierwszej stronie swojego pamiętnika napisała: „Dworzec Wołomina nie sprawił mi rozczarowania. Wcale pokaźny, z podcieniem, stosunkowo niezupełnie brudny…”, już nieco dalej jest podobnego zdania co bohater opowiadania Zofii Nałkowskiej: „Tu muszę powrócić do charakterystyki miasteczka. Nie ma co mówić. Jest brzydkie. Nie braknie tu ładnych i czyściutkich domków i ogrodów, ale jakoś tak źle rozłożone ulice, niedbale zabudowane, walące się krzywe parkany, tu i ówdzie rudera brudna, obszarpana, z oknami bez szyb zaklejonymi papierami lub zapchanymi brudnymi szmatami, tak raziły moje oczy przywykłe do surowego trochę porządku na Pomorzu, że w pierwszych dniach przechadzek po mieście po prostu unikałam. Zresztą miejsca do przechadzek nie ma tu wcale; droga wzdłuż plantu zaśmiecona ogryzkami, papierami, ogarkami papierosów, a trzeba ją przebyć aby dostać się w pole na czyste, pozbawione charakterystycznych zapachów i dymu przestrzenie”73.

Tym surowym ocenom zaprzeczał jednak szkic monograficzny Wołomina, jaki zamieściła ówczesna powiatowa gazeta, która tak scharakteryzowała miasto:

„Przyjezdny po wyjściu z wagonu znajduje się na peronie dworca, budynku szablonowego z przestronną poczekalnią letnią. Z drugiej strony dworca rozciąga się obszerny podjazd i ciągnie się na długiej linii wzdłuż głównej arterii miasta. Świeżo założony i zadrzewiony skwer, w przyszłości będzie to park wołomiński. (…) Wołomin – miasto przedstawia się dość schludnie i sympatycznie, z wieloma nawet drzewkami, wielkomiejskiej elegancji. Sporo bocznych ulic posiada staranne zadrzewienie, niezłe chodniki i oświetlenie”74.

Pani Markowska dopiero pod koniec lat 30. przychylniejszym okiem patrzyła na zmiany zachodzące w Wołominie:

„Miasteczko nasze weszło w stadium inwestycji. Bardzo ruchliwy i dobry gospodarz pan burmistrz Cichecki, bardzo gorliwie zajął się upiększaniem miasta. Reguluje ulice, obsadza je drzewkami, otoczył opieką nowe budownictwo. Jest nadzieja, że za parę lat Wołomin – który dotychczas nie jest pięknym miastem  – przy takim tempie inwestycji przybierze barwy przedmieścia Warszawy. (…) Wołomin naprawdę zaczyna się stawać przyzwoitym miastem. Zaprowadza się nawet kanalizację, a ulice dostają porządne bruki, rozszerzają się, otrzymują ozdobę z drzewek i zieleńców. Jeszcze tylko nikt nie ośmielił się tknąć budy strażackiej na rynku miejskim. Szczególnie miłe są skwerki koło dworca. Pełne kwiatów, których nikt nie zrywa”75.

Najbardziej okazale w mieście przedstawiała się ulica Kościelna (wcześniej Stacyjna – Dworcowa), z mnóstwem sklepów i zakładów usługowych, które mieściły się na parterach prywatnych domów mieszkalnych. Dominowały handel i rzemiosło żydowskie76, ale nie brakowało i polskich adresów77.

27 maja 1934 roku, tuż przed śmiercią pana Woyciechowskiego, odbyły się ostanie przed wybuchem wojny wybory do Rady Miejskiej. Była to czwarta kadencja Rady w niepodległej Polsce78.

W styczniu 1935 roku Wołomin miał 13 627 mieszkańców, w tym: 10 433 Polaków, 6 Niemców, 3175 Żydów, 13 Rosjan. Wyznanie katolickie deklarowało 10 359 osób, protestanckie – 26 (w tym 25 Polaków), 1 baptysta, mojżeszowe – 3175, prawosławne – 6679.

 

  • 1 Z. Nałkowska, Dom nad łąkami, Warszawa 1953, s. 7.
  • 2 Z. Nałkowska, Z miasta mojego dzieciństwa, (w:) Z. Nałkowska, Widzenie bliskie i dalekie, Warszawa 1957, s. 346.
  • 3 W literaturze można odnaleźć wzmianki, że Wołomin był letniskiem, zanim jeszcze wieś kupił Woyciechowski: „Pobudowano tu liczne wille i domy służące za letnie mieszkanie dla Warszawian”. Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, pod red. B. Chlebowskiego, t. 13, Warszawa 1893, s. 914.
  • 4 Z. Nałkowska, Dom…, s. 11.
  • 5 Z. Nałkowska, Dzienniki 1909–1917, oprac., wstęp i komentarz H. Kirchner, Warszawa 1976, s. 151.
  • 6 J. Stryjek, Kalendarium Wołomina do 1939 roku, Wołomin 2004, s. 27.
  • 7 Linie tramwajowe w Wołominie zostały zakupione przez prywatnych właścicieli po likwidacji warszawskich tramwajów konnych w 1908 roku. Zajezdnia tramwajowa znajdowała się przy ulicy Piłsudskiego.
  • 8 J. Stryjek, op. cit., s. 12.
  • 9 Linię kolejową uruchomiono w 1862 roku. W 1871 roku została otwarta stacja Wołomin. Idem, s. 9.
  • 10 Huta „Praca” powstała w związku z zamknięciem huty „Wołomin” i bezrobociem jakie wówczas zapanowało. Dzięki poparciu ks. Antoniego Zagańczyka powstał nowy zakład, którego udziałowcami zostali zwolnieni z pracy robotnicy, właściciele domów i gruntów w Wołominie, a także hutnicy z innych hut Królestwa Polskiego.
  • 11 Z. Nałkowska, Rodzina Marcji, (w:) Z. Nałkowska, Opowiadania, Warszawa 1989, s. 87–88.
  • 12 Od początku istnienia huty robotnicy pracowali tu w trudnych warunkach. Protestowali przeciwko pracy po kilkanaście godzin na dobę, obniżaniu zarobków i wygaszaniu pieców w okresach kryzysu. Po raz pierwszy wzięli udział w strajkach powszechnych w sierpniu i w październiku 1905 roku. Do wybuchu I wojny światowej strajki ekonomiczne wybuchały w hucie jeszcze trzykrotnie, ostatni strajk tuż przed wojną miał miejsce w lipcu 1914 roku.
  • 13 J. Kazimierski, Powstanie osady miejskiej, gminnej, a następnie miasta Wołomina 1916–1919, (w:) Wołomin. Zarys historii miasta. Materiały sesji historycznej, Wołomin 1996, s. 15.
  • 14 Niemcy wkroczyli na teren powiatu radzymińskiego 9 sierpnia 1915 roku. J. Stryjek, op. cit., s. 13.
  • 15 Z. Nałkowska, Dzienniki 1909–1917, s. 338–339, 343, 345–346, 347–348, 358, 360.
  • 16 Idem, s. 457.
  • 17 W listopadzie 1919 roku w Wołominie mieszkało 6500 osób. J. Stryjek, op. cit., s. 15.
  • 18 J. Stryjek, Niechciane miasto. Wołomin w latach 1916–1919, „Rocznik Wołomiński, 2005 t. 1, s. 38.
  • 19 Z. Nałkowska, Rodzina…, s. 104.
  • 20 Wołomin długo nie mógł otrzymać praw miejskich, ponieważ władze carskie nie dopuszczały do nadawania wsiom praw z obawy przed powstaniem samorządów lokalnych. Dopiero w 1916 roku, kiedy okupacyjne władze niemieckie dokonały nowego podziału administracyjnego, z gminy Ręczaje została wydzielona osada miejska Wołomin. Komisarzem nowo powstałej osady miejskiej został Józef Strohmajer. 30 października 1917 roku zastąpił go na tym stanowisku Antoni Przygoda. 27 listopada 1918 roku władzę w Wołominie przejął wójt Józef Lewański. J. Kazimierski, op. cit., s. 14–17; J. Stryjek, op. cit., s. 33–39; Idem,  Kalendarium…, s. 14.
  • 21 W 1917 roku, 30 kwietnia, pod kierownictwem burmistrza osady Wołomin, odbyło się posiedzenie, podczas którego ustalono przydział kontyngentu artykułów monopolowych: mąki – dla piekarzy (21000 kg) i cukru – dla kupców (1350 kg), przeznaczonych do sprzedaży. Dzięki sporządzonemu protokołowi poznajemy nazwiska wołomińskich piekarzy i kupców: „Protokół Komisji rozdzielczej w osadzie Wołomin Warszawskiego powiatu, przyznający towary monopolowe na miesiąc czerwiec 1917 roku w następujący sposób, a mianowicie: piekarze Karol Sztrajch (2400 kg mąki), Stanisław Brzuszczyński (2400), Juljan Garbolewski (2400), Baruch Szulman (2300), Jankiel Grabina (2300), Hersz Retik (1400), Aron Berman (1000), Icek Asz (1100), A. Zylberman (1200), Aron Szulman (1000), M. Blumenkranc (1000), Josek Kronenberg (800), J. Hunowicz (800), Josek Zylbersztejn (900), razem: 21000 kg; oraz kupcy: F. Rebandel (190 kg cukru), F. Leśniewski (140), F. Koprowicz (140), D. Goldsztajn (100), A. Jagoda (100), L. Burakowski (140), A. Mandelberg (100), I. Garfinkel (120), I. Szulman (80), A. Białogłowska (80), J. Rojewska (80), K. Grundman (80), razem: 1350 kg. Do odbioru z gospodarczego wydziału powiatu Warszawskiego wyżej wymienionych produktów upoważnia się pana Bronisława Pawęczkowskiego. Na tem ów protokół został ukończony i podpisany.” Dokument w zbiorach Archiwum Akt Dawnych.
  • 22 Elektrownia została uruchomiona dopiero w 1926 roku. J. Bublewski, Elektrownia w Wołominie, „Rocznik Wołomiński”, 2008 t. 4, s. 78.
  • 23 W Wołominie mieszkało wówczas 2908 mężczyzn i 3340 kobiet. Wyznanie rzymsko – katolickie zadeklarowało 2887 osób, mojżeszowe – 3079, prawosławne – 204, ewangelickie – 73, unickie – 4, ormiańsko – gregoriańskie – 1 osoba. Narodowość polską podało 3959 osób, niemiecką – 6, żydowską – 1702, rosyjską – 175, rusińską – 77, angielską – 9, czeską – 9, białoruską – 7. Mieszkał także 1 Chorwat, 1 Łotysz, 1 Sreb i 1 Pers. Podczas spisu odnotowano folwark Wołomin, jako zamieszkały przez 14 osób narodowości polskiej oraz wieś Wołomin – 141 osób narodowości polskiej i 1 Żyda wyznania mojżeszowego. J. Stryjek, Kalendarium…, s. 21; E. Maliszewski, B. Olszewicz, Podręczny słownik geograficzny ze szczególnym uwzględnieniem Polski, jej spraw i interesów, t. 2 (M – Ż), Warszawa 1927, s. 705.
  • 24 Dworek, o którym pisze prof. A. Gieysztor (1916–1999) należał do Aleksandra Granzowa, syna Gustawa, dzierżawcy Wołomina. Natomiast przemysłowcem i producentem cegły był Kazimierz Granzow (1832–1912), starszy brat Gustawa, który założył największą w Królestwie Polskim cegielnię w Kawęczynie. R. Jarocki, Opowieść o Aleksandrze Gieysztorze, Warszawa 2001, s. 21.
  • 25 O zróżnicowaniu etnicznym i religijnym świadczą zachowane wykazy zawodów i działających wówczas firm: adwokat: A. Kempiński; komornik: J. Gościmski; agentura: J. Popielicki; akuszerki: B. Bendler, J. Grzybowska, K. Strzałkowska, A. Wierzbicka; bednarz: M. Hartleb; blacharz: A. Ostrowiak; składy bławatne: S. Baum, Sz. Bartczyn, J. Laskowski, F. Nadworny; cegielnia: „Dyonizy” H. Ginzberg; cieśle: E. Mittag, K. Parys, I. Wardak; cukiernie: K. Kowalska, W. Miczulski, Fr. Skierzyńska; składy drewna: A. Kapuściany, Sz. Lichtman, M. Tejblum; zakład fotograficzny: S. Walkus; fryzjerzy: Sz. Bendler, F. Rzeczycki; galanterie: M. Bursztyn, A. Jagoda, H. Nikitenko, R. Srebnicka; herbaciarnia: A. Bursztyn; kawiarnie: F. Badetko, J. Mośkówna, M. Nowińska; kinematograf: „Oaza” J. Tomczak; kowale: A. Burakowski, M. Żuławnik; krawiec: Cz. Gajowski; księgarnie: F. Koprowicz, W. Szatkowski; malarze: M. Goldsztejn, P. Lanczewski; skład mąki: J. Zylberstein; meble: A. Bolm, M. Gelenter; młyny: N. Krasucki, J. Kohn; murarze: J. Błotnicki, A. Ciuk, A. Kaśkiewicz, J. Pazio; nasiona: H. Mintz; zakłady ogrodnicze: R. Gotowicz, J. Lewański; składy opałowe: G. Burakowski, J. Gajda, Ch. Kopyto, J. Krygier, J. Tejblum, A. Żuławnik; owocarnie: U. Gryziak, Sz. Rubinsztejn; piekarze: J. Chonowicz, I. Siedlecki, E. Sztrejch; piwiarnie: A. Bursztyn, Izaak Zylbersztejn; piwo: K. Feretos; restauracje: M. Kowalczyk, F. Leśniewski, M. Połonecki, St. Stasikowski; rzeźnicy: W. Baczyński, B. Brodsztejn, M. Czapkiewicz, Sz. Dubner, M. Janicka, A. Jeleń, J. Kajman, A. Raskzo, St. Traube, F. Wiśniewski, Sz. Zagościński, H. Berman, H. Gmadek, A. Szymański, J. Trosterman; skóry: A. Frum, M. Borensztejn; artykuły spożywcze: Sz. Baracz, Z. Bursztyn, J. Chrupek, H. Cukiert, B. Dziekoński, Sz. Ciechanowiecki, M. Grzanko, M. Grodzicki, A. Jarzębski, A. Kin, S. Nadaj, Ch. Rozenberg, M. Szczepański, B. Szulc, A. Szulman, N. Śmietanka, B. Taub, W. Ciuk, J. Kalicka, J. Żmudzka; stolarze: I. Erlich, J. Łękawski, S. Romanowski; szewcy: S. Bagnowski, A. Biesiadecki, K. Czarnecki, M. Duszak, B. Kujawski, M. Jeleń, A. Piekarski, S. Wróblewski; szkło okienne: M. Goldsztejn, H. Lichtman, S. Ryder; wyroby tytoniowe: C. Kapuścińska, F. Prażmowska; wędliny: E. Ryngiert, H. Kowalski; rzeźnia: E. Bartnik; zegarmistrz: L. Gurenfiter. „Wieści Podwarszawskie”,  2003 nr 12; Na podstawie 1929 Polish Business in Directory Project. JRI – Poland in Corporation with Jewish Gen.
  • 26 M. Kubacz, Śladami księdza Golędzinowskiego – męczennika za wiarę  i ojczyznę, „Rocznik Wołomiński”, 2006 t. 2, s. 269–304.
  • 27 W poszukiwaniu śladów osadników niemieckich w powiecie wołomińskim, praca zbiorowa pod red. B. Lewickiej i M. Rozbickiej, Ząbki 2003, s. 68, 202.
  • 28 Bohaterka jednej z powieści Z. Nałkowskiej opowiada: „Często chodzę z Martą parę wiorst do lasu, gdzie leży cmentarz żydowski, tak zwany kirkut. Ociosane, równo ustawione tablice kamienne stoją, wyciągnięte w długie, równoległe rzędy; na nich malowane dziwne jakieś kabalistyczne znaki, lwy, złamane świece, półki z książkami, jakieś dekoracje tajemnicze. Niewidzialne prawie wzniesienia grobów pokrywa mech, wrzos i macierzanka, płot drewniany, przez który zawsze przełazić musimy, ginie między pniami sosen. – I tak wśród na pozór nieporuszonego ręką ludzką lasu wyrastają prawidłowe rzędy tablic kamiennych. Mam wrażenie, że cofnęłam się w jakąś zamierzchłą przeszłość.” Z. Nałkowska, Lodowe pola, Warszawa 1927, s. 26.
  • 29 Obecnie ulica Marszałka Józefa Piłsudskiego 8.
  • 30 Abraham Matwiejewicz Michalczenok (zm. 17 IV 1938) i jego żona Antonina Julianowna (zm. 5 XI 1938) są pochowani na cmentarzu parafialnym w Kobyłce (kwatera „B 5”). Ks. K. Konowrocki, M. Balicka, Cmentarz parafii Świętej Trójcy w Kobyłce, Paprotnia 2003, s. 28.
  • 31 Chórem prawosławnym dyrygowali kolejno: Stefan F. Siereda (zm. 2 XII 1933) i Konstanty Smolski.
  • 32 M. Kubacz, Krótka historia parafii prawosławnej pw. Św. Piotra i Pawła w Wołominie. Maszynopis w zbiorach Muzeum im. Nałkowskich w Wołominie.
  • 33 J. Bublewski, Szpitale w Wołominie, „Rocznik Wołomiński”, 2007 t. 3, s. 95.
  • 34 M. Siedlecka – Rybczyńska, Doktor Zygmunt Siedlecki (1901–1973), „Rocznik Wołomiński”, 2010 t. 6, s. 357–364.
  • 35 M. Kubacz, Lekarz i filantrop. Jan Sikorski (1896–1941), (w:) Życiorysy z Wołominem związane. (Historia miasta pisana ludzkimi losami), pod red. M. Kubacz i A. Sobczak, Wołomin 2009,  s. 95–97.
  • 36 M. Kubacz, Doktor Zachariasz Frank (1890–1957), Ibidem, s. 108–112.
  • 37 Hanna Czujko – Czykałenko (1894, 1931) na ulicy Orwida 12, Józef Dawid Frydman – choroby wewnętrzne (1890, 1927) na ulicy Warszawskiej 11, Andrzej Jefremienko – choroby wewnętrzne (1899, 1928) na ulicy  Wileńskiej 17 (willa Szulicha), Józef Malecki – lekarz ogólny (1906, 1935) na ulicy Ogrodowej 9, Sara Zofja Mandelberg (1905, 1931) na ulicy Długiej 24, Mikołaj Szczęsny Raczyński – ginekolog (1856–1943, 1879) w Alei Nagórnej 11, Jakub Reznik – położnik (1896, 1924) na ulicy Lipowej 8, Michał Wołoszański (1902, 1927), na ulicy Kościelnej 22, J. Dzwonkowska. Pacjentów przyjmowało kilku lekarzy – dentystów: Abram Chaim Opatowski na ulicy Warszawskiej 21, Stefanja Choynowska na Placu Górnośląskim, Janina Róża Dąbrowska – Siedlecka na ulicy Miłej 27, Elżbieta Kahanowa – Elsztejnowa na ulicy Kościelnej 26, Małka Łaja Rozenblatt, Amelja Rozensztajn na ulicy Długiej 8/6, Irena Puguniecow. „Rocznik Lekarski”, 1933–1934, s. 836; 1938, s. 1054–1055; 1939, s. 1545–1547. Przy nazwiskach: data pierwsza oznacza rok urodzenia i śmierci, data druga – rok uzyskania dyplomu.
  • 38 Ibidem.
  • 39 Pod koniec I wojny światowej w Wołominie, obok szkoły powszechnej, funkcjonowała szkoła założona przez Polską Macierz Szkolną, którą kierowali Helena i Stefan Nasfeterowie. Zachował się rękopis odezwy wydanej przez PMS do obywateli Wołomina w sprawie „składania ofiar na cele oświatowe”: „W dniu święta narodowego słyszycie okrzyki: niech żyje najjaśniejsza Rzeczpospolita Polska! W wyrazach tych streszczają się życzenia obywateli, ażeby Polska nie tylko żyła, ale i promieniowała na zewnątrz potęgą swojego zdrowia i kultury. Potęgę taką wytwarza polepszenie mózgów i serc obywateli przez dobre kształtowanie ich w szkole i poza szkołą. Jest to obowiązkiem nie tylko rządu i samorządów. Do pomocy stanąć powinny towarzystwa oświatowe, opierające swoją działalność na dobrowolnej ofiarności. Na wszystkich polach trzeba rozwijać potęgę Polski pod przewodem światła nauki. Nie żałujcie więc ofiar na cele oświatowe. Stokrotnie zwrócą się one w nowych zastępach oświeconych mężów i niewiast – dobrych obywateli.” Podpisał: Henryk Woyciechowski. Dokument w zbiorach Muzeum im. Nałkowskich w Wołominie.
  • 40 Na parterze budynku były siedziby: Komunalnej Kasy Oszczędności, a obok – Księgarni – Wypożyczalni i Czytelni „Kultura”, z wejściem od strony ulicy Legionów.
  • 41 W 1928 roku do szkoły uczęszczało 506 dziewcząt. Grono nauczycielskie stanowiły panie: Bobkowska, Bublewska, Głuchowska, Lipska, Knapikówna, Pławska, Rybowska, Stawińska, Suwartówna i Wasilewska. J. Markowska, Kronika z lat 1928–1938 7–mio klasowej Publicznej Szkoły Powszechnej Nr 2 (żeńskiej), Wołomin 1998, s. 4–5.
  • 42 Idem, s. 13.
  • 43 „W szkole Nr 2 jest w roku 1934/35 17 oddziałów, liczba dzieci wynosi 871, nauczycieli pracuje 12–tu. Skład personelu następujący: panie Bobkowska Stanisława, Bohuszowa Eugenia, Flejszerówna Maria, Knapikówna Janina, Kryńska Wiktoria, Miłoszówna Janina, Olczakowa Wanda, Rebandel Helena, Stawińska Maria, Wasilewska Zofia, Zacharówna Stanisława, Rzepkowski Klaudiusz i kierowniczka Jadwiga Markowska.” Idem, s. 24.
  • 44 Z. Saks, Szkoła Podstawowa nr 4 w Wołominie w latach 1935–2000, „Rocznik Wołomiński”, 2006 t. 2, s. 149–188.
  • 45 Pięć lat później obchody 30–lecia powstania OSP rozpoczęto od nabożeństwa żałobnego za zmarłych członków straży, które zostało odprawione 30 lipca 1938 roku o godz. 7 rano, po którym strażacy złożyli wieniec na grobie swego założyciela – Henryka Konstantego Woyciechowskiego. Jednodniówka z okazji 30–letniego Jubileuszu Stowarzyszenia Ochotniczej Straży Pożarnej w Wołominie, Wołomin 1938, s. 14.
  • 46 J. Stryjek, Kalendarium…, s. 14, 23.
  • 47 Kino „Oaza” było własnością Stefana Nasfetera. Znajdowało się w budynku, w którym później przez wiele lat mieściła się Biblioteka Pedagogiczna.
  • 48 J. Stryjek, op.cit., s. 22–30.
  • 49 12 grudnia 1926 roku prezes Domu Ludowego ks. Jan Golędzinowski poprowadził Walne Zebranie Organizacyjne Kasy Rzemieślniczej Spółdzielni z ograniczoną odpowiedzialnością, które odbyło się w lokalu Domu Ludowego przy ulicy Długiej 8. Wzięło w nim udział 28 osób. Jednym z głównych punktów programu zebrania było powołanie Rady Nadzorczej Kasy. W tajnych wyborach zostali wyłonieni jej członkowie. Na czele Rady stanął inicjator zebrania ks. Jan Golędzinowski. Jego zastępcą został mianowany Feliks Koprowicz, a stanowisko urzędnika – sekretarza objął Jan Napiórkowski. W skład pierwszego Zarządu Kasy weszli: Jan Andrycki, Wawrzyniec Narkiewicz i Antoni Gogut. Wkrótce okazało się, że nowo podjęta inicjatywa cieszy się dużym zainteresowaniem miejscowych kupców i rzemieślników, około 200 osób zgłosiło akces członkostwa w Kasie. Udział członkowski wynosił 50 zł płatnych jednorazowo lub w ośmiu miesięcznych ratach. Zadaniem nowej placówki było gromadzenie składek członkowskich, przyjmowanie wkładów oszczędnościowych, udzielanie członkom kredytów, zaciąganie pożyczek, m.in. z funduszy państwowych, wspólne sprowadzanie surowców i narzędzi potrzebnych członkom do wykonywania zawodu, udzielanie gwarancji i poręczeń, zastawianie papierów i przedmiotów wartościowych. Po trzech latach, 5 grudnia 1929 roku, na Walnym Zebraniu Członków Kasy Spółdzielczej, ks. Golędzinowski ustąpił z prezesostwa, a jego miejsce zajął Stefan Nasfeter. W 1930 roku bank zmienił nazwę na Powszechną Kasę Pożyczkową Spółdzielnię z Ograniczoną Odpowiedzialnością. W 1931 roku prezesem Zarządu został wybrany Władysław Wilicki. M. Kubacz, Śladami…, s. 288.
  • 50 J. Kazimierski, op. cit., s. 18.
  • 51 M. Kubacz, Działalność Towarzystwa Przyjaciół Osiedli Wołominka, Sławka i Okolic w świetle zachowanych dokumentów, „Rocznik Wołomiński”, 2009 t. 5, s. 157–181.
  • 52 Dokument w zbiorach Archiwum Akt Dawnych.
  • 53 Ibidem.
  • 54 Dokument w zbiorach Muzeum im. Nałkowskich w Wołominie.
  • 55 Ibidem.
  • 56 Pod tymi pięknymi hasłami nawołującymi do wysiłku na rzecz Odrodzonej Małej Ojczyzny podpisał się ówczesny Zarząd Towarzystwa: Edmund Kowalski (prezes), inż. Jerzy Zaleski (I wiceprezes), Edward Wyrzykowski (II wiceprezes), Zygmunt Celiński (skarbnik) oraz Wacław Kulikowski, Władysław Baranowski, Piotr Kielak i Wiktor Sałaban (członkowie Zarządu) oraz Komisja Rewizyjna: Edward Protasewicz, Edward Hakiel i budowniczy dyplomowany Józef Madej. Odezwa Towarzystwa Przyjaciół Osiedli Wołominka, Sławka i okolic w Wołominie do „Obywatelek i Obywateli Wołominka i okolic!”, Wołomin 1938. Dokument w zbiorach Muzeum im. Nałkowskich w Wołominie.
  • 57 J. Markowska, op. cit., s. 6–8.
  • 58 Idem, s. 20.
  • 59 J. Stryjek, op. cit. s. 28–29.
  • 60 Idem, s. 29.
  • 61 J. Markowska, op. cit., s. 20.
  • 62 Idem, s. 38.
  • 63 Idem, s. 65.
  • 64 Idem, s. 52–54.
  • 65 Do Rady Miejskiej wybrani zostali: Augustyn Unieszowski – wiceburmistrz (70 lat, wykształcenie: 7 klas gimnazjum, zwód: emeryt), Antoni Bartoszewski, Antoni Derma (40 lat, wykształcenie: 6 klas gimnazjum, zawód: urzędnik PKO), Adam Dzwonkowski (43 lata, wykształcenie: Wydział Prawny Uniwersytetu Warszawskiego, zawód: urzędnik opieki społecznej), Szymon Donde (53 lata, wykształcenie: szkoła realna, zawód: współwłaściciel fabryki), Dawid Goldsztejn, Feliks Koprowicz, Wincenty Kowalski, Józef Kwapiszewski (31 lat, wykształcenie: Wydział Filozoficzny Uniwersytetu Warszawskiego, zawód: nauczyciel szkoły powszechnej), Josek Laskowski, Stanisław Lipski, Abram Mandelberg, Stanisław Nadaj (41 lat, wykształcenie: 3 oddziały szkoły powszechnej, zawód: handlowiec), Stefan Piątkowski (33 lata, wykształcenie: 2 oddziały szkoły powszechnej, zawód: murarz), Bolesław Pławski, Mieczysław Połonecki, Jakub Sygałow, Wacław Szafrankowski, Wojciech Szewc (27 lat, wykształcenie: 2 klasy szkoły handlowej, zawód: handlowiec), Jakub Tomczak, Nisen Wagman, Wacław Walentynowicz (37 lat, wykształcenie: 4 klasy gimnazjum, zawód: drogista), Aleksander Wojciechowski, Jankiel Wulfowicz, Josek Zylbersztejn, Alfred Żyliński (37 lat, wykształcenie: Wydział Humanistyczny Wolnej Wszechnicy, zawód: kierownik szkoły powszechnej). Spis z sierpnia 1928 roku. Dokument w zbiorach Archiwum Akt Dawnych.
  • 66 Kryzys światowy rozpoczął się w 1929 roku krachem na giełdzie nowojorskiej i trwał do 1933 roku, a w krajach rolniczych nawet do 1935 roku. Gwałtownie spadała wysokość produkcji i zatrudnienia, a wraz z nimi spadały ceny artykułów przemysłowych, następowały trudności ze zbytem towarów oraz obniżenie płacy realnej.
  • 67 Z. Nałkowska, Dzienniki 1930–1939, cz. 1, 1930–1934, oprac., wstęp i komentarz H. Kirchner, Warszawa 1988, s. 380.
  • 68 J. Markowska, op. cit., s. 22, 24–26, 38.
  • 69 Z protokołu Magistratu m. Wołomina, 19 września 1930, Dokument w zbiorach Archiwum Akt Dawnych.
  • 70 W skład Rady weszli: Szymon Donde (ławnik), Julian Purzycki, Antoni Kempiński, Zygmunt Szwarc, Jan Opłatek, Stefan Piątkowski, Stefan Świrczak, Józef Kwapiszewski, Franciszek Serżysko, ks. Jan Golędzinowski, Stanisław Lange (wiceburmistrz), Feliks Koprowicz, Kazimierz Świątkowski, Tomasz Bieś, Aleksander Czyżewski, Robert Rehfus, Chil Golgram (rymarz), Bronisław Zawadzki, Józef Topolewski, Matys Tejblum (krawiec), Jakub Lipman (ojciec Jerzego Lipmana, wybitnego operatora filmowego), Nisen Wagman, Jakub Sygałow, Józef Erszkowski i Froim Goldwasser.
  • 71 J. Markowska, op. cit., s. 12–13, 19.
  • 72 Z. Nałkowska, Rękawice, (w:) Z. Nałkowska, Tajemnice krwi, Warszawa 1917, s. 16.
  • 73 J. Markowska, op. cit., s. 5.
  • 74 „Głos Wołomina i Powiatu Radzymińskiego”, 1930 nr 1, s. 1.
  • 75 J. Markowska, op. cit., s. 56–57, 66.
  • 76 K. Kwapiszewska, Wołomińscy Żydzi, „Rocznik Wołomiński”, 2006 t. 2, s. 207–216.
  • 77 Były to: „Skład Wędlin Goworowskich” Stanisława Chrupka – na rogu Kościelnej i Legionów, polecający szanownej klienteli znane z najwyższej jakości wędliny litewskie i podolskie oraz bogaty wybór konserw; „Specjalny Sklep Tytoniowy” tegoż Stanisława Chrupka na Kościelnej 3, tel. 51, oferował bogaty wybór gilz; firma chrześcijańska Z. Szwarca „Wędliny i Mięsa” na Kościelnej 27 reklamowała się nowocześnie: „Nie szumna reklama lecz rzeczywistość. Chcesz świeżą i smaczną wędlinę i mięso wstąp do firmy Z. Szwarc a przekonasz się”; na rogu Kościelnej i Polskiej Organizacji Wojskowej znajdował się, największy chyba w Wołominie, „Sklep Polski” Feliksa Koprowicza, założony w 1912 roku, a polecający artykuły pierwszej jakości po cenach najniższych w następujących branżach: spożywczo–kolonialnej, żelaznej oraz materiały piśmienne, podręczniki szkole i materiały budowlane; pierwszy chrześcijański handel egzystujący od 1912 roku „Wina, Wódki i Towary Kolonialno – Spożywcze” Felicji Rebandel na Kościelnej 3 sprzedawał towary pierwszej jakości po cenach przystępnych; ulica Kościelna 19 – to był adres inwalidy wojennego Władysława Banasia który miał w asortymencie „Wódki, Likiery, Wina i Miody oraz Wyroby Monopolu Tytoniowego” po cenach normalnych; „Skład Materiałów Piśmiennych i Książek Szkolnych” J. Wasińskiej – Kościelna 13, który obok sprzedaży artykułów biurowych, szkolnych i rysunkowych, a także wyrobów tytoniowych, zabawek i galanterii przyjmował zamówienia na wszelkie druki; „Restauracja Mieczysława Połoneckiego” – Kościelna 21, serwująca wódki monopolowe, gatunkowe, wina, piwa firmy Haberbusch i Schiele; w „Salonie Fryzjerskim Damskim i Męskim” mistrza fryzjerskiego Franciszka Brzozowskiego, na rogu Kościelnej i Łąkowej, obowiązywały ceny umiarkowane. Jednodniówka…, s. 19–24.
  • 78 W Radzie zasiedli: Edmund Kowalski (urzędnik, ławnik), Julian Purzycki (szewc, ławnik), Bronisław Zawadzki (nauczyciel, ławnik), Stefan Piątkowski (murarz), L. Küntzel (nauczyciel), Bolesław Bohusz (nauczyciel), Szloma Balson (krawiec), Szymon Donde (fabrykant), Zachariasz Frank (lekarz) Marian Frąckiewicz (mechanik), Bolesław Iwaszkiewicz (właściciel nieruchomości), Stanisław Nadaj (właściciel nieruchomości), Jan Kurman (urzędnik), Bronisław Lipski (cukiernik), Jan Malik (nauczyciel), Kiwa Morgensztern (piekarz), Antoni Opatowski (urzędnik kolejowy), Piotr Rostkowski (nauczyciel), Bogdan Rzechowski (urzędnik), Zygmunt Sobczyk (hutnik), Berek Wajnman (fabrykant), Jan Żmudzki (piekarz), Stanisław Rudziński (robotnik), Kazimierz Świątkowski (urzędnik), Józef Świerczyński (nauczyciel), Władysław Szymanowski (właściciel nieruchomości) oraz Ludwik Szyc (kupiec). Dokument w zbiorach Archiwum Akt Dawnych.
  • 79 J. Stryjek, op. cit., s. 34.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.